F1 bez szans na wojnie z Ferrari

Moto-sport / Formuła 1

Autor: Oskar Berezowski

Liczba odwiedzin: 1572

Formuła 1 jest mniej warta od jednego włoskiego zespołu. Historia bitew o wpływy i kasę zatoczyła koło.

Fot. Ferrari

Na stronie Ferrari widnieje od jakiegoś czasu mała, niepozorna wiadomość. Jej znaczenie jest jednak ogromne dla losów wojny o wpływy w Formule 1. Zespół z Maranello powołuje się na ranking magazynu „SportsPro” dotyczący wartości sportowych marek. Analitycy wyliczyli, że team Felipe Massy i Kimiego Räikkönena jest wart 1,55 mld dol. Ważniejsze w tej notce jest jednak to, na ile wyceniono markę F1: na 1,45 mld. Ferrari jest więcej warte niż cyrk wyścigowy Berniego Eccle­stone’a!

Kilka dni później w Paryżu Luca di Montezemolo, obecny szef Ferrari, ogłosił triumf nad władzami Międzynarodowej Federacji Samochodowej (FIA). Luca reprezentował Związek Zespołów Formuły 1 (FOTA). Prezydent FIAMax Mosley zapowiedział, że popiera na swojego następcę... Jeana Todta, byłego szefa Ferrari.

Razem z Ecclestonem dobrze wiedzą, że tylko dzięki takim ruchom może rozbić jedność FOTA, która groziła rozsadzeniem F1. A Ferrari ma wielką chrapkę na władzę. Skąd to wiedzą?

Jest styczeń 1981 roku. Ecclestone siada za stołem obok Jeana-Marie Balestre’a, ówczesnego szefa FISA, organizacji nadzorującej F1. Ogłaszają rozejm po długiej wojnie o wpływy. Ówczesny odpowiednik FOTA (wtedy FOCA) groził utworzeniem własnej serii wyścigowej. Sytuacja była podobna do obecnej. Tyle że wówczas na czele buntu stali Ecclestone i Mosley. Gdzie porozumienie zostało podpisane?

W styczniu 1981 r. Balestre i Ecclestone siedzieli za stołem w Maranello. Wśród nich pojawił się z triumfalną miną Enzo Ferrari. Wtedy buntownicy wywalczyli sobie wpływ na podział wielkich pieniędzy.

Mosley dokładnie pamięta, jak ważny był monolit FOCA i że skruszenie go osłabiło pozycję negocjacyjną w kolejnym sezonie, gdy nie udało się przeprowadzić skutecznego bojkotu podczas GP Monaco.

Dziś Mosley wie, że nie może kopać się z Ferrari, bo to bardzo cenna marka także dla F1. Zwrócili mu na to uwagę szefowie CVC, firmy, która kontroluje F1. I tu znów jest podobieństwo do sytuacji sprzed 28 lat. Wówczas porozumienie nadzorował wielki sponsor.

Kluczowe rozmowy miały toczyć się nie w drętwym biurowcu, ale w nocnym klubie (choć podobno wybrano miejsce o podejrzanej reputacji). Na imprezę przyszedł Eccle­stone, Balestre i szef koncernu tytoniowego Philip Morris pompującego ogromne pieniądze w wyścigi i Ferrari (do dziś marka ta związana jest ze stajnią z Maranello). Producent papierosów złożył spierającym się panom propozycję nie do odrzucenia. Wkrótce po tym wszyscy pojawili się na konferencji we Włoszech i podali sobie ręce.

Mosley chce więc wykorzystać odwieczne wpływy Ferrari, a raczej to, że pozostałe zespoły wiedzą o nich i boją się działać pod dyktando Włochów. Przedstawiciele FOTA głośno więc mówią, że nie chcą popierać Todta i woleliby kandydata niezwiązanego z żadnym zespołem.

Tymczasem Montezemolo już pokazuje, że Ferrari będzie walczyło o swoje. Pragnie, aby F1 wróciła do USA.

– Odnosiliśmy historyczne zwycięstwa na Sebring czy Daytonie. Chcemy tam wrócić – oświadczył nie tak dawno szef Ferrari. 

Ile warte są sportowe marki

 

1. NFL* – 4,5 mld dol.

2. MLB** – 3,9

3. NBA – 3,35

4. Wyścigi Nascar – 1,9

5. Mundial piłkarski – 1,7

6. IPL*** – 1,6

7. Ferrari F1 team – 1,55

8. Manchester United – 1,49

9. Formuła 1 – 1,45

10. Dallas Cowboys (drużyna NFL) – 1,27

11. Tiger Woods – 1,25

...

13. Liga Mistrzów – 1,1

14. Real Madryt – 1,07

15. Letnie igrzyska olimpijskie – 1,04

16. Jack Nicklaus (golfista) – 1

22. Wimbledon – 900 mln dol.

88. David i Victoria Beckhamowie – 375

 

*National Football League

**Major League Baseball

***Indyjska liga piłkarska

Źródło: magazyn „SportPro”

Komentarze

    • Roger
    • F1 nie ma szans z kibicami, bo kto oglądałby F1 bez Ferrarki, McLarena, BMW, Toytoy, Renalut... a część "Ile warte są sportowe marki" jest zwalona do granic możliwości.
    • acent
    • No proszę, nareszcie Włosi wzięli się do roboty. Działają na wszystkich frontach jednocześnie, a mawiają że u nich permanentny bałagan.

Dodaj komentarz