Ceny paliw osiągnęły poziom krytyczny?
Autor: Jacek Klein
Liczba odwiedzin: 881
Wysokie ceny paliw boleśnie uderzają w kierowców. Przekonują się o tym choćby ci, którzy na odległe groby bliskich muszą się dostać samochodami. Jak na razie nie widać szans na obniżki cen benzyny i oleju napędowego.
- Koszta wyjazdu na drugi koniec Polski na rodzinne groby są astronomiczne - alarmuje pan Krzysztof, kierowca z Sopotu. - Jeśli będą kolejne podwyżki, kogo będzie stać na tankowanie?
CZYTAJ TAKŻE
Nowy Targ: złodzieje kradną paliwo z baków aut
Czym zastąpić drogie paliwo?
W ciągu dwóch miesięcy cena litra benzyny skoczyła o ponad 30 gr, a oleju napędowego aż o 40 gr. Średnie ceny litra obu paliw wynoszą 5,35-5,40 zł. Jeśli trend wzrostowy cen się utrzyma, niedługo litr najdroższych gatunków benzyny 98-oktanowej może kosztować ponad 6 zł. Już na niektórych stacjach trzeba za nią zapłacić prawie 5,70 zł, podobnie zresztą jak za wzbogaconego diesla.
A perspektyw na znaczące obniżki nie widać. Cena baryłki ropy Rent na giełdzie w Londynie, która jest wyrocznią dla europejskich rafinerii, nie chce spaść poniżej 100 USD - i to pomimo oczekiwanego uspokojenia sytuacji politycznej w Libii, jednego z kluczowych eksporterów ropy naftowej. Nadzieją może być umocnienie się złotego. Waluty, w tym dolar, w ostatnich tygodniach staniały o około 20 gr.
- Po ostatnim umocnieniu się złotego polskie koncerny miałyby dosyć dobrą możliwość obniżenia cen paliw w hurcie, a później, tym samym tropem idąc - na stacjach. Biorąc jednak pod uwagę dynamikę rynku walutowego, nie sposób jakkolwiek być pewnym tej tendencji. Złoty zmienia bowiem swój kurs jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a tym samym nie można gwarantować stałości jego siły - oceniają Jakub Bogucki i Grzegorz Maziak z portalu e-petrol.pl.
Z wysokimi cenami paliw kierowcy powinni się raczej pogodzić. Trudniej się będzie oswoić z nowym zjawiskiem, obserwowanym od około tygodnia. Olej napędowy, co dla wielu było nie do pomyślenia, jest droższy o kilka czy kilkanaście groszy od najpopularniejszej benzyny.
- Czas, kiedy olej napędowy był tańszy od benzyny Eurosuper 95, prawdopodobnie mamy za sobą. Jesteśmy w porze roku, która charakteryzuje się sezonową zmianą relacji między cenami benzyny i oleju. Ceny benzyny na giełdach światowych i na krajowym rynku hurtowym od połowy października są niższe od cen diesla. Ceny diesla na trwałe mogą pozostać na poziomie lub powyżej ceny benzyny Eurosuper 95 - oceniają analitycy z BM Reflex, monitorującego rynek paliw.
Diesel przestał być zatem synonimem oszczędności na stacjach. Od nowego roku posiadacze diesli będą mieli jeszcze większy problem. Olej napędowy skokowo zdrożeje o około 20 gr. Ma bowiem wzrosnąć opłata paliwowa, aby dostosować poziom opodatkowania paliwa do wymogów UE.
Polska Izba Paliw Płynnych alarmuje, że niedługo ceny na stacjach mogą stać się nie do zaakceptowania. Nie tylko dla kierowców, ale i dla właścicieli stacji i firm.
- Według Polskiej Izby Paliw Płynnych, poziom obciążeń fiskalnych w cenie paliw osiągnął masę krytyczną. Każda następna próba "opodatkowania" kierowców i właścicieli stacji paliw może zdecydowanie wpłynąć na obniżenie popytu na paliwa, a co za tym idzie - na zmniejszenie wpływów do budżetu z tytułu akcyzy i podatku VAT od paliw.
