Bunt przeciwko fotoradarom
Autor: Chris Ayers
Liczba odwiedzin: 2398
Amerykańscy kierowcy wyrzucają do kosza mandaty za przekroczenie prędkości. Kwota niezapłaconych kar sięga już 90 mln dol. Wszystko wskazuje na to, że władze stanu zrezygnują z tego kosztownego systemu.
Będzie to oznaczać nędzny koniec marzeń miejscowych urzędników o ściganiu piratów drogowych przy pomocy kamer. Wiele wpływowych osób, wśród których są sędziowie i politycy, uznaje stosowanie tych urządzeń za sprzeczną z konstytucją metodę ściągania podatków.
– Chcemy, żeby te kamery zniknęły z Arizony – mówi Shawn Dow, który stoi na czele powszechnej rewolty przeciwko fotoradarom. – Obywatele stanu odebrali władzom żyłę złota, odmawiając zapłaty – dodaje przywódca ruchu Arizona Citizens Against Photo Radar, który teraz stara się zdobyć poparcie dla projektu referendum w sprawie zakazu stosowania fotoradarów.
W ubiegłym roku w Arizonie rozmieszczono 76 skrzynek. Od tego czasu wystawionych zosta_ło 700 tys. mandatów na sumę 127 mln dol. Z tej kwoty udało się zebrać jedynie 37 mln.
Mieszkańcy Arizony zorientowali się, że mogą zlekceważyć mandat wysłany im pocztą, a władze nie są w stanie im udowodnić, że otrzymali dokument. W stanowej kasie nie ma pieniędzy na to, by wręczać wszystkim upomnienia osobiście. Po trzech miesiącach kara jest anulowana.
Kierowcy znaleźli też inne sposoby, by wyrazić swój sprzeciw. Zakrywali dużymi, kartonowymi pudłami fotoradary, przyklejali do nich kartki, a nawet rozbrajali je przy pomocy kilofów.
Firma Redflex, zatrudniona do zainstalowania kamer, zainwestowała 16 mln dol. w sprzęt. Teraz znalazła się pod presją finansową. Mimo to kierownictwo przedsiębiorstwa nie rezygnuje. – Zajmujemy się tym długoterminowo – zapewnia przedstawiciel Redflex.
Amerykanie zaakceptowali kamery, które łapią motocyklistów przejeżdżających na czerwonym świetle. Jednak wprowadzenie fotoradarów wywołało furię. 300 lokalnych społeczności eksperymentowało z podobnymi systemami, lecz Arizo_na jako pierwsza zainstalowała kamery w całym stanie. Za tym pomysłem stoi była gubernator Janet Napolitano, dziś sekretarz bezpieczeństwa krajowego.
Nowy gubernator, republikanin Jan Brewer, krytykuje projekt poprzedniczki i zgadza się z opinią, że fotoradary wprowadzono po to, by ściągać pieniądze, a nie dla poprawy bezpieczeństwa.
System ma też zwolenników. Ich zdaniem zbieranie środków do stanowej kasy nie jest jego jedynym celem. W ubiegłym tygodniu pewien 25-latek został przyłapany na tym, jak pędził 125 km na godz. w terenie, gdzie obowiązywało do setki. Pirat trafił do aresztu. Nie tylko Amerykanie potrafią się buntować.
Rok temu Islandczycy, przy pomocy stukotu garnków i patelni, wyrażali niezadowolenie ze sposobu, w jaki ich rząd zajmuje się kryzysem.
W 2002 r. 400 tys. Brytyjczyków przemaszerowało przez londyński Trafalgar Square w proteście przeciw regulacjom zakazującym polowania na lisy.
Opór Filipińczyków przeciwko reżimowi Marcosa doprowadził w 1986 r. do spopularyzowania określenia „siła ludu”.
W latach 90. XVIII w. w Pensylwanii był tzw. bunt whiskey – protest przeciw podatkowi od wyrobów spirytusowych. Rabowano poczty, przerywano posiedzenia sądów i atakowano poborców podatkowych.
Tłum. G. Gutkowski
