Jeszcze poczekamy na samochody elektryczne

Aktualności / Nowości

Autor: Jerzy Dyszy

Liczba odwiedzin: 4186

Pojazdy elektryczne są, ale jakby ich nie było. Pojawiły się także i w Polsce w ograniczonej ofercie, jednak na liczącą się sprzedaż na razie nie ma szans. Dlaczego choć pozornie tak atrakcyjne, nie są jeszcze zbyt popularne? O elektrycznej motoryzacji bywa chwilami dość głośno, jednak  stanowi ona Fot: Materiał prasowy nadal margines marginesów, szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę pojazdy posługujące się zasilaniem tylko z akumulatorów. Przyczyna tej udawanej popularności jest prosta – zbudować jeżdżące auto elektryczne nie jest trudno, ale produkować je, by miało sens ekonomiczny i praktyczny, na razie się nie udaje. Ci, którzy próbowali robić taki biznes, na razie wyszli na tym bardzo źle.

Typowym przykładem niech będzie historia samochodu Think, ciągnąca się przez kilkanaście lat. Autko elektryczne z Norwegii przeszło przez ręce Forda, licznych właścicieli prywatnych, wspierane było przez norweskie państwo. Obecny producent niedawno zgodził się na kolejne bankructwo tego przedsięwzięcia. Podczas salonów samochodowych pojawia się wiele innych elektrycznych prototypów, ale są to konstrukcje jednostkowe, na razie bez przyszłości.

Z drugiej strony jest kilka pojazdów elektrycznych, które można już zamówić w poważnych salonach sprzedaży. Niektóre nawet w Polsce, a mowa tu o Mitsubishi i-Miev oraz jego odpowiednikach z koncernu PSA. W wybranych krajach Europy (tam gdzie są państwowe dotacje) dostępny jest już Nissan Leaf, w końcu tego roku z fazy testów do fazy sprzedaży ma przejść kolejna wersja elektrycznego Smarta, coraz głośniej też o kilku modelach elektrycznych Renault. Niektóre z nich widuje się już na drogach Francji, choć raczej nadal w wersjach testowych.    

Jakie zatem są w elektrycznej motoryzacji problemy, które na razie tak trudno pokonać? Jak zwykle, chodzi głównie o pieniądze. Wykonajmy proste obliczenie: w samochodzie elektrycznym nie ma silnika tłokowego, a więc koszt pojazdu spada o 3000 euro. Silnik elektryczny jest tańszy od tłokowego, więc w zamian doliczamy 2000 euro i kwota ta obejmuje także niezbędne układy elektroniczne. Na razie wygląda to obiecująco, decydującym elementem jest jednak akumulator, czyli właściwie zbiornik paliwa. W osobowym samochodzie o rozsądnym, ale nadal miejskim zasięgu musi mieć on pojemność od 35 kWh wzwyż. Obecnie najbardziej wydajne są akumulatory litowo – jonowe, których rozwój ciągle trwa. Jeszcze niedawno podawano, że ich cena w przeliczeniu na 1 kWh wynosi ok. 1000 euro. Dziś możemy przyjąć, że jest to ok. 800 euro lub mniej, a więc wiemy, co kształtuje cenę samochodu elektrycznego – w praktyce w ponad połowie, akumulator.

Fot: Materiał prasowy Jak będzie w przyszłości? Bosch, który bardzo liczy na rozwój elektrycznej motoryzacji podaje, że stworzona wraz z Samsungiem spółka o nazwie SB LiMotive energicznie rozwija produkcję akumulatorów litowo – jonowych. Rozwój techniczny i skali produkcji pozwalają przypuszczać, że w roku 2015 cena tych akumulatorów spadnie do 350 euro/kWh, a w roku 2020 do 250 euro/kWh. Oznacza to, że za ok. 10 lat bateria akumulatorów w samochodzie elektrycznym będzie kosztowała od 6000 do 12000 euro, a więc nadal będzie to znaczna część ceny auta.
Niemcy widzą też spore możliwości obniżenia kosztów innych komponentów samochodów elektrycznych (silniki elektryczne, inwertery czyli falowniki zamieniające prąd stały na zmienny i odwrotnie, układy ładujące, elektronika sterująca, układy hamulcowe ze zdolnością odzyskiwania energii, osprzęt i elementy złączne) w zwiększeniu serii produkcyjnych, ale też w standaryzacji komponentów. Mimo to z prognoz wynika, że po roku 2020 popularny samochód elektryczny będzie nadal o 45 proc. droższy od swojego odpowiednika z silnikiem tłokowym. Problemem jest tu między innymi masa auta - na razie nie widać możliwości produkcji lekkich akumulatorów, zatem aby pojazd miał rozsądne osiągi i zasięg, trzeba je konstruować tak, żeby sam był stosunkowo lekki, co jednak kosztuje.

