Button potrzebuje odlotu

Moto-sport / Formuła 1

Autor: Matthew Syed

Liczba odwiedzin: 1788

Co kryje się pod atrakcyjną aparycją Buttona? Mistrz F1 jest jak postać z filmu „Był sobie chłopiec” – dość pusty. Jest w swoim żywiole, gdy surfuje po cienkiej granicy pomiędzy chwałą a śmiercią.

Co kryje się pod atrakcyjną aparycją Buttona? Mistrz F1 jest jak postać z filmu „Był sobie chłopiec” – dość pusty. Jest w swoim żywiole, gdy surfuje po cienkiej granicy pomiędzy chwałą a śmiercią. Fot. Luca Bruno/AP


Kiedy uderzamy w pierwszy róg krawężnika przy centrum handlowym Bluewater w Kencie, zaczynam się obawiać, że mój lunch może się znaleźć na kasku Jensona Buttona. Nowo koronowany mistrz świata Formuły 1 demonstruje kilka gorących rundek w ramach dnia promocji dla sponsora i zostałem jednym ze „szczęśliwców” wybranych na przejażdżkę.


– Nie jesteś zbyt rozmowny – mówi nieco sadystycznie Button, wjeżdżając na rondo przy prędkości, jak się wydaje 300 mil na godzinę. Próbuję wymamrotać odpowiedź, ale w tym samym momencie życie pulsuje mi przed oczami. – Nie przejmuj się, już niedługo – mówi tym samym tonem co dentysta, który ostatnio leczył mi kanałowo ząb.

 

Wysokooktanowy


Button jest geniuszem. Grałem w tenisa z Rogerem Federerem i w snookera z Ronnie O’Sullivanem, ale obserwowanie z bliska, jak brytyjski kierowca piłuje samochód do granic i jeszcze mocniej, zarzucając, piszcząc oponami, a momentami odrywając się od stałego lądu, jest najmocniejszym, najbardziej intensywnym i kurczącym żołądek objawieniem wielkości sportu, jakiego dotychczas doświadczyłem.


A on potrafi nawet miło pogawędzić, kiedy tył jego samochodu znika w czymś, co wygląda jak niekontrolowany poślizg. Jego wprawne ręce i błyskawiczne reakcje przywracają kontrolę, kiedy w moim gardle rośnie wrzask. A przecież to nie jest nawet bolid F1, tylko podrasowany mercedes.


To zrozumiałe, dochodzę do wniosku, że tyle kobiet szaleje za tymi ścigającymi się typami: stalowe nerwy, nieustraszeni, nieugięci z obliczu zagrożenia. Nawet ja mięknę, kiedy podaje mi rękę po rundzie, a moje ciało poddaje się jego wysokooktanowej męskości.


– Czy naprawdę ci cię podobało? – skomlę jak nastolatek z szeroko otwartymi oczyma.


– Jak diabli – odpowiada, jego twarz rozświetla się witalnością, a opary testosteronu unoszą się wokół jego ciała.


– O to właśnie chodzi w życiu – dodaje, a dołki w policzkach, białe zęby i prosty urok powodują, że jego uśmiech ma moc tysięcy megawatów, Ale co kryje się pod tą bajeczną, drażniąco przystojną aparycją? Co wzrusza nowego mistrza świata Formuły 1, z jego milionami, prywatnym jachtem i dziewczyną z reklam bielizny? Czy jest tam jakaś głębia, jakaś dusza? Czy chodzi tylko o prędkość, pieniądze, panienki i luksusowy apartament w Monako?


Button siedzi na kanapie w wielkiej ciężarówce zaparkowanej przy Summer Garden w okolicach Bluewater i przeprowadzamy prawdziwy wywiad na siedząco. Na zewnątrz ekipy filmowe, fotografowie i inni przepychają się, by dostać choć chwilę jego uwagi, ale to rzadki przywilej.


Button ma na sobie ciemnoniebieskie, modnie podarte dżinsy, czarną marynarkę, szaro-czarne buty sportowe, białą bejsbolówkę z fluorescencyjnymi wstawkami i charakterystyczny siedmiodniowy zarost, jego oczy patrzą jakby w dal, ale to zrozumiałe. Nie dalej, jak 48 godzin temu ukończył Grand Prix Brazylii w Sao Paulo, które dało mu pierwsze w życiu mistrzostwo F1.


To rehabilitacja


To było coś więcej niż tryumf. To rehabilitacja. Potwierdzenie nadziei, którą pokładało w nim tak wielu podczas jego długiej kariery, a która aż do tego sezonu wiele obiecywała, ale przynosiła niewielkie efekty. Potwierdzenie wielkiej waleczności, w którą wielu ze środowiska zaczynało wątpić, kiedy po świetnym początku sezonu zaczął się cofać. Potwierdzenie jego wybitnego talentu po latach, kiedy miał szczęście do niedoskonałych bolidów i kulejących teamów.


