Hamilton sam wyeliminuje się z walki z Kubicą
Autor: Oskar Berezowski
Liczba odwiedzin: 1847
Robert Kubica nie ma najmocniejszego bolidu. Jego zespół BMW Sauber nie jest też tak bardzo zdeterminowany w walce o tytuł jak McLaren czy Ferrari. Jednak kierowca z Krakowa ma najsilniejszą psychikę z całej stawki liczącej się jeszcze w walce o tytuł mistrza świata i to może być jego główny atut. Polak już rozpoczął małą wojnę nerwów z Lewisem Hamiltonem.
Najsłabszą stroną Brytyjczyka jest bowiem jego odporność na stres. Udowodnił to na finiszu zeszłorocznego cyklu Grand Prix, gdy koncertowo stracił niemal pewny tytuł w dwóch ostatnich wyścigach.
Hamilton w tym roku jeździ jak pirat i Kubica, nie licząc się z długoletnią przyjaźnią, wypomina mu to od jakiegoś czasu. Chce wyprowadzić rywala z równowagi?
McLaren broni swojego zawodnika, ale wszyscy wiedzą, że jest to dobra mina do złej gry.
Wystarczy przypomnieć sobie cały mijający sezon.
Już w drugim starcie, podczas GP Malezji, zadufany w sobie Brytyjczyk (ostatnio porównał siebie do Ayrtona Senny) został ukarany za blokowanie Nicka Heidfelda (BMW Sauber) w kwalifikacjach. Na starcie przesunięto go o pięć pozycji.
Na kolejne ekscesy nie trzeba było długo czekać. Już w Bahrajnie rozbił bolid na treningu, a podczas wyścigu uderzył w Fernando Alonso.
W Kanadzie dokonał sztuki przełomowej. Podczas wyjazdu z pit stopu staranował Räikkönena. Za karę dwa tygodnie później został przesunięty o 10 pozycji do tyłu podczas GP Francji.
Na Magny Cours już na pierwszym okrążeniu ściął zakręt podczas wyprzedzania Sebastiana Vettela i został ukarany przejazdem przez alejkę serwisową. Podczas GP Belgii znów ściął zakręt podczas wyprzedzania Räikkönena. Dostał 25-sekundową karę po wyścigu, która zepchnęła go z pierwszego na trzecie miejsce.
To jednak nie koniec pirackich wyczynów Hamiltona. Wystarczy przypomnieć GP Włoch, gdy agresywnie zaatakował Alonso.
– Niepotrzebnie zachował się tak niebezpiecznie – rzucił przez zaciśnięte zęby Hiszpan.
Na pobocze Anglik wypchnął Timo Glocka z Toyoty i Marka Webera z Red Bulla.
– Większość kierowców uważa, że Hamilton jeździ zbyt agresywnie i nie fair. On uważa, że może tak postępować, a my możemy tylko liczyć, że będzie dostawał kary – mówił Polak przed wyścigiem na torze Fuji.
I nie musiał długo czekać na potwierdzenie tych słów. W niedzielę Hamilton został ukarany za niebezpieczny manewr na starcie.
I jak zwykle jego szefowie twierdzą, że jest niewinny. Podobnie mówi kierowca.
Co to oznacza dla Kubicy? Jeśli Lewis dalej będzie rozbijał się na torze (poza nim rozbija jachty, a jego ojciec szybkie sportowe auta), to może sam siebie wyeliminować z walki o tytuł. Teraz ma 5 pkt przewagi nad Felipe Massą z Ferrari i 12 nad Kubicą.
Polak wciąż wierzy w tytuł, ale jego sytuacja jest bardzo trudna. Musiałby liczyć nie tylko na potknięcia Brytyjczyka, ale i Massy.
A Brazylijczyk jest właśnie w największym dołku w tym sezonie. W ostatnich trzech wyścigach wywalczył tylko 5 pkt.
Jak długo potrwa jego niemoc? Przed rokiem na finiszu Grand Prix w Chinach i Brazylii zdobył 14 pkt.
Za Massę kciuki trzyma wielu kierowców. Kubica zapowiedział, że będzie kibicował Felipe. Alonso twierdzi nawet, że wygrywając ostatnio, pomaga właśnie Brazylijczykowi w zdobyciu tytułu.
Tym słowom akurat trudno się dziwić. W zeszłym sezonie Hamilton i Alonso jeździli w McLarenie. Hiszpan był wściekły na młodszego kolegę, który zapowiadał zdobycie tytułu już w swoim pierwszym sezonie.
Lewis Hamilton jest więc najbardziej nielubianym obecnie zawodnikiem walczącym o czołową lokatę. Ma przeciw sobie Ferrari, BMW Sauber i Renault. Nie jest także pupilkiem sędziów, którzy nie szczędzą mu kar.