Drogowcy zrobią porządek z absurdalnymi zakazami 09.04.2009 Liczba odwiedzin: 2249 Tej wiosny porządki na polskich drogach nie ograniczą się tylko do łatania dziur. Drogowcy postanowili sprawdzić miejsca, w których ograniczenie prędkości wydaje się nie mieć sensu lub jest po prostu niebezpieczne. W połowie maja pracownicy Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad skontrolują kilka tysięcy takich miejsc. – Do 15 maja ma powstać raport na temat zmiany oznakowań dróg, ze szczególnym uwzględnieniem zmiany prędkości. Po analizie będzie można odpowiedzieć, ile miejsc na drogach krajowych obejmą takie zmiany – mówi Artur Mrugasiewicz z biura prasowego GDDKiA. Dlaczego akurat teraz biorą się za absurdalne zakazy? To konieczne, bo w przyszłym roku w Polsce ruszy automatyczny system nadzoru nad wszystkimi fotoradarami w Polsce. W związku z tym kary za przekroczenie prędkości znacznie wzrosną. Skoro więc kierowcy mają płacić więcej i nawet za drobne przewinienia, które dziś uchodzą im płazem, to powinni przynajmniej mieć poczucie, że nowe rygory mają sens. Przykłady absurdów na drogach można mnożyć w nieskończoność. Pierwszy z brzegu: Trasa Siekierkowska w Warszawie. Nowa część wielkiej obwodnicy miasta to szeroka, trzypasmowa, bezpieczna droga szybkiego ruchu, którą kierowcy przejeżdżają dystans ponad 8 km w ok. 4 minuty. Jednak jazda jest szybka i komfortowa tylko do miejsca, w którym kierowcom wyrasta przedoczami ograniczenie prędkości do 50 km/h. Na tych, którzy nie zwolnią, często czai się tutaj nieoznakowany radiowóz z kamerą. Po co w tym miejscu jest tak drastyczne ograniczenie prędkości? Na wszelki wypadek, bo droga zwęża się do dwóch pasów. Ograniczanie prędkości na wyrost, czasem do granic absurdu, to niejedyny grzech polskich inżynierów ruchu. Często znaki niepasujące nijak do okoliczności pojawiają się na drogach przez zwykłe niedbalstwo, kiedy np. drogowcy zapominają usunąć ograniczenia prędkości po remoncie lub pochodzące jeszcze sprzed okresu, w którym doszło do przebudowy drogi. W tropieniu takich miejsc celują zwłaszcza internauci. Robert, używający w sieci pseudonimu Telecom, opisuje pułapkę na kierowców w Krakowie. „Sprawa dotyczy pierwszego fotoradaru, który napotykamy, jadąc z obwodnicy Krakowa lub autostrady A4 z Katowic w kierunku miasta (inaczej, od Leroy Merlin w kierunku Makro)” – pisze. Przez większość tej dwupasmowej drogi obowiązuje ograniczenie prędkości do 70 km na godz. – także w odległości 200 m przed radarem. Jednak tuż przed miejscem kontroli prędkości pojawia się znak oznaczający „teren zabudowany”, a to oznacza, że nie można w tym miejscu przekraczać 50 km/h. Internauta jest przekonany, że postawiono znak właśnie w tym miejscu, aby „zmylić kierowców i złapać wielu z nich na fotoradarze”. Co ciekawe, w wojnie z głupotą drogowców kierowców wspierają policjanci. – Wnioskowaliśmy o taką kontrolę. Skoro prawo wobec kierowców ma być bardziej restrykcyjne, to powinno być również bardziej racjonalne – mówi młodszy inspektor Marek Kąkolewski z biura ruchu drogowego Komendy Głównej Policji. Lustrację dróg przed wprowadzeniem nowych przepisów obiecał także wiceminister infrastruktury Tadeusz Jarmusiewicz. Drogowcy muszą się spieszyć, bo w przyszłym roku nie będzie szans na uniknięcie kary, jeśli fotoradar zrobi zdjęcie kierowcy jadącemu zbyt szybko. Każde przekroczenie prędkości będzie równoznaczne z wypisaniem kilkusetzłotowej grzywny. Dzięki temu wielu dodatkowych policjantów z drogówki, uwolnionych od papierkowej roboty, pojawi się z „suszarkami” na drogach. Ustawę radarową musi jeszcze podpisać prezydent Lech Kaczyński. Gdy to zrobi, kontrolę nad fotoradarami przejmie Główny Inspektorat Transportu Drogowego i to on będzie decydował, gdzie ustawić taki sprzęt. Przedstawiciele Inspektoratu uspokajają jednak, że nie chodzi im o polowanie na kierowców. – Kiedy tylko ustawa wejdzie w życie, zostanie przeprowadzony [prawdopodobnie nastąpi to tuż przed wakacjami – red.] przegląd ograniczeń prędkości na drogach z fotoradarami. Tam, gdzie stwierdzimy, że można jechać szybciej, ograniczenia znikną – informuje nas Alvin Gajadhur, rzecznik Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Komentarze
Autor:
Wieryg z Izraela
09.04.2009 14:24
Teraz się obudzili... Dlaczego nie robi się tego na bieżąco?
Autor:
galgan25
09.04.2009 15:48
Jak to nie robi się tego na bieżąco? Przecież cały czas dostawia się nowe znaki zakazu. Nie widzisz?
:/
Autor:
Roger
13.04.2009 19:29
jeszcze tylko zbierzcie tych, którzy obecnie znaki stawiają i rzućcie ich na pożarcie tłumowi.
Autor:
panpjeter
15.04.2009 10:21
mam uwagę do części opisującej problem z Krakowa, mogę się mylić ale wydaje mi się znaki z cyframi w
czerwonym kole służą też podnoszeniu prędkości a nie tylko jej ograniczaniu w związku z tym na tej trasie mozna jechać do najbliższego skrzyżowania 70 km/h, w przeciwnym przypadku wszystkie znaki ograniczenia prędkości powyżej 50 km/h nie miałyby sensu w mieście ;)
Autor:
hjokiel
16.04.2009 13:18
Tak, my jesteśmy ludźmi akcji. U nas nie można na bieżąco solidnie pracować, tylko od akcji do
akcji. Komuna nas jeszcze w tym miejscu "dobiła". To mniej więcej tak jakbym codziennie spóźniał się do pracy, a po kilku latach postanowił przeprowadził analizę potrzeby zmiany środka lokomocji :)
|