– Kiedy weźmie się pod uwagę, że nasz team prawie wypadł z gry na początku sezonu, kiedy Honda się wycofała, niezwykłe jest, że udało nam się osiągnąć mistrzostwo kierowców i tytuł konstruktora. Większość zasług należy się Rossowi – mówi.


Fot. Brown GP To właśnie Ross Brawn, inżynier wyścigowy, zaryzykował własne pieniądze, by utrzymać zespół, kiedy Honda wycofała fundusze na obsługę F1. Przez chwilę w grudniu wyglądało na to, że cały rynsztunek trzeba będzie złożyć, a Button straci zapał i będzie musiał ogłosić koniec kariery w F1. Ale naprędce zebrane pieniądze i obcięcie kosztów, które doprowadziło do zwolnienia w marcu 270 osób w bazie teamu w Brackley, pozwoliło na utrzymanie działalności.


Nawet kierowcy ponieśli ofiarę; Button zgodził się na obcięcie honorarium (z ośmiu milionów funtów do trzech) i na płacenie własnych kosztów na początku sezonu.


– Przeleciałem się parę razy easyJetem, ale to nic wielkiego. Wszyscy musimy z czegoś zrezygnować, kiedy czasy są ciężkie – mówi.


Ale nikt się nie spodziewał, kiedy załoga walczyła o prze_trwanie, że Brawn GP z takim impetem rozpocznie sezon. Button wygrał sześć z pierwszych siedmiu wyścigów. Taki wyczyn można porównać tylko do Michaela Schumachera i Jima Clarka.


Samolot Rubensa


Kiedy wracał do Londynu z Sao Paolo nie potrzebował już biletu na easyJet; pożyczył za to prywatnego jeta od Barrichello. – To miłe, ze strony Rubensa, że użyczył mi swojego samolotu, żebym mógł spędzić trochę czasu z zespołem – mówi Button.

 

Pytam, czy zwycięstwo daje emocjonalne wyzwolenie, szczególnie po tym, jak dziennikarze długo poddawali w wątpliwość jego potencjał do zdobycia mistrzostwa.


– Stanowczo tak – odpowiada, śmiejąc się szeroko. – Zawsze wiedziałem, że mam w sobie zwycięzcę, więc ciężko mi przychodziło czytanie o moich rzekomych defektach i słabościach. Najważniejsze w tym sezonie były skupienie się i siła, szczególnie kiedy rzeczy zaczęły się nieco psuć po moim świetnym początku. Teraz jestem mistrzem – twierdzi.

 
Od playboya do rywala


Button wychował się we Frome w hrabstwie Somerset z trzema starszymi siostrami i rozpoczynał w sportach motorowych, kiedy jego ojciec John, były kierowca Rallycross, ofiarował mu na osiemnaste urodziny gokarta. Szybko wspinał się swoimi znakomitymi występami na torach Formuły Forda i Formuły 3 i w wieku 19 lat dostał największą szansę ze wszystkich w postaci przejazdu w teamie F1 Williamsa. Był ósmy w mistrzostwach kierowców w 2000 r.


Po niespodziewanym zastrzyku gotówki kupił luksusowy 22-metrowy jacht o nazwie „Little Missy” i przeprowadził się na podatkowe wygnanie do Monako. Ale kiedy fotografowano go z piękną kobietą w otoczeniu pełnokrwistych facetów, jego kariera wyścigowa była raczej prozaiczna: przenosił się z jednego teamu do drugiego z płonną nadzieją na sezon, który przyniesie mu tytuł.
– Nie miałem szczęścia do dobrych wyborów – mówi Button.
Przed startem w tym sezonie Button wygrał tylko jedno Grand Prix na 152 starty i uważano go powszechnie za kierowcę z mnóstwem naturalnego talentu, ale bez smykałki, która przełożyłaby jego zdolności na konkretne wyniki. Lewis Hamilton, dla odróżnienia, śpiewająco doszedł do tytułu już w drugim roku.


Fot. Brown GP – Nigdy mi nie przeszkadzało, że Lewis zagarniał cały aplauz przez ostatnie dwa sezony, naprawdę nie. Chyba mogło mi to trochę pomóc, bo zdjęło uwagę ze mnie i pozwoliło się skupić na tym, co robiłem… Ale śmiesznie jest spojrzeć wstecz, kiedy ludzie myśleli, że jestem wypalony i już nigdy nie będę jeździć. Ten sezon będzie pewnie jednym z najbardziej nieoczekiwanych w historii F1 – dodaje.