- Rząd osiągnąłby efekt odwrotny do zamierzonego - mówi Halina Pupacz, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych. Jej zdaniem, od początku roku tylko z powodu likwidacji ulg w akcyzie od biokomponentów dodawanych do paliw oraz wyższej stawki podatku VAT ceny wzrosły już o około 20 groszy na litrze, i to bez względu na cenę ropy naftowej i sytuację na rynkach światowych.
Według szacunków izby, z tytułu likwidacji ulg w akcyzie od biokomponentów od maja do grudnia tego roku kierowcy mogą zapłacić łącznie o około 1 mld zł więcej!
Jak zaznacza Polska Izba Paliw Płynnych, obecnie cena surowca i marża rafinerii stanowi około 46 proc. ceny paliwa - reszta to akcyza, podatek VAT, opłata paliwowa, koszty transportu, koszty pośrednie.
Paliwo w Polsce jest za drogie w relacji do siły nabywczej pieniądza i przeciętnych zarobków, więc kierowcy w ograniczonym zakresie akceptują podwyżki na stacjach.
Według danych Eurostatu, za jeden dzień pracy przeciętny Polak może kupić 38 litrów paliwa, podczas gdy zachodni Europejczyk - 86 litrów.
Obecnie, mniej za paliwo płaci się na stacjach samoobsługowych, przy hipermarketach i tzw. ekonomicznych sieciach krajowych rafinerii.
Źródło: Dziennik Bałtycki
- Koszta wyjazdu na drugi koniec Polski na rodzinne groby są astronomiczne - alarmuje pan Krzysztof, kierowca z Sopotu. - Jeśli będą kolejne podwyżki, kogo będzie stać na tankowanie? CZYTAJ TAKŻE
Nowy Targ: złodzieje kradną paliwo z baków aut
Czym zastąpić drogie paliwo?
Na to pytanie ani rząd, ani paliwowe koncerny nie odpowiadają. Liczby jednak mogą szokować, szczególnie tych, którzy z komunikacji samochodowej muszą korzystać na co dzień. Jeszcze w sierpniu dwaj najwięksi producenci paliw, Lotos i Orlen, wprowadzili obniżki, ustalając na swoich stacjach maksymalne ceny benzyny 95-oktanowej i oleju napędowego na 4,99 zł.
W ciągu dwóch miesięcy cena litra benzyny skoczyła o ponad 30 gr, a oleju napędowego aż o 40 gr. Średnie ceny litra obu paliw wynoszą 5,35-5,40 zł. Jeśli trend wzrostowy cen się utrzyma, niedługo litr najdroższych gatunków benzyny 98-oktanowej może kosztować ponad 6 zł. Już na niektórych stacjach trzeba za nią zapłacić prawie 5,70 zł, podobnie zresztą jak za wzbogaconego diesla.
A perspektyw na znaczące obniżki nie widać. Cena baryłki ropy Rent na giełdzie w Londynie, która jest wyrocznią dla europejskich rafinerii, nie chce spaść poniżej 100 USD - i to pomimo oczekiwanego uspokojenia sytuacji politycznej w Libii, jednego z kluczowych eksporterów ropy naftowej. Nadzieją może być umocnienie się złotego. Waluty, w tym dolar, w ostatnich tygodniach staniały o około 20 gr.
- Po ostatnim umocnieniu się złotego polskie koncerny miałyby dosyć dobrą możliwość obniżenia cen paliw w hurcie, a później, tym samym tropem idąc - na stacjach. Biorąc jednak pod uwagę dynamikę rynku walutowego, nie sposób jakkolwiek być pewnym tej tendencji. Złoty zmienia bowiem swój kurs jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a tym samym nie można gwarantować stałości jego siły - oceniają Jakub Bogucki i Grzegorz Maziak z portalu e-petrol.pl.
