Giełdowe przeboje
Autor: Wiesław Marnic
Liczba odwiedzin: 2459
Giełda jedne marki wywyższa, innych zaś nie uznaje. Taki stan umiłowania, lub niechęci, utrzymuje się na ogół przez lata. By jakaś marka znalazła się w gronie ulubieńców musi na to pracować latami.
W latach siedemdziesiątych faworytami giełdy były auta niemieckie, zaś samochody japońskie uznawano za nazbyt awaryjne. Później „japończykom” zarzucano, że psują się całymi zespołami, a przeciętny krajowy mechanik nie może sobie z nimi poradzić inaczej jak wymieniając cały uszkodzony fragment auta, co bardzo podnosi koszty naprawy.
Minęły dziesięciolecia i giełda, podobnie jak zresztą cały rynek motoryzacyjny, za najrzadziej psujące się samochody uznaje marki japońskie. Pośród rozmaitych marek aut pochodzących z Kraju Kwitnącej Wiśni najlepszą opinię na w Polsce Toyota. Fakt ten jest tak bardzo
ugruntowany, że nawet samochodowi handlarze nie potraktowali poważnie informacji prasowej, iż w koncernie Toyoty powołano komisję, która ma się zająć sprawami jakości produkowanych pojazdów. To wszystko tylko chwyt reklamowy – twierdzą specjaliści- są dobrzy, ale chcą pokazać swym klientom, że potrafią zrobić jeszcze lepsze samochody. Trzeba jakoś przekonywać posiadaczy Toyot by sprzedali swoje auta i kupili nowe modele. Ten osąd wydaje się mieć podstawy patrząc jak mało jest Toyot do sprzedania. Nowych, czyli w pojęciu giełdowym rocznych czy dwuletnich aut tej marki próżno szukać na giełdowych i komisowych placach. Jak już się takie auta trafią to pochodzą one z wymienianych co jakiś czas firmowych flot i mają ponadnormatywny przebieg. W dodatku żądane za nie ceny są stosunkowo wysokie.
Jeżeli roczna, lub nieco tylko starsza Corolla z przebiegiem poniżej 20 000 kilometrów, nieuszkodzona, to koszt ponad 35 000 zł. Tańsze bywają tylko samochody sprowadzane z rynku amerykańskiego. Auta wyprodukowane w roku 2004 mają nierzadko przebiegi przekraczające 100 000 km, co w minimalnym tylko stopniu ma wpływ nam ich cenę. Sprzedający twierdzą, że rzetelnie serwisowana Toyota, nawet po dużym przebiegu jest nadal nadzwyczaj niezawodna. Potwierdzają to rankingi niemieckich instytucji zajmujących się przeglądami używanych aut. Nic, więc dziwnego, że na rynek wtórny trafiają głównie samochody starsze i powypadkowe. A i te stosunkowo łatwo znajdują amatorów. Ma giełdach można jeszcze spotkać Corolle sprzedawane za dewizy w banku Polska Kasa Opieki SA. Wyprodukowano je pod koniec lat 80, czyli mają blisko 20 lat, ale jeszcze poruszają się o własnych siłach, a ich posiadacze chcieliby za nie dostać od 1000 do 4000 zł.
Najwięcej jest jednak Toyot z drugiej połowy lat 90. A i one na zapchanym do granic możliwości polskim rynku motoryzacyjnym stosunkowo szybko znajdują amatorów. Mimo, iż ich ceny sporadycznie są niższe niż 10 000 zł. Być może Corolle stanieją pod koniec roku, kiedy Japończycy pokażą następcę tego modelu. Toyota zapowiada wprawdzie, iż Corolla już nie będzie się nazywała Corollą, ale jak znam życie, na giełdach długo jeszcze będzie obecna. A co do innych modeli Toyoty na rynku samochodów używanych, to ich sytuacja jest podobna. Bo co giełda polubi - to hołubi i ceni, a tak właśnie jest z Toyotą.