Jasne, że zanim Ross Brawn wyposażył swojego kierowcę w odpowiedni pojazd, wielu podejrzewało, że Buttona rozpuściło dobre życie w Monako. Mówiąc inaczej: playboy, a nie zawodnik.


Pierwszą poważną dziewczyną Buttona była Kimberley Keay, młodzieńcza miłość, która udzieliła ekskluzywnego wywiadu „Daily Mail” kilka miesięcy po tym, jak rozstali się w 2000 r. W nagłówku czytamy: „Porzuciłam wszystko dla złotego chłopca z F1”.
Wśród innych dziewczyn były Louise Griffiths, piosenkarka i uczestniczka brytyjskiej „Fabryki gwiazd”, która była zaręczona z Buttonem w 2005 r. Kierowca zerwał zaręczyny trzy miesiące przed ślubem.


Szarpnięty uczuciowo


Jego aktualną dziewczyną jest Jessica Michibata, modelka prezentująca bieliznę. Button zabronił jej jechać z nim do Brazylii tak, by mógł się skupić na wyścigu.


– Była rozczarowana, że nie mogła być tam ze mną, ale zrozumiała – twierdzi Button.
– Jesteśmy ze sobą od roku i być może to niezbyt długo, ale nieźle mną uczuciowo szarpnęło – dodaje, a ja pytam, czy to ta jedyna? – Być może – odpowiada.


Pytam o życie poza rajdami. Na co czekasz z utęsknieniem, kiedy nie jesteś na trasie? Jego odpowiedź jest dziwnie ściszona, ale trudno wyczuć, czy to dlatego, że nie ma to znaczenia, czy dlatego, że ma w ogóle niewiele do powiedzenia. Na pewno nie chodzi o zmęczenie: jego twarz jest skupiona, a stopy nerwowo poruszają się.


– Moje obecne życie to Formuła 1 – twierdzi.


Ale kiedy pytam o inne pasje, które na pewno istnieją, na przykład zapał do najcięższego z wyczynów atletycznych – triatlonu, jego odpowiedzi są wymijające i bezmyślne. Kiedy wspominam, że czytałem, że podziwia Davida Beckhama, i pytam dlaczego, odpowiada po prostu: – Nie pamiętam, żebym to powiedział. To dobry piłkarz.


Po wywiadzie Button wychodzi na zewnątrz do tłumu kibiców, którzy stali na mrozie z wypisanymi na transparentach gratulacjami. – Fantastycznie, że przyszło aż tyle ludzi, żeby cię zobaczyć” – mówię do Buttona. Unosi brwi i wzrusza ramionami.


– Taak, miło – mówi, ale wyraźnie nie robi to na nim większego wrażenia. – Chyba tego właśnie można oczekiwać, kiedy zostaje się mistrzem świata.


W filmie „Był sobie chłopiec” jest postać grana przez Hugh Granta. To facet przystojny, porządny i miły, ale nieskomplikowany emocjonalnie. W jednej ze scen je kolację z Rachel Weisz. „Od początku, kiedy cię spotkałam, wydawałeś mi się dość pusty” – mówi do niego. „Później zmieniłam zdanie. Ale może jednak miałam rację”.


W jednym z tekstów w „Sunday Times” dziennikarz opisał go jako „kogoś, kogo chciałaby poślubić twoja córka”, ale to chyba nie do końca prawda. Tak, jest zabawny. Tak, jest geniuszem kierownicy. Tak, jest sympatyczny. Jego życie przypomina jazdę kolejką górską, ale na podstawie wspólnie spędzonego czasu twierdzę, że nie ma w tym nic głębszego. W życiu Buttona nie chodzi o nic więcej, jak o prędkość. A jest w swoim żywiole, kiedy surfuje po cienkiej granicy pomiędzy chwałą a śmiercią.


– Chodzi o wygrywanie, chodzi o mnie – mówi w chwilę po tym, jak wysiadł z samochodu. Jego usta się uśmiechają, ale bez wyraźnej ironii. – Szybko się nudzę. Potrzebuję tego odlotu, jaki daje bycie na torze wyścigowym.


Pytam go, co będzie robił, kiedy jego kariera w wyścigach skończy się, i po raz pierwszy wstrzymuje się, a jego pewność siebie natychmiast ustępuje. – Nie wiem– mówi powoli, a jego uśmiech jest odruchowy.


– Myślę, że ciężko mi będzie znaleźć coś, co zastąpi to podniecenie i prędkość i dostarczy mi tego, czego szukam.

Komentarze

    • Artur959
    • No i co z tego, że Button nie jest "głęboki" jeśli chodzi o stronę emocjonalną. Przecież on jest od jeżdżenia, i to, robi dobrze. Co nas to obchodzi, czy jest filozofem?!

Dodaj komentarz