Z wysokimi cenami paliw kierowcy powinni się raczej pogodzić. Trudniej się będzie oswoić z nowym zjawiskiem, obserwowanym od około tygodnia. Olej napędowy, co dla wielu było nie do pomyślenia, jest droższy o kilka czy kilkanaście groszy od najpopularniejszej benzyny.
- Czas, kiedy olej napędowy był tańszy od benzyny Eurosuper 95, prawdopodobnie mamy za sobą. Jesteśmy w porze roku, która charakteryzuje się sezonową zmianą relacji między cenami benzyny i oleju. Ceny benzyny na giełdach światowych i na krajowym rynku hurtowym od połowy października są niższe od cen diesla. Ceny diesla na trwałe mogą pozostać na poziomie lub powyżej ceny benzyny Eurosuper 95 - oceniają analitycy z BM Reflex, monitorującego rynek paliw.
Diesel przestał być zatem synonimem oszczędności na stacjach. Od nowego roku posiadacze diesli będą mieli jeszcze większy problem. Olej napędowy skokowo zdrożeje o około 20 gr. Ma bowiem wzrosnąć opłata paliwowa, aby dostosować poziom opodatkowania paliwa do wymogów UE.
"Różnica pomiędzy wymaganą minimalną stawką opodatkowania, a obecnym poziomem opodatkowania oleju napędowego wynosi 158,06 zł za 1000 litrów" - czytamy w projekcie.
O tę różnicę ma wzrosnąć opłata paliwowa dla oleju napędowego. Za dwa miesiące może być on droższy o 30 gr od benzyny. Więcej zapłacą nie tylko kierowcy, ale wszyscy konsumenci. Transport oparty jest bowiem na dieslu, wzrosną zatem ceny wielu towarów i usług.
Polska Izba Paliw Płynnych alarmuje, że niedługo ceny na stacjach mogą stać się nie do zaakceptowania. Nie tylko dla kierowców, ale i dla właścicieli stacji i firm.
- Według Polskiej Izby Paliw Płynnych, poziom obciążeń fiskalnych w cenie paliw osiągnął masę krytyczną. Każda następna próba "opodatkowania" kierowców i właścicieli stacji paliw może zdecydowanie wpłynąć na obniżenie popytu na paliwa, a co za tym idzie - na zmniejszenie wpływów do budżetu z tytułu akcyzy i podatku VAT od paliw.
- Rząd osiągnąłby efekt odwrotny do zamierzonego - mówi Halina Pupacz, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych. Jej zdaniem, od początku roku tylko z powodu likwidacji ulg w akcyzie od biokomponentów dodawanych do paliw oraz wyższej stawki podatku VAT ceny wzrosły już o około 20 groszy na litrze, i to bez względu na cenę ropy naftowej i sytuację na rynkach światowych.
Według szacunków izby, z tytułu likwidacji ulg w akcyzie od biokomponentów od maja do grudnia tego roku kierowcy mogą zapłacić łącznie o około 1 mld zł więcej!
Jak zaznacza Polska Izba Paliw Płynnych, obecnie cena surowca i marża rafinerii stanowi około 46 proc. ceny paliwa - reszta to akcyza, podatek VAT, opłata paliwowa, koszty transportu, koszty pośrednie.
Paliwo w Polsce jest za drogie w relacji do siły nabywczej pieniądza i przeciętnych zarobków, więc kierowcy w ograniczonym zakresie akceptują podwyżki na stacjach.
Według danych Eurostatu, za jeden dzień pracy przeciętny Polak może kupić 38 litrów paliwa, podczas gdy zachodni Europejczyk - 86 litrów.
Obecnie, mniej za paliwo płaci się na stacjach samoobsługowych, przy hipermarketach i tzw. ekonomicznych sieciach krajowych rafinerii.
Źródło: Dziennik Bałtycki