Donoszą na kierowców
Autor: Maciej Pobocha
Liczba odwiedzin: 3953
Jeśli złamiemy w Szwecji przepisy ruchu drogowego, możemy spodziewać się, że widzący to praworządny obywatel poinformuje o naszym wyczynie policję. Coraz częściej taką sytuację mamy w Polsce.
- Otrzymujemy informacje dotyczące łamania przepisów przez kierowców. Jest ich mniej więcej kilkanaście w ciągu tygodnia. Najczęściej dzwonią do nas osoby zaniepokojone nadmierną prędkością, wyprzedzaniem na przejściach dla pieszych czy przejeżdżaniem skrzyżowań na czerwonym świetle – mówi podinsp. Mirosław Micor z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi.
- Nie nazwałbym tego typu informacji donosami. Służą one bezpośrednio bezpieczeństwu ruchu. Nie zdarza się też, aby dzwoniły do nas non stop te same osoby, które za punkt honoru wzięły
sobie powiadamianie o wykroczeniach. Telefony wykonują raczej ci, którym włos jeży się na głowie, gdy widzą wyczyny piratów drogowych – wyjaśnia podinsp. Micor.
- Nie tak dawno, dzięki informacji telefonicznej, zatrzymaliśmy pijanego kierowcę Toyoty Avensis, który miał we krwi 1,6 promila alkoholu i jechał wężykiem jedną z warszawskich ulic. Czekamy na podobne sygnały, bo współpraca ze społeczeństwem pozwala nam zwiększać bezpieczeństwo ruchu drogowego – mówi Anna Kędzierzawska z Komendy Stołecznej Policji.
Nie zawsze informacje o łamaniu przepisów udaje się wykorzystać. Jeśli świadek zdarzenia, będący jednocześnie informatorem, nie zgodzi się na uczestnictwo w postępowaniu wyjaśniającym dotyczącym np. zbyt szybkiej jazdy, Policja nie mam możliwości ukarania kierowcy. Nadmierną prędkość trzeba albo udowodnić z wykorzystaniem zalegalizowanych urządzeń takich jak radar czy fotoradar, albo na podstawie zeznań. Łatwiej jest np. w przypadku źle zaparkowanych samochodów. Patrol ma w takiej sytuacji możliwość spisania auta i wystawienia mandatu.
- Czasami dostajemy zdjęcia, na których widać wykroczenie. Mogą one zostać wykorzystane w celu uwiarygodnienia zaistniałej sytuacji, ale nie zawsze stanowią dowód. Dlatego ważne są zeznania świadka – tłumaczy kom. Marcin Szyndler z Komendy Głównej Policji.