Wszystko
o samochodach

Przepisy / Warto wiedzieć

Kupno i rejestracja samochodu. Uwaga na oszustwa!

Data publikacji: Autor: Daniel Świerżewski

Fot. Wojtek Wilczyński Zakup samochodu to znaczny wydatek, który zwykle wiąże się z długimi poszukiwaniami i porównywaniem ofert. Mając w perspektywie wyłożenie kliku, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych, każdy chce kupić jak najlepszy samochód, który posłuży przynajmniej przez kilka lat.

Niestety nie brakuje nieuczciwych osób, które próbują sprzedać auto za cenę kompletnie oderwaną od faktycznej wartości pojazdu. Niektóre praktyki sprzedających to „jedynie” nieetyczne sztuczki, ale zdarzają się zwyczajne oszustwa i przestępstwa. Na co należy uważać?

Nieetyczne zagrywki i naciąganie

Zacznijmy od mniej drastycznych przykładów. Pierwsze co przychodzi na myśl, kiedy mowa o machlojkach przy sprzedaży samochodu, to cofanie licznika. Z tym jest duży problem, bo samo jego cofnięcie nie jest zabronione – każdy może rozporządzać swoim mieniem według własnego uznania. Sprzedający ma jednak obowiązek poinformować kupca, że przebieg na liczniku odbiega od rzeczywistego. Jeśli umyślnie to zatai lub skłamie, wtedy może mieć problemy, a nabywca ma prawo ubiegać się o zwrot pieniędzy. Najpierw oszukana osoba musi jednak udowodnić, że została celowo wprowadzona w błąd. A to może okazać się prawdziwą sztuką.

Fot. Andrzej Banaś Nierzadkim zjawiskiem są także sfałszowane książki serwisowe. Niestety w internecie można kupić wszystko, także puste książki z różnych krajów. Sfałszowanie dokumentacji i pieczątek to dla zaprawionych w boju oszustów już żaden problem. Niektórzy z nich starają się dodatkowo uwiarygodnić przebieg, odstawiając na przegląd auto z dopiero co przekręconym licznikiem (informacja o przebiegu zostaje wpisana do systemu CEPiK) albo odwiedzają ASO i zlecają tania czynność – np. wymianę żarówki lub łącznika stabilizatora - w systemie zostanie wpisany stwierdzony przebieg, jeżeli w historii serwisowej istniała kilkuletnia luka, może on sprawiać wrażenie wiarygodnego.

Popularną praktyką jest przyszykowanie samochodu do sprzedaży. I o ile np. odkurzenie i umycie wnętrza nie jest niczym złym, to reanimowanie auta z użyciem taśmy klejącej czy opasek zaciskowych już zalatuje oszustwem. Jeżeli kupującemu zależy na szybkim pozbyciu się samochodu, wszelkie usterki są doraźnie naprawiane, by utrudnić ich wykrycie w momencie oględzin pojazdu. Chociaż bardziej na miejscu byłoby tu słowo „maskowanie”. Wady wyjdą na jaw już po kilku dniach jazdy, a najpóźniej podczas okresowego badania technicznego. Ale wtedy sprzedający na pewno nie poczuje się do winy. Cały koszt naprawy spadnie na nowego właściciela. Zdarza się też, że sprzedający wymienia takie elementy jak klamki czy drążek zmiany biegów. Dzięki temu samochód wygląda korzystniej, nie wzbudza podejrzeń i uwiarygadnia niski przebieg na cofniętym liczniku. Należy pamiętać, że „domowe naprawy” mogą dotyczyć także karoserii. Samodzielne usuwanie korozji czy lakierowanie także mają sprawić, że samochód będzie wyglądał lepiej. Coraz bardziej popularne jest korzystanie z usług profesjonalnych fotografów, którzy przygotują galerię zdjęć do internetowego ogłoszenia, umiejętnie maskując niedociągnięcia auta – wcale nie jest do tego potrzebna obróbka zdjęć. Wystarczy umiejętnie dobrać kadr.  Ale prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw…

Redakcja poleca:

Jeździliśmy nowym Golfem. Zmienił się na lepsze?
Oto najmocniejszy Lanos w Polsce
O tym musi pamiętać każdy kierowca

Pod „szykowanie” samochodu do sprzedaży należy też podciągnąć demontaż cenniejszych elementów wyposażenia (roleta bagażnika, lewarek, koło zapasowe, trzeci rząd foteli w vanach) bądź ewentualną podmianę elementów na tańsze, często pochodzące ze szrotu odpowiedniki – zysk ze sprzedaży prawie nowego akumulatora, nawigacji, dobrych głośników czy kół ze świeżymi oponami może być pokaźny.

