Kubica deszczu się nie boi
Autor: Przemysław Franczak
Liczba odwiedzin: 957
– Nie mogę doczekać się startu – nie zraża się jednak Robert Kubica. Wyścig na Sepang International Circut już w najbliższą niedzielę.
Polski kierowca macha ręką na pogodę, bo bardzo lubi malezyjski tor. Tym bardziej że rok temu zajął tutaj drugie miejsce. Jego BMW było wolniejsze jedynie od czerwonego Ferrari Fina Kimiego Räikkönena.
– Teraz też liczę na dobry rezultat – nie ukrywa 24-letni krakowianin, podkreślając, że ze względu na głównego sponsora teamu, czyli mającą siedzibę w Kuala Lumpur firmę Petronas, GP Malezji jest dla całej ekipy BMW Sauber wyścigiem „domowym”.
– Mamy tutaj mnóstwo fanów i jazda na Sepang jest czymś naprawdę wyjątkowym – przekonuje Kubica.
Nie wszyscy jednak podzielają entuzjazm Polaka. Nico Rosberg, kierowca Williamsa, narzekał w wywiadzie dla agencji Reutersa, że wyścig rozpocznie się zbyt późno (o godzinie 17. miejscowego czasu, a o 11. polskiego), przez co wzrośnie ryzyko gwałtownych opadów deszczu.
– Na torze może zrobić się wówczas bardzo niebezpiecznie – przestrzega Niemiec. – Nie mam wątpliwości, że tutaj nie powinniśmy ścigać się o zmierzchu. Nie w tym klimacie.
Co na to Kubica?
– Szykuje się bardzo interesujący weekend – mówi jedynie.
Inni kierowcy też raczej nie podzielają obaw Rosberga.
– Mnie od deszczu bardziej przeraża upał. Codziennie jest grubo powyżej 30 stopni Celsjusza. W Finlandii często widzę podobne odczyty temperatury, ale z minusem z przodu – śmieje się Heikki Kovalainen z McLarena.
Najważniejsze pytanie przed niedzielnym wyścigiem brzmi: czy ktoś będzie w stanie wyprzedzić białe bolidy sensacyjnego debiutanta, czyli ekipę Brawn GP? Jej szef Ross Brawn zapewnia, że nie stworzył efemerydy i podwójny sukces w otwierającym sezon Grand Prix w Melbourne nie był wcale przypadkowy.
– Mamy dalsze drogi rozwoju – podkreśla pomysłowy inżynier.
Jego słowa potwierdza Jenson Button, zwycięzca zawodów rozegranych w ostatnią niedzielę na australijskim torze.
– Uwierzcie: nie pokazaliśmy jeszcze wszystkiego, a wyścig wcale nie był taki perfekcyjny w naszym wykonaniu – twierdzi Brytyjczyk.
I chyba brzmi przekonująco, bo na razie nie ma chętnych do rzucania mu wyzwań. Nikt nie robi groźnych min, czekając na to, co przyniosą jutrzejsze treningi i sobotnie kwalifikacje. Nawet broniący mistrzowskiego tytułu Lewis Hamilton z McLarena, który w Australii zajął 3. lokatę, bardzo ostrożnie ocenia swoje szanse.
– W Melbourne zrobiliśmy bardzo dobry wynik, lecz nie powinniśmy z tego powodu skakać z radości. Mamy jeszcze bardzo wiele rzeczy do poprawienia – przyznaje Anglik, doskonale zdający sobie sprawę z faktu, że nie znalazłby się na podium, gdyby nie kolizja Kubicy i Sebastiana Vettela z Red Bulla, do której doszło w końcówce wyścigu.
Jedno jest pewne: zespoły F1 rzuciły się do kopiowania rozwiązań zastosowanych m.in. w maszynach Brawna (wzbudzające kontrowersje dyfuzory), ale kilka dni to za mało, by projekt przygotować, zrealizować i zgrać go z bolidem. W BMW pocieszają się jednak myślą, że w trudnych warunkach w Malezji wiele będzie zależeć od umiejętności kierowców. I dlatego bardzo liczą na Roberta Kubicę. A on liczy na zespół.
– Ten tor ma w sobie wszystko, co jest potrzebne w F1, ale wymaga jednocześnie bardzo dobrze przygotowanego samochodu – zauważa Polak.
Reszta jest w jego rękach.
– Rok temu Robert był na Sepang drugi, a Nick Heidfeld wykręcił najszybszy czas okrążenia. Nie muszę chyba mówić, że chcemy teraz nawiązać do tych dobrych występów – zadeklarował dyrektor BMW Sauber Mario Theissen.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Żartowaliśmy z Roberta Kubicy
Wczorajszy tekst o Robercie Kubicy w Ferrari był żartem. Uważny Czytelnik mógł nas na tym przyłapać od razu. Na Litwie pierwszokwietniowe żarty odbywają się pod hasłem Melagio diena, czyli Dzień Kłamcy, i tak właśnie nazwaliśmy autora tekstu. Informatorem został Pesci D’aprile, czyli prima aprilis po włosku. Wypowiedzi szefa Ferrari Stefano Domenicallego, porównujące Kubicę z Kimim Räikkönenem, i opinie byłego szefa zespołu z Maranello Cesare Fiorio są prawdziwe. BMW, któremu porwaliśmy na krótko Kubicę, powinno nam wybaczyć. Firma sama robi raz do roku podobne żarty, ogłaszając wynalezienie sprężystej szyby, która odbija owady czy kojącego nerwy klaksonu.