Koszykarz się mieści

Wiadomości z rynku / Felietony - Iwaszkiewicz

Autor: Jerzy Iwaszkiewicz

Liczba odwiedzin: 1763

W Łomiankach pod Warszawą działa Auto Idea, nowa stacja Mercedesa i pokazano tam elektryczne Smarty. Auta te robią karierę. Jest to najmniejszy z małych samochodów, ale wszędzie się mieści i nie ma żadnych problemów z parkowaniem.

Smartem jeździ Karol Strasburger (od 16. lat prowadzi  program  „Familiada”  Jerzy Iwaszkiewicz, Fot: Archiwum Polskapresse w TVP) i twierdzi, że jakby chciał, to autem z silnikiem 1.0  mógłby pojechać z szybkością 150 km/h, ale na razie mu się nie chce. Elektryczny Smart kosztuje w Europie  20 tys. euro. W Polsce ma kosztować 74 tys. złotych plus 60 euro co miesiąc za wypożyczenie akumulatora. Atrakcyjność Smarta polega  właśnie na tym, że nie trzeba kupować baterii, która jest najdroższa, tylko można ją wypożyczyć.

Elektryczne samochody niby robią karierę, ale ciągle jest ich bardzo mało. W Warszawie chyba cztery, co wynika z szalonych cen. Elektryczny Mitsubishi iMiev kosztuje 160 tys. złotych, elektryczne Peugeoty i Citroeny też są bardzo drogie - w granicach 120 tys. Kilka modeli  samochodów elektrycznych produkuje Renault, baterie się tu wymienia, a nie  ładuje. Atrakcyjnym samochodem hybrydowo - elektrycznym jest Opel Ampera, świetnie wykończone duże auto amerykańskie (160 tys. zł).Niewielki silnik spalinowy dodatkowo ładuje akumulatory. Obecnie dochodzi Smart. Zrobiono próbę i do Smarta mieści się cały koszykarz o wzroście ponad 2 metry.

Po felietonie „ Fabryka kurzu w budowie” odezwali się licznie internauci i napisali co ich gnębi. Gdyby mieli pieniądze, to kupowali by nowe samochody, a ponieważ nie mają, to muszą kupować złom, którym  czasami daje się jeszcze  pojeździć. Nowy samochód  kosztuje obecnie w Polsce średnio 79 tys. zł (wg Instytutu Samar), a sprowadzony z zagranicy samochód używany średnio 9,5 tys. i tu jest cała tajemnica. Na  najtańszy samochód typu np. Fiat Panda czy Kia Picanto Polak musi pracować blisko rok, podczas gdy Niemiec kupuje taki za 3-4 miesiące pracy. „Nówka z salonu” – pisze jeden z internautów – „traci 50% wartości w 4 lata, szkoda przepłacać i lepiej kupić czteroletnie zadbane autko, zamiast nowego z salonu i  30 tys. zostaje w kieszeni.”

Polacy nie tyle chcą, co muszą kombinować i taka jest prawda o polskiej motoryzacji. Od wejścia do Unii Europejskiej w 2004. roku sprowadzono do Polski 7 mln samochodów używanych, średnio ponad 10. letnich. Nawet Rumuni i Bułgarzy jeżdżą nowszymi.

