Auto z „przeszłością”

Porady / Zakup Auta

Autor: Dariusz Dobosz

Liczba odwiedzin: 10476

Czy powinniśmy wystrzegać się kupna samochodu po wypadku? Niekoniecznie. Najpierw jednak trzeba w miarę dokładnie poznać jego przeszłość i najlepiej zwrócić się o pomoc do rzeczoznawcy.

Czy powinniśmy wystrzegać się kupna samochodu po wypadku? Niekoniecznie. Najpierw jednak trzeba w miarę dokładnie poznać jego przeszłość i najlepiej zwrócić się o pomoc do rzeczoznawcy.

Zwykłe skrzyżowanie, zmiana świateł. Jeden z kierowców zdecydowanie rusza spod sygnalizatora, drugi, choć jest za późno, próbuje przemknąć przed pojazdami. Szczęk blach, sypie się szkło. Samochód sprawcy stłuczki ma zniszczony cały bok, auto drugiego uczestnika stoi z urwanym zderzakiem i stłuczonymi lampami. Fot. Archiwum

 

To samo skrzyżowanie. Jeden z kierowców widząc żółty sygnał gwałtownie hamuje. Kierowca za nim nie jest na to przygotowany, był pewien, że przejedzie za poprzedzającym go pojazdem. Na wyhamowanie jest zbyt późno, ominięcie nie wchodzi w rachubę. Następuje jedynie odruchowa reakcja kierownicą i samochód sprawcy z dużym impetem wbija się lewym przednim narożnikiem w prawy tylny narożnik stojącego przed nim auta. Najważniejsze, że i tym razem żaden z jadących nie ucierpiał.

 

To samo miejsce, ale dwa różne scenariusze i zupełnie inne uszkodzenia samochodów. Gdy opuszczą warsztat po naprawach blacharskich tylko odpowiednio prowadzone oględziny będą w stanie odkryć prawdę o ich przeszłości. Na pierwszy rzut oka nawet fachowiec może nie rozpoznać, co przy nich robiono. Ale profesjonalny przegląd wykaże niezbicie, że kupno jednego z aut po pierwszej z opisanych kolizji nie niesie za sobą żadnego większego ryzyka. Wystarczy pogodzić się z pokłosiem zwykłej stłuczki, czyli wymienianymi drzwiami, nową szybą boczną, wyklepanymi i szpachlowanymi błotnikami albo z wymienianym zderzakiem, prostowanym wzmocnieniem przedniego pasa i nieoryginalnymi reflektorami.

 

Auta z drugiego wypadku, zwłaszcza po naprawach w nieautoryzowanym warsztacie, mogą wykazywać usterki niebezpieczne w dalszej eksploatacji. Przy tego typu kolizji może być naruszona nie tylko cała struktura nadwozia, ale również geometria podwozia. Możemy mieć do czynienia z takim naruszeniem przedniej lub tylnej osi, że samochód zacznie zostawiać cztery ślady. To pierwszy krok do tragedii na śliskiej nawierzchni. A przecież na rynek wtórny trafiają samochody po jeszcze poważniejszych kraksach, powszechnie nazywanych „dzwonami”. W tym również takie, które mają za sobą zderzenia czołowe czy dachowanie.  Problem polskiego rynku wtórnego polega na tym, że ogromna liczba samochodów używanych to właśnie auta po wypadkach. Sprowadzane są masowo zza granicy i poddawane swoistej „reanimacji” w mało profesjonalnych, za to niezwykle tanich warsztatach. Nawet te z Polski mogą okazać się pułapkami. Teoretycznie skasowane trafiają z powrotem do swoich właścicieli i po wizycie w warsztacie wracają na rynek wtórny.

 

Wachlarz pomysłów polskich blacharzy jest wręcz niewyczerpany. Składanie jednego auta z trzech innych to tylko jeden z bardziej spektakularnych zabiegów. Kto nie wierzy, niech odwiedzi profesjonalne centrum diagnostyczne, w którym bada się używane samochody przed transakcją lub po zakupie. Są tam takie smaczki jak osie przednich kół rozmijające się o kilka centrymetrów, płyty podłogowe zdecydowanie krótsze o oryginału albo zawieszenia, w których ani jeden parametr geometrii nie zgadza się z danymi fabrycznymi. Zagrożenie natrafienia na „bity” pojazd jest tak duże, że do zakupu trzeba się naprawdę dobrze przygotować.

 

Dobrze, gdy sami znamy się na rzeczy, a do dyspozycji pozostaje jeszcze wiarygodna i w pełni sprawdzalna dokumentacja z warsztatu obsługującego pojazd. Jeśli nie mamy doświadczenia ani wiarygodnych dokumentów sięgnijmy po poradę eksperta, najlepiej zawodowego rzeczoznawcy. Bez względu na koszty, bo życie nie ma ceny.

 

Powypadkowej przeszłości auta nie należy lekceważyć. Jeśli sprzedawca informuje o niej, trzeba podjąć decyzję o zakupie lub odstąpieniu od transakcji na podstawie oględzin, potwierdzających dostarczone informacje. Jeśli kupimy auto znając jego stan i akceptując cenę musimy liczyć się z konsekwencjami. Przy odsprzedaży kolejny nabywca będzie musiał być poinformowany przez nas o naprawach powypadkowych a cena będzie musiała uwzględniać wcześniejsze uszkodzenia. Nie dziwmy się, gdy kolejny nabywca będzie dokuczliwie podejrzliwy, podobnie jak my w momencie kupna.

