Gilotynę sprzedam
Wiadomości z rynku / Felietony - Iwaszkiewicz
Autor: Jerzy Iwaszkiewicz
Liczba odwiedzin: 5684
Najwięcej jest reklam o paletach. Gdyby ktoś po raz pierwszy wjechał do Polski, od razu będzie wiedział, że nasz piękny kraj jest krajem palet.
Potem też jest ciekawie. Nagle zza lasu pojawia się upiorna twarz ni to diabła, ni to posła Kurskiego, a obok jeszcze większy napis: „Ricardo ma 300 SMS-ów na podrywy”. Tak reklamuje się jeden z operatorów telefonii komórkowych, chociaż skutek jest raczej odwrotny od
zamierzonego. Każdy kierowca przyspiesza, aby być od tej reklamy jak najdalej. Telefonia Era też się reklamuje wielką tablicą jak pół góry i informuje, że w Erze jest taniej, chociaż każdy wie, że jest dokładnie na odwrót.
Jedziemy główną drogą w Polsce – z Warszawy do Cieszyna, którą kazał wybudować Edward Gierek, i całe szczęście, bo inaczej dalej jeździlibyśmy opłotkami. Reklam wszędzie pełno, są raczej banalne: „Trawniki rolowane”, ale nie podają żadnych szczegółów, gdzie rolują.
Jest to dość charakterystyczne, przydrożnym reklamodawcom jakby w ogóle nie zależało, aby cokolwiek o nich wiedzieć. Dalej „Salon firan” – też nie wiadomo, gdzie, „Stolica smaku zaprasza”, „Okna PCW bez ołowiu” i wreszcie konkret „Urzędowski – okna, drzwi drewniane”. Pojawiają się też reklamy intrygujące: „Garnitury – producent Stal -Mot”, też brak szczegółów, ale można się domyśleć, że firma od stali przestawia się na szycie spodni. Jest też wielki napis „Dmuchańce – rozrywka – elegancja”. Nie podaje, co to są dmuchańce, ale sądząc z wielkości reklamy, musi to być coś poważnego.
Reklamy przy drogach są wszędzie na świecie swego rodzaju przeglądem rozwoju kraju czy regionu, a u nas koło Tomaszowa Mazowieckiego widnieje zachęcający napis: „Nagrobki Hurt-Detal”. Wiele reklam przydrożnych jest w nocy podświetlonych, światła biją po oczach. Kierowcy myślą, że są to znaki drogowe, a potem wypadają z szosy, bo są to nagrobki w hurcie.
Polska z perspektywy drogi jawi się po pierwsze jako kraj palet, a po drugie jako kraina bezsensu. Największą reklamą, jaką widzieliśmy od granicy w Cieszynie do Warszawy, był baner o treści następującej: „Cięcie wzdłużne i poprzeczne blachy w kręgach”. Zmęczony kierowca marzy po prostu o tym, aby wiedzieć, gdzie tną poprzecznie.
W Austrii i we Włoszech stawianie jakichkolwiek reklam przy drogach jest zabronione. Uznano, że rozprasza to kierowców i może powodować wypadki.