Z Christianem Hornerem, szefem Red Bull Racing, drugiego zespołu w tym sezonie F1, rozmawia Oskar Berezowski
Czego oczekiwał Pan przed sezonem od Sebastiana Vettela?
Oczekiwania wobec Vettela przed sezonem były entuzjastyczne, ale również realistyczne, ponieważ należy pamiętać, że to dopiero drugi jego sezon w Formule 1. Po wygraniu pierwszego Grand Prix w zeszłym roku oczekiwaliśmy, że będzie szybki, ale nie sądzę, by ktokolwiek spodziewał się, że natychmiast zostanie pretendentem do mistrzostwa. Przekroczył więc wszelkie nasze oczekiwania na 2009 rok. Natomiast 2010 będzie dla niego bardzo ważnym rokiem.
To nie Mark Webber miał być numerem jeden?
Mark miał zimą poważny wypadek, po którym szybko doszedł do siebie. Po rozpoczęciu sezonu z paskudną raną na nodze w pełni wyzdrowiał i wraz z Sebastianem stworzył bardzo mocny tandem kierowców, w którym uzupełniają się nawzajem młodość i doświadczenie. Mark wciąż jest niezwykle szybkim kierowcą i nadal w tym roku popycha Sebastiana z wyścigu na wyścig do przodu, pomaga mu w rozwoju kariery.
Jaki był najtrudniejszy moment w całym sezonie?
Najtrudniejszy moment dla zespołu dotyczył podwójnego dyfuzora. Kiedy spodziewaliśmy się, że dyfuzor zostanie uznany za niezgodny z przepisami, a później okazało się, że FIA uznała go za legalny, oznaczało to konieczność przeprojektowania całej tylnej części pojazdu. Projektanci z Milton Keynes bardzo się przyłożyli. Wykonali niesamowitą robotę, żeby wprowadzić na czas pierwszą wersję podwójnego dyfuzora na Monica Grand Prix.
Kiedy team przeżywał najlepszy moment w tym roku?
Dla mnie najlepszym momentem były oczywiście Chiny, pierwsze zwycięstwo w Grand Prix zespołu Red Bull Racing, z pozycją jeden i dwa na mecie. Zobaczyć występ Sebastiana, a później dekorację na podium to było coś niesamowitego. Tym bardziej że swoją wartość potwierdziliśmy kilka tygodni później na torze Silverstone, podczas naszego „domowego” wyścigu. Również wyniki Marka Webbera, pierwsze zwycięstwo w Grand Prix Niemiec dwa tygodnie później i oczywiście dwa znakomite rezultaty w Japonii, gdzie ważniejsza była wygrana Sebastiana, i drugie zwycięstwo w Grand Prix Marka na torze w Brazylii – to wspaniałe momenty, które na długo zapamiętam.
Co Pana zaskoczyło najbardziej w tym roku?
Tak naprawdę największym zaskoczeniem był team Brawn GP. Nie sądzę, żeby ktokolwiek oczekiwał, że będą aż takimi trudnymi rywalami, jak się okazali. Szczególnie po późnym rozpoczęciu przygotowań do sezonu. No i tuż przed rozpoczęciem wyścigów musieli zmieniać dostawcę silnika, co w efekcie bardzo im się opłaciło. Ostatecznie spisali się świetnie. Myślę, że zaskoczyli wszystkich, sami siebie również – tym, jak bardzo byli mocni i godni szacunku.
Spodziewał się Pan przed sezonem, że układ sił na jego zakończenie może właśnie tak wyglądać?
Nie wydaje mi się, by ktokolwiek spodziewał się, że kolejność w mistrzostwach świata będzie taka, jaką mamy teraz. Brawn z tytułami mistrzowskimi konstruktorów i kierowców, my na tak wysokiej pozycji, McLaren i Ferrari za nami. Obydwa wielkie zespoły doszły jednak do siebie w drugiej połowy roku, a ludzie Brawna włożyli wiele wysiłku w udoskonalenie swoich bolidów. Myślę, że pod wieloma względami przewyższyliśmy w teamie Red Bull wszelkie oczekiwania. Odnieśliśmy pięć zwycięstw w Grand Prix, pięć razy nasi kierowcy zajmowali pierwsze pole startowe po kwalifikacjach i czternaście razy wchodzili na podium.
Co musiałoby się stać, żeby znów wskoczył Pan do basenu w stroju Supermana, tak jak kiedyś w Monako?
Dostałem nauczkę w 2006 roku, żeby się nie zakładać. Wtedy umówiłem się, że wskoczę do basenu, jeżeli David Coulthard stanie na podium. Musiałem dotrzymać słowa i to była cenna lekcja.
Zgadza się Pan z opiniami, że Vettel może być kiedyś tak utytułowany jak Michael Schumacher?
Sebastian Vettel jest kompletnie innym kierowcą niż Michael Schumacher. Porównywanie ich nie byłoby właściwe. Michael Schumacher w swoich czasach miał absolutnie dominującą pozycję, był też oczywiście jednym z najlepszych kierowców, jakich kiedykolwiek widział świat, a historia będzie go pewnie pamiętać bardzo długo. Sebastian jest bardzo utalentowanym młodym zawodnikiem i będzie podążał własną ścieżką. Dopiero pod koniec jego kariery będzie można sensownie porównać osiągnięcia jego i Michaela Schumachera.
Vettela wykupiliście z BMW Sauber. Okazało się to świetnym ruchem, ale wtedy w niemieckiej ekipie był już Robert Kubica. Jak Pan ocenia polskiego zawodnika?
Moim zdaniem Kubica jest bardzo utalentowanym kierowcą wyścigowym. Niestety, jego bolid nie był w tym roku szczególnie szybki, ale pomimo to, jak widzieliśmy, Polak spisywał się bardzo dobrze, szczególnie w Brazylii.
Kiedykolwiek zastanawiał się Pan, czy ściągnąć Kubicę do Red Bulla?
Nie straciliśmy go z pola widzenia, ale zadowoleni jesteśmy z naszego składu kierowców i z ich obecnej pozycji. Robert nigdy nie był dla nas dostępny, kiedy poszukiwaliśmy kierowców. Z drugiej strony cieszę się z tego, że mamy bardzo skuteczny program promocji młodych zawodników, zaczynając od Sebastiana.
Rywalizacja w tym roku dobiega już końca. Co Pana najbardziej ekscytuje w związku z kolejnym sezonem? Co będzie największym wyzwaniem?
Wyzwaniem na następny rok dla wszystkich teamów będą tankowania, które będą trwały być może krócej niż trzy sekundy! Myślę, że naprawdę pasjonujące będzie przyglądanie się, czy Brawn GP utrzyma formę, no i trzeba czekać na powrót McLarena i Ferrari, bo przecież te zespoły nie będą stać w miejscu. Ale my również mamy świetny bolid, który budujemy na przyszły rok. Myślę, że w Formule 1 zapowiada się naprawdę fascynujący sezon 2010.