Kolejny problem jest taki, że samochód elektryczny w dającej się przewidzieć przyszłości nie będzie jednak pełnym odpowiednikiem auta z silnikiem cieplnym zasilanym paliwem ciekłym. Minusem są i będą kwestie związane z zasięgiem. Przy odpowiednim dostępie do sieci ładowania, zasięg miejski samochody elektryczne osiągnęły już dzisiaj. Oczywiście nie jest tak, jak podaje się w danych technicznych i informacjach prasowych. Auta, które mają katalogowy zasięg 160 km, z trudem przejeżdżają w normalnym ruchu 90 km. Sportowa Tesla, której producent utrzymuje, że jej zasięg wynosi 300 km, ledwo pokonuje 150 km. Po prostu czym innym jest jazda według normy, a czym innym realne warunki drogowe. Według producentów, akumulatory litowo – jonowe za ok. 10 lat osiągną taką doskonałość, że możliwy będzie realny zasięg popularnego samochodu z rozsądną ilością baterii, na poziomie 200 km. Natomiast przełomu w tym względzie się nie przewiduje. A więc samochód elektryczny pozostanie samochodem miejskim, tym bardziej, że drugi negatywny czynnik to czas ładowania. Nawet tak zwane „szybkie ładowanie” (które z pewnością zmniejsza trwałość baterii) w porównaniu do tankowania paliwem płynnym trwa i trwać będzie koszmarnie długo, czyli godzinami. I trzeba będzie do tego źródeł prądu o bardzo wysokiej mocy, rzędu dziesiątków kilowatów, a zwykłe, domowe gniazdko nie wystarczy. W praktyce będzie to wymagać stworzenia nowych sieci zasilania prądem.

A zatem, za dziesięć lat samochód elektryczny będzie nadal sporo droższy od Fot: Materiał prasowy klasycznego i nadal nie będzie się nadawał do podróży pozamiejskich. Nic tu nie pomogą systemy "sprzedaży" samochodów bez akumulatorów i leasingowania tych drugich (projekty Renault i Smarta).

Na co więc liczą obecni producenci, promujący ten rodzaj napędu i inwestujący w badania, a nawet sprzedający auta z wyraźną stratą? Właściwie na dwa czynniki. Pierwszym z nich jest możliwy wzrost cen paliw płynnych. Co prawda okazuje się, że nieco ponad sto dolarów za baryłkę ropy jest jeszcze do przełknięcia, ale przecież uwarunkowania polityczne mogą spowodować o wiele większy i nagły wzrost cen. Wtedy auta elektryczne z dnia na dzień zaczną się opłacać, choć interesującą kwestią będzie wtedy cena i dostępność energii elektrycznej.

Drugi czynnik wiąże się z możliwością rozszerzania się obszarów, na których z przyczyn porządkowych czy innych (także politycznych) nie będzie już można użytkować tradycyjnie napędzanych samochodów. Obecnie mogą to być przede wszystkim centra niektórych dużych miast, ale przewidywane dziś przyszłe ekologiczne przepisy narzucające redukcję emisji CO2, abstrahując od ich sensowności, mogą wymusić (pozorną) opłacalność samochodów elektrycznych. W każdym razie - dzisiejszy poziom technologii nie wskazuje na to, by samochód elektryczny wkrótce w sposób naturalny zastąpił ten z silnikiem cieplnym. Ale polityka, to zupełnie co innego.

