Fotoradar dla bezpieczeństwa a nie dla łatania gminnej kasy

Aktualności / Nowości

Autor: Michał Wroński

Liczba odwiedzin: 3091

Skończy się gra „w kotka i myszkę” kierowców z uzbrojonymi w fotoradary strażnikami miejskimi. Do tej pory górą byli w niej funkcjonariusze. To oni dyktowali reguły, decydując gdzie i kiedy stanie fotoradar. Teraz ma się to zmienić. Po stronie kierowców stanęła bowiem sejmowa Komisja Infrastruktury.

Skończy się gra „w kotka i myszkę” kierowców z uzbrojonymi w fotoradary strażnikami miejskimi. Do tej pory górą byli w niej funkcjonariusze. To oni dyktowali reguły, decydując gdzie i kiedy stanie fotoradar. Teraz ma się to zmienić. Po stronie kierowców stanęła bowiem sejmowa Komisja Infrastruktury.

Fot. Mikołaj Suchan – Nie negujemy konieczności stosowania tych urządzeń. Fotoradar powinien być jednak elementem systemu poprawy bezpieczeństwa, a nie źródłem dochodu dla gminy i przy okazji utrapieniem dla kierowców – uważa Krzysztof Tchórzewski, zastępca przewodniczącego komisji. Jego zdaniem obecna sytuacja, w której podległa samorządowi straż gminna określa miejsca ustawienia fotoradarów, może rodzić pokusę, by stawiać fotoradary nie tam, gdzie przekroczenie prędkości może generować największe zagrożenie, lecz tam, gdzie przepisy łamie największa liczba kierowców. Po to, by jak największe sumy z mandatów trafiały do kasy gminy. Posłowie chcą skończyć z takimi praktykami. Ich zdaniem pieczę nad wszystkimi fotoradarami – zarówno tymi należącymi do straży gminnych, jak i do policji („wypracowane” przez policyjne urządzenia  pieniądze trafiają do budżetu państwa) – powinien sprawować generalny inspektor transportu drogowego. I to do niego właśnie właściciele fotoradarów powinni zwracać się o zgodę na postawienie ich w konkretnym miejscu (regule tej nie podlegałyby jedynie mobilne, ręczne „suszarki”). 

– Szczegóły tego rozwiązania będą jeszcze dopracowywane. Jednak sądzę, że aby uniknąć niepotrzebnej biurokracji, to składający wniosek od razu powinien też dołączyć opinię policji, z której jednoznacznie będzie wynikać, że postawienie fotoradaru w danym miejscu jest uzasadnione ze względu na bezpieczeństwo ruchu drogowego – wyjaśnia Tchórzewski.

Co na to strażnicy? Na razie zgodnym chórem przekonują, iż wszelkie sugestie, jakoby fotoradary służyły głównie napychaniu gminnej kasy, są nadużyciem.

– Mamy zatwierdzoną przez policję listę miejsc niebezpiecznych, w których pojawia się fotoradar. Co więcej, sam grafik określający, kiedy pojawi się on w konkretnym miejscu, również jest akceptowany przez komendę. Przy wyborze tych miejsc braliśmy zresztą pod uwagę także sygnały napływające od mieszkańców – argumentuje Jarosław Rajda, komendant straży miejskiej w Zabrzu. Dzięki fotoradarowi jego ludzie nałożyli w 2008 roku blisko 1600 mandatów za łączną kwotę ponad 260 tysięcy złotych. Rok później rachunek wystawiony kierowcom przekroczył 332,5 tysiąca złotych. Podobne wyniki osiągają strażnicy w sąsiedniej Rudzie Śląskiej, gdzie mają do dyspozycji dwa takie urządzenia.

Fot. Mikołaj Suchan – Od roku 2004, gdy kupiliśmy pierwszy fotoradar, do końca ubiegłego roku wartość nałożonych w ten sposób mandatów osiągnęła 1,62 miliona złotych – przyznaje Andrzej Nowak, rzecznik rudzkiej straży. On też zapewnia, że przy wyznaczaniu miejsc dla fotoradaru brano pod uwagę opinie policji, urzędników z wydziału dróg i mostów oraz mieszkańców. Najwyraźniej pytano jednak innych, aniżeli my, gdyż nasi rozmówcy bez entuzjazmu oceniają poczynania funkcjonariuszy.

– Takich „krzakowych” fotoradarów w ogóle nie powinno się stosować. One raczej stwarzają zagrożenie na drodze aniżeli je likwidują. Jeśli ktoś w ostatnim momencie zauważy fotoradar, to zaczyna gwałtownie hamować i niewiele trzeba, by ten jadący za nim wpadł na niego. Fotoradary powinny być oznakowane i wtedy, gdy ktoś to zlekceważy i wpadnie, to już jego problem – opowiada jeden z rudzkich taksówkarzy.        

