Cep, chińczyk i hak
Autor:
Liczba odwiedzin: 3222
O czułych słówkach opowiada nam językoznawca dr Katarzyna Kłosińska.
Podobno mózg chciałby tylko jednego, więc skoro tego nie robimy, to chociaż gadamy. W męskim gronie lubimy sobie poświntuszyć, ale nie zawsze można. Mówimy: „Poszli ze sobą do łóżka”, ale też dosadniej. Jedna czynność, a ile określeń i emocji. I tak od wieków. Czy ktoś wpadłby na to, że dawniej nasze tytułowe trzy słowa oznaczały jedno - męski narząd płciowy?
Czy badała Pani różnice między tym, jak o seksie mówią kobiety, a jak mężczyźni?
Nie sądzę, żeby istniały słowa wyraźnie dzielone na męskie i żeńskie... Są takie, które są używane przez młodzież czy przez subkultury, albo słowa dziecięce, ale nie da się znaleźć takich, które są używane tylko przez mężczyzn lub tylko przez kobiety.
Skąd łapie się słowa i słówka?
Bada się teksty. Istnieją korpusy tekstów...
Taki corpus delicti...
Tak, Tuwim mówił - rozkoszne ciało. Chodzi jednak w tym przypadku o rozkosze językoznawcy. Więc te teksty się zbiera, potem się je bada - coraz częściej za pomocą programów komputerowych. Bada się teksty reprezentatywne, czyli w jakimś procencie ogólne, a w jakimś specjalistyczne - stare, nowe, używane w internecie. W każdym razie nie sądzę, żebyśmy znaleźli w słowniku słowo opisane jako męskie lub żeńskie. Pod tym względem język jest bezpłciowy.
Czułych słówek używamy, mówiąc o seksie czy o uczuciach?
Jak sama nazwa wskazuje, raczej o uczuciach. Natomiast mówienie czułe bardziej lub mniej o seksie zależy od tego, kto mówi. Mówimy czule o seksie w języku intymnym - w odróżnieniu od języka ogólnego. Są różne odmiany języka - jedna to sfera najbardziej ogólna i niemal oficjalna, neutralna, ale nie potoczna, prywatna. Tutaj o seksie w ogóle nie da się mówić. Wynika to z braku potrzeby mówienia w takiej sytuacji o takich sprawach, bo nie chcemy przekroczyć granicy ich intymności. To trochę tak, jakbyśmy trzymali czasopismo pornograficzne i nie chcieli nim epatować postronnych. Leciałam kiedyś w Rosji samolotem i mój sąsiad oglądał mocną pornografię, a ja czułam się zniesmaczona. Potem zresztą się okazało, że był to jakiś słynny muzyk, megagwiazda estrady w Rosji. Na dodatek pił wódkę z butelki. Chciałam się przesiąść, ale to było niemożliwe.
To jest ta oficjalna sfera językowa...
Tak. Nie wytworzyliśmy w niej - w tym języku ogólnym lub standardowym - słów na szczegółowe określenie zjawisk dotyczących seksu, bo nie jest nam to potrzebne. Nie wynika to z ubóstwa języka, tylko z tego, że nie mamy takiej potrzeby. Nie musimy znać na przykład rodzaju śrubek do umocowania poręczy w fotelu - ta wiedza nie jest nam potrzebna. Na tym znają się fachowcy.
Kim są fachowcy od mówienia o seksie?
Wszyscy nimi jesteśmy w sytuacjach intymnych - wówczas używamy języka intymnego. Osobie, z którą łączą nas takie relacje, możemy opowiedzieć dokładnie, co ktoś robił z partnerem w łóżku...
Jaka jest pod tym względem nasza literatura?
Nie przypominam sobie niczego szczególnego poza „Raz w roku w Skiroławkach” Zbigniewa Nienackiego sprzed kilkudziesięciu lat. Natomiast niezwykle śmiały język znajdujemy w internecie, bo tam jesteśmy anonimowi, w jakimś sensie bezkarni i pozbawieni hamulców.
Rozmawiał: Andrzej Dworak