Po GP Monako, w którym Robert Kubica zajął nieoczekiwanie trzecie miejsce, polski kierowca mówił, że w sezonie czeka go jeszcze kilka wyścigów, gdzie jego samochód Renault będzie spisywał się lepiej niż zwykle. Wśród nich wymienił GP Węgier, które w niedzielę odbędzie się na torze Hungaroring (godz. 14, kwalifikacje w sobotę o tej samej porze, w piątek dwa treningi o 10 i 14). Minęły niecałe trzy miesiące i wycofał się z tamtych słów.
– Tor Hungaroring pasuje nam bardziej niż na przykład Hockenheim, ale nie ma szans na powtórzenie wyniku z Monako. Dystans dzielący Renault od trzech czołowych zespołów znacznie powiększył się od tamtego czasu – mówi Polak.
Wygląda na to, że jego zespół odpuścił już sobie sezon 2010 i przerzucił siły techniczne na bolid powstający na rok 2011. Kubica wciąż nie ma w swojej maszynie kanału F, który wyznacza w tym sezonie ton rywalizacji, i mieć już chyba nie będzie.
W czwartek Kubica został zaproszony przez organizatorów na konferencję prasową. Z racji bliskości Polski, na węgierskim torze to krakowianin był największą gwiazdą.
– To najbliższy wyścig dla Polaków i zawsze przyjeżdża tu wielu moich kibiców. Dopóki nie pojawi się Grand Prix Polski, to ten wyścig będzie moim domowym – opowiadał Robert.
Prócz niego na konferencji pojawił się Felipe Massa, który tydzień temu w Niemczech był bliski zwycięstwa, ale musiał oddać je koledze z zespołu Fernando Alonso.
– Wszyscy pracujemy dla zespołów i, czy ci się podoba, czy nie, najważniejsze jest dobro teamu – tłumaczył kolegę Polak. Bolidy Ferrari w drugiej części sezonu wyraźnie przyśpieszyły. Alonso zajmuje na razie piąte miejsce w klasyfikacji kierowców, ale na Węgrzech może awansować nawet na trzecią pozycję. Kosztem zawodników Red Bulla. Prowadzą mclareny.