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Moto.Gratka.pl

Zobacz także

Komentarze

    • krisznak (gość)
    • A może chodzi o lobby paliwowe, a cała reszta to ściemnianie
    • Domino (gość)
    • Panowie skąd wzieliscie 12000 euro twierdząc że w 2020 kWh bedzie kosztowała 250 euro? samochód elektryczny na 100km potrzebuje 14kWh? Czy 14kWh x 250euro da 12000 euro?
    • Domino (gość)
    • cytuje"W osobowym samochodzie o rozsądnym, ale nadal miejskim zasięgu musi mieć on pojemność od 35 kWh wzwyż"? Panie Jerzy skąd Pan te dane wział, że do miasta potrzeba w samochodzie EV baterie o pojemności 35kWh! Zajmuje się od dawna samochodami elektrycznymi możemy usiąść i porozmawiać zamiast głupoty wypisywać drogi Panie!
    • Domino (gość)
    • Cytuje "Sportowa Tesla, której producent utrzymuje, że jej zasięg wynosi 300 km, ledwo pokonuje 150 km" proszę podać skąd te dane Pan wział?
    • Domino (gość)
    • Cytuje "A zatem, za dziesięć lat samochód elektryczny będzie nadal sporo droższy od klasycznego i nadal nie będzie się nadawał do podróży pozamiejskich" - wiekszej głupoty niesłyszałem prosiłbym zapoznać się z tematyką EV a potem cokolwiek pisać! Czy Audi A2 EV o zasięgu ponad 500km niebędzie nadawał sie w podróżach pozamiejskich? proszę się zapoznać z materiałem! Edytowany przez moderatora
    • jon (gość)
    • w zimie , jaki będzie zasięg takiego autka ? przy minus 15 - 18 stopni ? panowie fachowcy myśleli ?
    • świeca (gość)
    • Szanowny kolego Domino, rozumiem, że kochasz elektryczne pojazdy, ale nie podniecaj się tak bardzo. 1) napisane jest: od 6000 do 12000 euro. Na przykład w małym samochodzie 30 kWh * 250 e = 7500 euro. A w większym samochodzie więcej. Jeżeli zaś cena wyniesie nie optymistyczne 250 e/kWh tylko więcej? To są tylko prognozy... 2) 14 kWh w samochodzie o "normalnej" wielkości i o "normalnych", czyli porównywalnych z benzynowym osiągach, wystarczy na jakieś 50 - 70 km. Statystyki mówią, że w "normalnym" samochodzie do zwykłej jazdy potrzeba ok. 20 kWh energii na 100 km. I rodzaj akumulatora nie ma tu zupełnie żadnego znaczenia. Oczywiście, można jeździć mikrosamochodami np. Smartem czy czymś podobnym, ale... porównujmy rzeczy porównywalne. Nawiasem mówiąc, Smart III generacji (ten, który dopiero będzie seryjnie produkowany) będzie miał baterie ok 18 kWh i teoretycznie przejedzie na tym 140 km. W praktyce - pewnie nie więcej niż 100 km. Cena - ok. 70 tys. zł bez baterii...
    • świeca (gość)
    • 3) Tesla: producent chwali się, że ktoś przejechał na zasadach ecodrivingu rekordowe 300 km. Ale to jest samochód sportowy i tak używany zużywa CAŁY prąd z akumulatorów w jakieś pół godziny (wiem bo jechałem). Ale nie da się nią jechać szybko tyle czasu, bo wcześniej napęd i akumulatory się grzeją i auto staje. Czyli na Kalifornijski ruch drogowy w sam raz. 4) A2 z napędem DBM: Nie wierzę. Te 90 z kawałkiem kWh i tak nie wystraczyłoby na 500 lub więcej km NORMALNEJ jazdy autostradowej - z opisu wynika, że ze sporymi prędościami. O ładowaniu w 6 minut kłamią. Byłoby do tego potrzebne źródło o mocy grubo ponad megawat. A chłodzenie przy takim ładowaniu? Są niewiarygodni. I dlaczego nie podają ceny, przynajmniej prognozy? Bardziej wygląda to na oszustów, którzy kombinują, żeby wyszarpnąć dotację (już zresztą dostali ;-)). No i wielkie laboratoria, setki naukowców stoją w miejscu, a pojedynczy młody człowiek coś takiego wymyślił? Nierealne. 4) Jazda w zimie - bardzo słuszna uwaga.
    • RysiekK