Zobacz także

Komentarze

    • Gaiger (gość)
    • "Gdyby mieli pieniądze, to kupowali by nowe samochody, a ponieważ nie mają, to muszą kupo­wać złom, którym czasami daje się jeszcze pojeździć." Drogi Panie Redaktorze, wobec powyższego jeśli kupię nowy samochód i będę nim jeździł przez, powiedzmy, 12 lat, serwisując na bieżąco, dla Pana i Panu podobnych klakierów będę jeździł złomem? Napiszę po raz kolejny bo najwyraźniej czytanie ze zrozumieniem jest Panu obce: Nie ma znaczenia czy pojazd ma 2, 5, czy 10 lat. Znaczenie ma to w jakim jest stanie technicznym. Widziałem już 3-4 letnie auta w gorszym stanie niż 10-12 letnie. I czego to dowodzi? Jedynie tego że system stacji diagnostycznych w Polsce "leży". Jakiś czas temu opisywał Pan Mercedesa W190 z roku 80-któregoś, wyremontowanego przez ASO do stanu fabrycznego. Z racji wieku powinien to być złom, czyż nie????
    • Miklus (gość)
    • Na motoryzacji, podobnie jak na medycynie, znają się wszyscy, ale sensownie napisać motoryzacyjny felieton potrafi tylko pan Iwaszkiewicz, a potem długo, długo nikt, chociaż kolorowych pisemek poświęconych motoryzacji mamy więcej niż miejsc parkingowych w niejednym miasteczku. A prawda jest taka, że swoisty analfabetyzm wśród piszących zapanował. Ważne więc jest nie tylko czytanie ze zrozumieniem, ale i pisanie ze zrozumieniem.
    • qcio (gość)
    • mam maluszka rocznik 77 w stanie idealnym, bez zadnych dodatkowych napraw przechodze wszystkie przeglady, a ubezpieczyciel nie ma problemu, zeby przedluzyc mi polise. W dodatku sprzedajac go moglbym sobie kupic pol nowego samochodu, ale w zyciu tego nie zrobie, bo istnieje cos takiego jak sentyment. Pozdrawiam.
    • Mario-r
    • Gaiger - przeczytaj trzy razy zanim coś napiszesz może zrozumiesz o o chodzi. Pan ,,Drogi redaktor" w swoim felietonie przytoczył to co pisali internauci czyli o tym złomie do którego się przyczepiłeś. Sedno jest w tym, że gdyby przeciętny Polak lepiej zarabiał nie jeździł by samochodem, który ma 10 czy 15 lat. A teraz chcąc nie chcąc nie ma wyjścia i gdzie tu jeszcze miejsce na drogie elektryczne wynalazki
    • Gaiger (gość)
    • Mario-r ależ rozumiem o co chodzi. Oczywiście że finanse to najpoważnieszy powód. Ale nie można generalizować że auto sprowadzone = złom, stare = złom. O tym decyduje stan techniczny a nie wiek. Chyba nie zauważyłeś że w prawie każdym felietonie P. Iwaszkiewicza pada stwierdznie "sprowadzony złom". Komuś wyraźnie przeszkadza że sprowadzamy używane auta. Mnie osobiście nie przeszkadza jazda starszym autem. I nie zmieniam go od 7 lat nie dlatego, że mnie nie stać. Dobrze mi się nim jeździ, jest mega wygodny, świetnie się prowadzi, wyposażony lepiej od większości "nówek". Ścieżkę diagnostyczną zalicza w każdym momencie. Nowe auta mam w firmowej flocie. I ani w nich wykończenia, ani trwałości. Hitem była wymiana silnika po przebiegu 975 km w Kia. Albo skorodowane styki modulatora ABS w 27 miesięcznym Iveco. Nowy w cenie 4300 zł. Zatarta sprężarka klimy po pół roku w Renault... I jeszcze jedno, Toyota po 115 tyś km ma wnętrze bardziej zniszczone niż mój Ford po 480 tyś km.
    • ppoland
    • a ja jezdzę 20-latkiem
    • Wroclawianin (gość)
    • @Gaiger - jest to czesciowa prawda, bo stare auta nie maja czesto wielu nowoczesnych rozwiazan technicznych - roznego rodzaju systemow wspomagania, poprawiajacych bezpieczenstwo kierowcy i innych uzytkownikow drogi. Dla przykladu maluch, nawet w najlepszym stanie technicznym nie bedzie bezpieczniejszy od samochodu "wspolczesnego" wyposazonego w ABS czy ESP, ze o poduszkach wewnatrz nie wspomne. I zgadzam sie z tym co napisal Pan Iwaszkiewicz - glowny powod stanu rzeczy w naszym kraju to brak pieniedzy.
    • m (gość)
    • ale nawet najnowoczesniejczy wyposazony w supersystemyelektroniczne myslacy za kierowce samochod nie bedzie bezpieczny gdy pojedzie nim idiota. to ze mam 14 letniego opla, i stac mnie na jego regularne naprawy, hamulce zawieszenie, swiatla i swieze opony jest chyba lepszym rozwiazaniem niz jezdzic 1-2 latkiem na ktorego naprawy mnie nie stac w ASO wiec jezdze na lysych oponach, wybitym zawieszeniu (polskie drogi) itp. taka bylaby prawda bo zamiast na obsluge samochodu mialbym tylko na splate rat. zrozumiec trzeba jedno, jak kogos stac na auto to musi byc go stac na jego utrzymanie. co mi po nowym aucie jak musze splacac kredyt - bo przecietny polak musi kupic nowe auto na kredyt i przez to nie mam na utrzymanie. skoro polaka stac na wydatek na auto 600 zl miesiecznie to jesli wyda te 600 na nowy samochod(rata) to jak ma zdobyc kase na serwis, opony, zarowki, amortyzatory? dlatego jezdzimy starymi autami. moze wszyscy, wlacznie z panem redaktorem to pojma.
    • m (gość)
    • poza tym czy cena 50tys za corse czy podobnej wielkosci samochod to jest ok? nie kazdy musi jezdzic dacia. nawet koreanczyki sa juz w cenach VW itp. smart za 80tys? no prosze was. ceny sa takie ze poprostu polakow nie stac na nowsze auta. dlatego jedni sciagaja starocia, a inni jezdza starym 8 latkiem bo go maja jako pierwsi wlasciciele od nowosci. puki nie zaczniemy zarabiac na poziomie blizszym europy to bedziemy jezdzic tym co mozna kupic za nasze pensje.

Dodaj komentarz