Każdy chciałby mieć samochód, który nie uczestniczył w żadnej kolizji czy wypadku. Nieuczciwi sprzedający doskonale o tym wiedzą i często starają się wcisnąć klientom „stuknięte” auto jako bezwypadkowe. Niestety fachowe naprawy należą do rzadkości. By zarobić, handlarze muszą zlecać wykonanie usługi jak najniższym kosztem, co nie sprzyja zachowaniu wytycznych producenta w kwestii powypadkowej naprawy. Zdarza się także, że sprzedawcy, jako bezwypadkowy samochód, sprzedają... potworka skleconego z dwóch pojazdów. Jazda czymś takim może być bardzo niebezpieczna. Klienci są coraz bardziej świadomi – wielu z nich przyjeżdża na oględziny z miernikiem lakieru. Ale i na to znalazł się sposób. Handlarze zostawiają bez naprawy niewielkie uszkodzenia drzwi lub błotnika, by odwrócić uwagę od fragmentu pojazdu, który uległ dużo większym uszkodzeniom i został już naprawiony.

Poważniejsze oszustwa

Niestety oszuści mają w zanadrzu także gorsze sposoby na oszukanie klienta. Ekstremalnym przykładem jest sprzedaż kradzionego samochodu – na szczęście coraz rzadsza, bo w dobie internetu namierzenie auta z przestępstwa stało się łatwe. Dysponując numerem VIN możemy próbować prześwietlić przeszłość auta – szukając wśród archiwalnych ogłoszeń bądź zlecając weryfikację wyspecjalizowanej firmie. Mało kto jednak z góry zakłada, że wypatrzony pojazd pochodzi z kradzieży. Sprzedający często mówią też o kolejce chętnych. Ma to zmotywować klienta do szybkiej decyzji o zakupie.

Oszuści sprzedają nie tylko kradzione samochody, ale także pochodzące z wypożyczalni. Pojazd pożyczany jest „na słupa”, a potem sprzedawany niczego niepodejrzewającemu klientowi. Aby uśpić czujność nabywcy, sprzedający potrafi wyrobić dokumenty na takie samo nazwisko jakie widnieje w dowodzie rejestracyjnym i skłamać, że sprzedaje pojazd w imieniu członka rodziny.

Źródło: TVN Turbo/x-news

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go swoim znajomym na Facebooku i Twitterze!

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Gratka.pl

Zobacz także

Tagi:

Komentarze

  • Świrek Muchomorek (gość)

    Kilkunastominutowa jazda próbna mówi najwięcej o używanym aucie. Przychodzimy bez uprzedzenia, aby nie dać ewentualnemu oszustowi czasu na pucu-pucu, rozgrzanie silnika itp. manewry reanimacyjne trupa. Obok nas siedzi nasz znajomy, nie zainteresowany autem i chłodnym okiem punktuje niedoskonałości. Następnie sprawdzamy legalność auta a na stan licznika zerkamy na samym końcu, uśmiechając się pod wąsem...

  • handlarz (gość)

    Podobaja mi sie takie porady tzw. Wujcio dobra rada. Czesto klientom zal wydac 100-400 zl na sprawdzenie auta.A pozniej placz Ludzie nauczcie sie ze za dobre auto trzeba zaplacic a nie wyszukujecie najtansze auto i to jeszcze od handlarza ktory musi na tym zarobic a pozniej płacz ze aut be.

  • artur (gość)

    ...a jak kogos nie stac na kupno auta (np. mnie), to kupuje sie NOWY rower z gwarancja i nigdy nikt cie nie oszuka xD ja swoj kupuje na raty w media expert, bo biore elektryczny - posluzy prawie jako auto XD

  • randal (gość)

    Samochód przed kupnem trzeba porządnie sprawdzić. Nigdy nie kupiłbym od handlarza który kręci nosem na przychodzenei ze swoim mechanikiem. Ostatni samochód kupowałem w Aaa Auto i nie było z tym problemu.

Dodaj komentarz

Najnowsze motofakty

Wszystkie artykuły

Motofakty mazowieckie

Top 5 motofaktów

Testy i porównania

Premiery i nowości

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.