Benzyna po 5 zł, ale to nie koniec podwyżek

Wiadomości z rynku / Archiwum

Autor: Joanna Pieńczykowska

Liczba odwiedzin: 2288

Cena 5 zł za litr najpopularniejszego paliwa, czyli benzyny bezołowiowej Pb95, stała się faktem. Przed końcem ubiegłego roku spotkać było ją można już na licznych stacjach paliw, ale po 1 stycznia, kiedy to weszła podwyżka stawki VAT, w wielu województwach jest już ceną średnią.


Kierowcy jeżdżą od stacji do stacji w poszukiwaniu takiej, która ma niższe marże. Tak jest np. w Olsztynie, gdzie średnio trzeba zapłacić już 5,06 zł za litr. Drogo jest też w Opolu - w ubiegłym tygodniu cena przekraczała już 5 zł, w tym spadła do 4,99 zł.

- Średnia cena benzyny bezołowiowej PB95 w handlu detalicznym w ciągu Fot. Archiwum ostatniego miesiąca wzrosła o 13 gr - wynika z analiz Polskiej Izby Paliw Płynnych.

W efekcie średnia cena w kraju benzyny bezołowiowej 95 w tym tygodniu wynosi 4,89 zł, a rzadziej tankowana benzyna 98 kosztuje 5,15 zł/l. Natomiast średnia cena oleju napędowego wzrosła do 4,69 zł/l. Na ustabilizowanym od niemal miesiąca poziomie pozostaje cena autogazu, za który płaci się 2,63 zł/l.

Ale na kolejne tygodnie analitycy rynku paliw nie mają dobrych wiadomości: ostatnie rekordowe ceny paliw mogą jeszcze bardziej wzrosnąć. - Z analiz cen paliw wynika, że w drugiej połowie stycznia na stacjach paliw może być jeszcze drożej - mówi Jakub Bogucki, ekspert firmy e-petrol.

- Niestety, rokowania są dla kierowców pesymistyczne: ceny ropy wbrew wszelkiej logice w ostatnich dniach szybko rosną - wtóruje Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw.

Na to, że będą kolejne podwyżki na stacjach, wskazują ostatnie ruchy cenowe w rafineriach. - Ceny na stacjach paliw w Polsce są w znacznym stopniu uzależnione od decyzji rafinerii, a te, po chwilowych obniżkach, ponownie zaczęły podnosić ceny hurtowe - mówi Jakub Bogucki. Z wyliczeń portalu wynika, że u dwóch największych dostawców - PKN Orlen i Grupie Lotos - na przestrzeni zaledwie kilku dni ceny wzrosły ok. 90 zł na 1000 l, czyli o ponad 2 proc. - W momencie kiedy właściciele stacji paliw kupią droższe paliwa od sprzedawców hurtowych, to prawdopodobnie nie będą długo zwlekać w przeniesieniu wyższych cen na pylony zarządzanych przez siebie stacji paliw - mówi Bogucki. - Kierowcy muszą zatem liczyć się z tym, że II połowa stycznia upłynie pod znakiem jeszcze wyższych cen paliw na stacjach - konkluduje.

Dlaczego rafinerie podnoszą ceny? - Powodem jest wzrost notowań ropy naftowej na światowych rynkach, ale również silne osłabienie złotego, które dokonało się pod koniec ubiegłego roku. Nie bez znaczenia były również podwyżki stawki podatku VAT z 22 na 23 proc. - mówi Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw. Ale dodaje, że również rafinerie i stacje wykorzystują sytuację. - Poziom marż jest bardzo wysoki, dotyczy to zarówno cen producentów, jak i ustalanych przez sprzedawców - dodaje Szczęśniak. Na przykład przeciętna stacja na litrze paliwa zarabia 32-35 gr. - Z drugiej strony, trzeba przyznać, że na oleju napędowym marże są skromne, zaledwie 9 gr - dodaje Szczęśniak.

