Bitki partyjne
Autor: Jerzy Iwaszkiewicz
Liczba odwiedzin: 3397
Pewien biznesmen z branży spożywczo-cukierniczej kupił synowi właśnie Ferrari (za 900 tys. zł) i tak to zarządził, aby auto stało rano przed domem, aby dziecko mogło od razu pojechać do szkoły i pokazać się pani wychowawczyni.
Z pierwszym Ferrari w Warszawie były pewne kłopoty. Nowa żona znanego biznesmena nie mieściła się, była za wysoka i trzeba było kupić jej drugi samochód. Obrazek był taki, że jak państwo B. jechali do teatru, to najpierw pan w Ferrari, a potem pani w samochodzie terenowym.
W Ferrari nie ma za dużo miejsca. Na targach samochodowych we Frankfurcie wsiedliśmy samodzielnie do modelu Italia 458, ale aby wysiąść, to musieli już nas wyjmować.
W Warszawie, w dawnym Domu Partii działa już salon Ferrari i też jest ciekawie. Ferrari California ma cztery rury wydechowe, aby nikt nie miał wątpliwości, że to jedzie Ferrari. Samochody tej klasy mają swój dźwięk, który znawcy od razu rozpoznają.
W salonie w Warszawie zamówiono już przeszło 20 samochodów w cenie 900 tys. - 1,2 mln. zł. Średnio trzeba czekać parę miesięcy, a na niektóre modele nawet rok.
Dla nabywców organizowany jest specjalny, dwudniowy kurs nauki jazdy na torze pod Mediolanem. Trzeba się nauczyć jeździć takim samochodem, tyle, że dwudniowy kurs kosztuje 10 tys. Euro, czyli 20 tys. złotych za jeden dzień nauki jazdy. Snobizm musi kosztować.
Polak wiele zapłaci, aby mieć coś, czego inni nie mają, ale z tą nauką to chyba przesadzili. Na tym poziomie zresztą nikt nie pyta o cenę, bo jakby pytał, to nie byłoby go stać na taki samochód.
Dom Partii, gdzie kiedyś obradowali towarzysze i sprawiedliwie dzielili, aby nikt nic nie miał, zmienia się coraz bardziej w dom biznesowy. W dawnej stołówce uruchomiono Restaurację „W Komitecie” i podają m.in. borowiki a’la Bierut - 28 zł oraz bitki po polsku „Partyjne” - 35 zł. Bitki partyjne zawsze kosztowały nas bardzo dużo i tak zostało.