 

-Samochody po lżejszych kraksach, starannie naprawione, mogą dobrze nam służyć przez wiele lat. Każdy fachowiec ma swoje metody sprawdzenia czy auto było malowane, lub przeszło naprawę blacharską.  Ale na pewno trzeba  zwrócić uwagę na ślady szpachlówki albo lakieru na elementach z tworzywa sztucznego lub gumy. Wiele powie nam spasowanie elementów. Szukajmy też wszelkiego rodzaju niefabrycznych spawów, zwłaszcza na płycie podłogowej oraz w komorze silnika i bagażniku.  Wykryte ślady ewentualnych napraw trzeba jeszcze umieć zinterpretować.Ocenić, czy samochód miał mało znaczącą stłuczkę czy poważny wypadek. I tu właśnie najlepiej sprawdza się wiedza profesjonalisty, do którego warto się zwrócić.- mówi Jerzy Pomianowski z Instytutu Transportu Samocho-dowego

Jak szukać wad?

 

Kilkuletni samochód nigdy nie ma lakieru, który wygląda jak fabrycznie nowy. Lakier powinien mieć naturalne zmatowienie, wynikające z procesu użytkowania. Najlepiej oglądać nadwozie z różnych stron i pod różnym kątem. Wówczas powstaje możliwość wychwycenia różnic w odcieniach koloru na różnych częściach karoserii. Dodatkowo, przy pomocy prostego przyrządu można zbadać równomierność powłoki lakierniczej na samochodzie. W ten sposób można zlokalizować miejsca szpachlowane przed lakierowaniem. Na dużych powierzchniach takich jak dach, pokrywa silnika czy poszycie drzwi trudno ukryć pofałdowanie blach, pozostałość po blacharskich procesach naprawczych.  Na pofałdowane miejsca, np. na progach , stosuje się różne wyklejki ozdobne, kamuflujące stan blach. Takie ozdoby muszą budzić podejrzenia. 

Cenna pomoc.

 

Najłatwiej dostępnym i najtańszym „pomocnikiem” jest magnetyczny tester do sprawdzania grubości lakieru. Najprostszy tester kosztuje ok. 30 zł, bardziej precyzyjne wersje mogą kosztować nawet 200-300 zł. Na pomoc można też liczyć ze strony rzeczoznawców samochodowych. Koszt podstawowych oględzin samochodu z oceną powłoki lakierniczej nie przekracza kilkudziesięciu złotych. Kiedy rzeczoznawca sprawdza także stan zawieszeń i geometrię podwozia koszty oględzin mogą sięgać 300 zł. Najdokładniejsze informacje o samochodzie można uzyskać w dobrze wyposażonej stacji obsługi. Diagnostyka podwozia kosztuje 100-150 zł. a kompleksowa kontrola auta może kosztować 500-600 zł, ale z pewnością sie opłaci.

Komentarze

    • tusiek
    • Jeszcze większy problem dobrze sprzedać dobry bezwypadkowy samochód z małym przebiegiem. Wszyscy szukają tanich aut bez względu na stan i historię auta. Liczy się tylko cena!!!
    • raku
    • I tu dochodzi do pewnych paradoksów, prawda o aucie sie nie sprzedaje ludzie nie daja kasy za 250 000 przebiegu i opowiesci o stłuczkach takie auto nie ma szansy sie sprzedac natomiast skrecenie licznika polerka lakieru pastowanie opon i wymiana kierownicy czyni cuda, wszyscu szukaja okazji nikt niechce dac takiej ceny jaka sie nalezy, mam przed domem komis i widze co chłopaki tam wyczyniaja rególarnie ich odwiedzam oni mnie znają i nawet sie już nie kryja ze stosowaniem takich technik, wydaje mi sie że obecny stan rzeczy jest naturalny w naszym kraju i nie powinien nas dziwic
    • olivierk
    • Zaprzeczę, że liczy sie tylko cena. Ostatnie autko szukałem ponad 6m-cy :) Pomimo niezłych zonków udało mi sie trafić autentyczną perełkę - fakt, ze zapłaciłem bodajże około 2tk więcej niż ten model stał na giełdzie. Autko przeszło całą ścieżkę w ASO nie było niczego do czego mogli sie czepić mechanicy ... A poprzedni model jaki testowałem w ASo to była tragedia - autko zaliczyło 2 dzwony handlarz mówił o jednym ;P wycieki z układu wspomagania, niektóre elementy były kilkakrotnie malowane - autko miało prezencje ale co z tego jak było szmelcem? wolę dać nawet 5tk więcej i mieć cudo niż strupa!
    • harnasx
    • Generalnie jedyne co nam powie że nadwozie jest po "dzwonie" i jest źle naprawione to pomiar NADWOZIA wykonany na ramie pomiarowej!!! Koszt to około 500zł - oczywiście jak ktoś ma dojścia to taniej! Pomiar geometrii zawieszenia (nie mylić z pomiarem zbieżności na ścieżce w stacji diagnostycznej)- oczywiście jeśli wyjdzie masakra to można sobie dać spokój - natomiast nie jest problemem doprowadzić zawieszenie do parametrów w granicach normy (wystarczy sprawdzić ofertę prostowaczy np tylnych belek zawieszenia :) KTO TO ROBI przed zakupem? Jeszcze nie spotkałem ASO w którym by sprawdzano chocia
    • harnasx
    • spotkałem ASO/rzeczoznawcy w którym by sprawdzano chociażby punkty bazowe nadwozia albo wykonywano pomiar geometrii zawieszenia w tkz przeglądzie przed zakupem za który klient płaci 200-300zł. A co do szpachli - to obecnie taniej jest kupić uzywkę i ją pomalować niż klepać i szpachlować - nawet jesli to dach czy wspawywane elementy nadwozia - no i mamy niebite auto - tylko kiedyś ktoś gwoździem porysował i trzeba było polakierować :) Powodzenia przy zakupie!

Dodaj komentarz