Ropa w ostatnich dniach silnie drożeje. Na przykład w Londynie jeszcze trzy dni temu cena baryłki ropy Brent wynosił ok. 92-93 dol., wczoraj przekroczyła poziom 98 dol. - Tak wysoki poziom notowaliśmy ostatnio we wrześniu 2008 r. Obawiam się, że w kolejnych dniach może dojść do przełamania bariery 100 dol. - mówi Marek Rogalski z DM BOŚ. Także na giełdzie paliw w Nowym Jorku notowania rosły, w reakcji na ograniczenie dostaw surowca po awarii naftociągu Trans-Alaska, który przesyła 15 proc. amerykańskiej ropy. Notowania dodatkowo podwyższały informacje o spadających zapasach w USA: spadły w ubiegłym tygodniu o 2,15 mln baryłek, do 333,1 mln baryłek.

- Jednak głównym powodem wzrostu cen są spekulacje, stąd też trudno przewidzieć poziom cen w dłuższym terminie - mówi Szczęśniak.

Łagodząco na ceny paliw może wpływać spodziewane umocnienie złotego. Większość analityków ankietowanych przez Agencję Reutera spodziewa się, że RPP podniesie stopy na najbliższym posiedzeniu w połowie przyszłego tygodnia. Spodziewane są podwyżki o 0,25 pkt proc., co oznacza, że główna stopa wzrosłaby z obecnych 3,5 do 3,75 proc. - Już same zapowiedzi spowodowały, że złoty zaczął się umacniać - mówi Rogalski. Od sylwestra kurs euro obniżył się o ok. 15 gr.

Zobacz także

Komentarze

    • Robbi
    • ekonomiści mówią, że wiosna troche spadnie, ale znajomy właściciel stacji benz uważa że latem dojdzie do 6 zł/l
    • marek1977
    • Co tam 6zł ,niech zrobią od razu 10zł i będzie spokój na drogach ,odstawię samochód i nie będe musiał omijać dziur w asfalcie.Złodziejstwo z tym paliwem.
    • Jarpoz
    • Ciekaw jestem jaka cena paliwa wyeliminowałaby połowę samochodów z dróg. A wówczas teoretyzując - po wyeliminowaniu korków spalanie spadło by co najmniej o 20-30 %. Dochodzi jeszcze zysk czasu ( a czas to pieniądz ).
    • Jarpoz
    • Tu po raz kolejny się nie zgodzę. Auta obecne ewoluowały do rzeczywistych potrzeb kierowców. A że nie ma i jeszcze przez co najmniej 10 lat nie będzie ekologiczno-ekonomicznej alternatywy to kolejny, bieżący problem "ludzkości". Albo inaczej powiem potrzeby kierowców ewoluowały do takich jak obecnie, tylko że są w większości przypadków niezrealizowane, albo zrealizowane częściowo.
    • Bart3kk
    • Wiekszosc Polaków pokupywała gabloty po 150 koni do jazdy po samej mieście i jest płacz i lament na ceny paliwa ;)w Białym na Statoilu pb95 4,85 dziś dość tanio;p a do tego,że mają być jeszcze podwyżki to załamkaaa.... ;/
    • odmienić oblicze motoryzacji- tej motoryzacji
    • rzeczywiste potrzeby (obywateli o zrównoważonej psychice ) to w większościi przypadków spokojne przemieszczanie z prędkościmi do 50 w mieście i 70-100 poza miastem. To co jeżdzi po ulicach nie jest optymalizowane do ekonomicznego wykonywania tych zadań
    • Jarpoz
    • A czy ktoś mówi coś innego, skąd te insynuacje? A ja powiem więcej po mieście optymalnie jest poruszać się metrem i komunikacją miejską, zwłaszcza w godzinach szczytu. Jeżeli to możliwe to alternatywnie pieszo i rowerem. A JEŹDZIĆ powinno się wygodnymi środkami transportu, tak aby przejechanie 100 - 400 km nie było katorgą, a następnie pracującemu obywatelowi należy się, aby po kilkuset przejechanych kilometrach móc takim wygodnym środkiem transportu podjechać do centrum miasta ( np. do hotelu, interesantów, kongres, itp, itd ) i jeżeli to możliwe dla ekonomizacji podróżować w kilka osób.
    • leoint
    • Najwyższy więc fakt pomyśleć o alternatywie czyli samochodach zasilanych alkoholem. Podobno się nie opłacało gdy benzyna nie przekraczała 5 zł, skoro fakt się dokonał rząd powinien pochylić się nad sprawą i wyciągnąć wnioski. W Brazylii śmigają i rozwój kraju ma się dobrze, silniki zresztą też. Wystarczy niewielka przeróbka.

Dodaj komentarz