Coraz więcej aut z USA
Autor: Tomasz Dominiak
Liczba odwiedzin: 6829
Boom na amerykańskie auta trwa w najlepsze, bo dolar systematycznie traci na wartości. W tym tygodniu spadł do poziomu 2,2 zł, czyli jest najtańszy od połowy lat dziewięćdziesiątych.
Słabość amerykańskiej waluty napędza zakupy w salonach samochodowych za oceanem. W tym
roku Polacy sprowadzą z USA nawet 20 tys. samochodów, dwa razy tyle, ile w rekordowym roku ubiegłym.
To już poważna konkurencja dla krajowych dilerów, również aut amerykańskich, bo część modeli jest u nas droższa niż w USA. Na przykład Jeep Grand Cherokee 3.7 V6 Laredo w USA kosztuje 29 tys. dol., czyli ok. 64 tys. zł.
- Nie jesteśmy w stanie zaoferować tak korzystnej ceny przyznaje Dorota Wicik z Chryslera, właściciela marki Jeep. W salonach w Polsce najtańszy Grand Cherokee kosztuje aż 185 tys. zł.
W przypadku kupna auta w USA i importu do Polski trzeba doliczyć cło (10 proc.), akcyzę (13,6 proc.) oraz VAT (22 proc.), koszty transportu morskiego, tłumaczenia dokumentów i rejestracji, ale nawet wtedy Jeep Grand Cherokee kosztuje ok. 120 tys. zł, czyli o 60 tys. zł mniej niż u oficjalnego importera. Nic dziwnego, że to właśnie ten samochód jest najchętniej ściągany przez nas z USA. Miesięcznie sprowadzamy ponad 100 sztuk.
Wiele osób noszących się z zamiarem kupna auta zastanawia się, jak długo jeszcze potrwa cenowe eldorado, ale eksperci uspokajają, że nie ma powodów do pośpiechu.
- Dolar raczej pozostanie słaby, a pod koniec roku może spaść nawet do poziomu 2 zł - uważa Marek Rogalski, główny analityk domu maklerskiego First International Traders.
Jeśli ta prognoza się sprawdzi, to różnice cenowe mogą być jeszcze większe. Po obniżeniu notowań amerykańskiej waluty o dalsze 10 proc., o taką samą wartość spadną zapewne ceny importowanych zza oceanu samochodów.
Już teraz opłaca się kupować nawet niewielkie auta, np. Volkswagena Golfa, sprzedawanego w USA pod nazwą Rabbit. Amerykańska wersja z silnikiem o pojemności 2,5 l jest ok. 5 tys. zł tańsza niż europejski Golf napędzany silnikiem 2-litrowym.
W Stanach można też kupić niedostępne u nas modele, np. Toyotę Camry czy pikapy Dodge RAM. To dodatkowy wabik dla kierowców, którzy chcą się wyróżniać rzadkim na naszych drogach autem.
Boomu na amerykańskie samochody nie zatrzymają nawet plany resortu infrastruktury, który chce, aby każdy pojazd spoza Unii Europejskiej musiał przechodzić badania homologacyjne. Wystarczy bowiem sprowadzić auto np. przez Niemcy i tam oclić, by obejść te restrykcje i zakusy urzędników.
Trzy sposoby na sprowadzenie samochodu z USA
1. Kupujemy auto samemu: Znajdujemy odpowiedni egzemplarz (np. na portalach takich jak Automallusa.com, Auctiondirectusa.com czy Usa.motoseller.com). Telefonicznie rezerwujemy auto i kupujemy bilet lotniczy (ok. 2 tys. zł). Na miejscu potrzebny będzie paszport i inny dokument ze zdjęciem oraz ważna wiza. Do wysłania samochodu statkiem (koszt ok. 4,5 tys. zł) konieczny jest dowód zakupu (umowa). Szczegóły transportu można ustalić indywidualnie z firmami przewozowymi, np. Hartwig lub Rohlig. Za dopłatą formalności przewozowe często biorą na siebie firmy sprzedające samochody. By nie paść ofiarą oszustów, warto skorzystać z płatnego serwisu internetowego Carfax.com. Służy on do weryfikacji numeru identyfikacyjnego pojazdu (VIN). Pokazuje on np., jaki przebieg miało auto, kiedy opuszczało Amerykę.
2. Taniej jest skorzystać z aukcji w internecie, np. serwisu eBay.com. Na zdję-ciach nie widać jednak rzeczywistego zużycia auta, więc zakup jest ryzykowny. Naturalnie należy doliczyć koszt transportu morskiego.
3. Najdroższe jest skorzystanie z usług pośrednika (dodatkowe 3-4 tys. zł), który załatwi formalności i dostarczy wóz pod dom. To opcja bezpieczna, bo autoryzowani pośrednicy obracają tylko auta- mi sprawdzonymi technicznie i pod względem prawnym.