Jeśli proponowane przez Komisję Infrastruktury zapisy wejdą w życie, to takie miasta jak Zabrze, Ruda Śląska, Bytom czy Rybnik czeka wielka weryfikacja. Tamtejsi strażnicy będą musieli udowodnić generalnemu inspektorowi transportu drogowego, że obecność fotoradarów w wytypowanych przez nich miejscach bardziej przysłuży się bezpieczeństwu ruchu drogowego niż miejskiej kasie. Fot. Paweł Sieńko

Podobnego kłopotu nie mają natomiast w stolicy regionu. Krzysztof Król, komendant katowickiej Straży Miejskiej, nie ukrywa swej niechęci wobec fotoradarów.

– To się kłóci z ideą działania tej formacji. Albo dbamy o bezpieczeństwo, albo robimy geszeft. Poza tym gdybym chciał mieć u siebie takie urządzenie, to musiałbym do jego obsługi, obróbki zdjęć i wszelkich związanych z tym formalności oddelegować prawie jedną czwartą stanu moich ludzi – komentuje Król.

Zmiany tymczasem mogą zostać przeforsowane już w ciągu najbliższych tygodni, a ich zakres ma wykraczać poza samo podporządkowanie fotoradarów GITD. W ramach nowelizacji ustawy o ruchu drogowym posłowie z Komisji Infrastruktury chcą wydłużenia do co najmniej 60 dni czasu na ukaranie kierowcy „złapanego” przez fotoradar (obecnie trzeba tego dokonać w ciągu 30 dni), a także wyraźnego zapisu, że w razie niemożności określenia sprawcy wykroczenia i uchylania się właściciela samochodu od wskazania, kto nim w danym momencie kierował, to właśnie właściciel pojazdu będzie musiał zapłacić grzywnę.

– Udało nam się pozyskać dla tego projektu przedstawicieli różnych klubów i liczymy, że z takim poparciem uda się go szybko przyjąć. Teraz pracować nad nim będą połączone siły Komisji Infrastruktury oraz Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. Jeśli wszystko pójdzie sprawnie, to będzie szansa go przyjąć podczas sierpniowego posiedzenia sejmu – mówi Krzysztof Tchórzewski.

Zobacz także:
Zdjęcie z fotoradaru to nie wyrok
Niebezpieczne fotoradary!
Punkty karne tanio oddam!

Komentarze

    • eugen30
    • I czas najwyższy skończyć z tym procederem. Policjanci również ustawiają się nie zawsze w miejscach adekwatnych do zagrożenia . Maja potrzebę zebrać kilka mandatów , bo ich "szef" goni to maja swoje miejsca, gdzie bardzo szybko nadgonią braki. Stawiają się niestety nadal w miejscach w których ich nie widać. Zastawiają niejednokrotnie zajazdy przystanków autobusowych, stwarzając tym samy zagrożenie w ruchu drogowym. Należy temu dokładnie się przyjrzeć.
    • syldatk
    • "Mamy zatwierdzoną przez policję listę miejsc niebezpiecznych, w których pojawia się fotoradar." taaa dokładnie tak jak tutaj http://www.gp24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100524/POWIATSLUPSKI/777374614 Mimo aluzji co do celowości takiej lokalizacji fotoradar nadal jest w tym miejscu ustawiany.
    • jrp21
    • a może po prostu urealnić ograniczenia prędkości? czemu nasz naród zawsze miota sie między skrajnościami? jak przestrzega się rpawa, to zawsze i wszędzie a jeśli się nie da to znaczy, że prawo jest złe. ograniczenia prędkości są nieprzemyślane, więc ustawianie radarów w niektórych miejscach jest bez sensu. Ale to nie znaczy, że możemy przekraczać prędkość w tych miejscach. Władza jest od tego, żeby analizować, czy dany limit w danym miejscu zwiększa czy zmniejsza zagrożenie. jeśli to druge, to niech zmieni ten limit, żeby dało się go przestrzegać.
    • jrp21
    • weźmy przypadek ekstremalny, w samym centrum kraju, czyli Warszawę i ograniczenie do 50-tki na Al Stanów Zjednoczonych od Kinowej do Grenadierów (w obu kierunkach). Ulica szeroka, dwupasmowa, bez skrzyżowań, bez przjść dla pieszych, bez kompletnego sensu i uzasadnienia jest 50km/h i co dzień radiowóz z suszarką. nikt normalny na umyśle tam nie jeździ 50, więc wszycy płacą, chyba, że już znają to miejsce. Skandal!!!
    • janowa
    • Ograniczenia prędkości są nierealne - są ustalane zza biurka. Najgorsze są takie ograniczenia bez sensu robią tyko korki, i stresują kierowców, którzy zamiast wypatrywać pieszych wypatrują fotoradary. Antyradar w mieście jest nieprzydatny bo za dużo fałzywych alarmów. Musiałem kupić spowalniacz-jammer. Oxon nie jest dla piratów ale właśnie dla ludzi którzy muszą sprawnie jeżdzić po mieście.

Dodaj komentarz