    • żenujące ze temat powraca wciąż z tymi samymi "argumentami" o "niemożnościach", wiec i ja powtórzę : obniżenie energochłonności ruchu kluczem do elektryfikacji transportu miejskiego jest. Sposoby proste : uspokojenie ruchu i optymalizacja pojazdu a przynajmniej napędu do zakresu prędkości do 60tki i adekwatnych mocy tzn znacznie poniżej 10 kW. nie mają sensu żadne rozważanie na podstawie tesli i podobnych zabawek dla ścigantów
    • RysiekK
    • jak zwykle pojawiło sie też o: "normalnym ruchu"- jeżeli dla kogoś jest to obecnie powszechnie panujący styl szarpany to znaczy ze nie potrzebuje innego auta lecz intensywnej edukacji "pozornej taniości" elektryków o której autor pisał : błąd , to obecnie jest pozorna taniość spalinowców bo nie ponoszą kar za smrodzenie zamarzaniu baterii : zaizolować cieplnie. Zarówno jazda jak i ładowanie podgrzewa. właśnie zaniechanie rozwiązania takich 3-rzędnych problemów świadczy o tym kto "kreci" od 100lat motoryzacją
    • świeca (gość)
    • do "odmienić...": No tak, ale tu chodzi o porównanie. Ruch drogowy jest jaki jest i wobec tego jak zachowa się w nim samochód elektryczny a jak spalinowy? Jeżeli jakoś zbudujemy ruch zasadniczo jednostajny, to tak samo lepsze wyniki będą miały oba rodzaje napędu. Mało tego, właśnie spalinowy powinien w takich warunkach wykazać się lepszym wzrostem efektywności. A poza tym w warunkach miejskich nawet zbiorowy transport szynowy musi być "szarpany", bo ludzie potrzebują przystanków. Więc pełna jednostajność ruchu to utopia. No, chyba, żeby wyeliminować ludzi (oni zawsze stanowią największy problem). Nie licząc oczywiście ciemnych, spiskowych sił.
    • RysiekK
    • >Jeżeli jakoś zbudujemy ruch zasadniczo jednostajny, to tak samo lepsze wyniki będą miały oba rodzaje napędu. Mało tego, właśnie spalinowy powinien w takich warunkach wykazać się lepszym wzrostem efektywności. oczywiscie! i to dodatkowy argument za uspokajaniem. Tu akurat nie rozważamy tego jak szybko eliminować spalinowców >Więc pełna jednostajność ruchu to utopia. pełna rzeczywiście, ale prawie pełna realna >No, chyba, żeby wyeliminować ludzi tych co zaburzają plłynność [i](n.p. wyprzedzaniem zwalniających przed światłami )[/i] - trzeba wychowywać. Skutecznie
    • RysiekK
    • uwaga techniczna do administratorów portalu : oglądając komentarze nie przez forum , ale przez artykuł nie widać rzeczywistych podpisów , tylko sygnatury.
    • anty polityk
    • Samochody elektryczne to ZŁO! Ja się pytam, gdzie jest banda tych wszystkich eko-oszołomów co o byle co protestują, np. blokując budowę dróg? Produkcja oraz składowanie zużytych akumulatorów oraz wytworzenie prądu do ich naładowania to jest dopiero obciążenie dla środowiska. Dodatkowo dojdzie do tego, że za prąd będziemy płacić jak za zboże!
    • Eko uzytkownik (gość)
    • Witam. A czy pomyśleliście ile kosztuje wytworzenie paliwa z ropy? Przecież wydobycie , transport, rafinacja to też duże koszty i zanieczyszczenie środowiska.. Poza tym technologia idzie do przodu. Juz za kilka miesięcy będą akumulatory , które wytrzymaja kilkanaście tysiecy cykli ładowania ( ok 30 lat eksploatacji) notabene polski produkt...
    • noras
    • Ani słowa o Chevrolet Volt :-)
    • heemir
    • Dopóki nie wydobędziemy ostatniej kropli ropy naftowej koncerny naftowe (czytaj politycy przez nich opłacani) nie dopuszczą do rozpowszechnienia się aut elektrycznych. Dla producentów aut to też nie jest opłacalne, bo auta elektryczne nie potrzebują tylu części zamiennych - w zasadzie wymienia się tylko opony, bo nawet klocki hamulcowe niewiele się zużywają (odzysk energii przy hamowaniu). Edytowany przez moderatora
    • JT (gość)
    • Autor napisał ten artykuł na początku 2011 roku. W sposób nieuprawniony wypowiada się o sprawach, na których zna się dość pobieżnie. Akumulatory są w fazie rewolucji technicznej podobnej do tej, jaką kiedyś przeżyły procesory. W świecie buduje się dziesiątki fabryk akumulatorów, już można kupić akumulatory litowo-jonowe po 260 Euro za kWh netto (bez VAT-u) i EV z gwarancją na 8 lat (5000 ładowań). Gęstość mocy ponad 100Wh/kg, zatem należy się spodziewać, MiEV będzie w cenie poniżej 20K$ i przebiegiem ponad 200km już w 2013 roku. Po luksusową Teslę Performance S ustawiła się kolejka, bo już dzisiaj w ruchu miejskim jest bardziej opłacalna.Samochody elektryczne z akumulatorami są za założenia miejskie i są dla tych, którym się opłacają; staną się popularne w całym świecie, najpierw w krajach zamożnych, bo składają z ludzi mądrzejszych i zamożnych dlatego, że lepiej umiejących przewidywać i liczyć pieniądze. Składamy się głównie z osób, które wiedzą co to jest zło. A rozum?
    • Trap (gość)
    • A pomyśleliście o ile zdrożeją metale rzadkie, potrzebne do produkcji akumulatorów w tych "dziesiątkach fabryk" ? A 90% zasobów tych metali mają Chińczycy... Natomiast bilans CO2, biorąc pod uwagę produkcję baterii oraz elektroniki, jest gorszy niż dla silników spalinowych. Cała ta elektryka to dziwny wymysł urzędników z Brukseli. Skuteczne paliwo mogące konkurować z ropopochodnymi to jedynie wodór i ogniwa paliwowe wodorowe. I tu trzeba pakować kasę na badania.
    • Peter (gość)
    • Trzeba się modlić o zwycięstwo w USA Rona Poula (polskojęzyczni chcą Go zabić milczeniem). Jak nie zginie z rąk jakiegoś NN (czytaj: mamonistów) to będzie i EV.
    • Yabe (gość)
    • A silnik na wodór ? Co z nimi? Generują o ile pamięta spaliny w postaci ...wody A Czemu olej rzepakowy (Biodiesel) kosztuje tyle co ropa? Co Arabowie go nam sprzedają czy Państwowy Orlen + TUSK uważa nas za debili? A dlaczego te elektryczne cuda nie mają na dachach ogniw słonecznych zamiast dachu panorama. Moja Lancia Thesis ma i format ogniwa=szyberdachowi zasila klimę na postoju. Auto ma 9 latr Panel słoneczny rozwiązuje na bierząco w dużym stopniu ładowanie pojazdu. Przynajmniej w dzień...
    • Profess (gość)
    • Są dwie możliwości powodu dla, którego ktoś napisał taki stek bzdur, albo autor wciągnął jakieś zioło przed napisaniem tych głupot..., albo mu za to zapłacili. Innej opcji nie ma.
    • jacek (gość)
    • ja mam pomysł na auto elektryczne które nie musi mieć tyle akumulatorów to szczyt głupoty to co Pisza robią w tych autach dziś technika zdobywania energi jest latwa na różne sposoby bardzo łatwe nie przesadzajmy ze tak trudno osiągnąć prąd w samochodzie potrzebny do napędzania silnika elektrycznego stawiają limity po 100 300 km tylko to głupota to co robią ja mam pomysł z produkcja prądu i przemianą w większy prad poprzez urządzenia 100% realna i nie kończącą się nigdy zdradzić nie zdradzę to co mam w głowie ten pomysł mój jest realny bo do tego służą te urządzenia z fabryk po złożeniu w kupę osiągniemy produkcje prądu do samochodu podczas jazdy tak jak bysmy mieli własne paliwo nie długo zrobię samochód w Polsce
    • evmobile.pl (gość)
    • A ja już nie zamierzam czekać, aż ktoś skinie, że można kupować samochody elektryczne. Giełda pojazdów elektrycznych jest tego najlepszym przykładem. Można już kupować motocykle elektryczne, skutery elektryczne, ciężarówki elektryczne w evmobile.pl a teraz jeszcze przyjdzie czas, że nawet wózki dla dzieci będą elektro :D
    • mono (gość)
    • jak na razie samochód elektryczny to zbyt droga i zbyt mało praktyczna zabawka, w sumie jeszcze hybrydy, chyba lepiej się prezentują chociaż są drogie jak ... Na chwilę obecną sprawdzają się chyba tylko takie rozwiązania Edytowany przez moderatora
    • Komentarz usunięty

Dodaj komentarz

MOTOINTEGRATOR Grupa Inter Cars

Znajdź części do swojego samochodu!