W okresie poprzedzającym Grand Prix Australii zewsząd słyszeliśmy, że bolid Lewisa Hamiltona jest zbyt wolny, aby można było realistycznie myśleć o obronie tytułu mistrzowskiego. Niedzielne trzecie miejsce to niesamowity wyczyn, który pokazuje, na co stać czarnoskórego kierowcę.
Wystartować z osiemnastego miejsca i przedrzeć się na czwarte (Jarno Trulli został ukarany dodatkowymi 25 sekundami za wyprzedzanie za samochodem bezpieczeństwa) to był wspaniały występ za kierownicą McLarena, który jest wolny na zakrętach i prowadzi się mniej więcej tak trudno jak Honda, z którą Jenson Buton musiał się zmagać przez ostatnie dwa lata.
– Był taki moment, kiedy powiedzieli: „Masz szansę na siódme miejsce”, a ja pomyślałem, że byłoby świetnie i starałem się po prostu dojechać do mety – powiedział 24-latek po zainkasowaniu sześciu punktów. – To był jeden z najlepszych wyścigów w moim wykonaniu, zważywszy na okoliczności i na to, że bolid strasznie trudno się prowadzi. Pod tym względem nigdy nie jeździłem gorszym, ale przynajmniej nic się nie zepsuło.
Szef McLarena Martin Whitmarsh wypowiadał się o jeździe Hamiltona w samych superlatywach. – To był jeden z tych dni, kiedy Lewis bardzo dobitnie pokazał, jakim jest fantastycznym kierowcą. Przez cały wyścig utrzymywał świetne tempo i był agresywny, a jednocześnie cierpliwy w momentach, kiedy sytuacja na torze tego wymagała.
Hamilton od początku zaatakował i maksymalnie wykorzystał zamieszanie tuż po starcie. Dzięki temu, że miał mało paliwa i jechał na miękkich oponach, na piątym okrążeniu był już w dziesiątce. Po drugim pobycie w alei serwisowej, na 43. okrążeniu, wrócił na tor na dziesiątej pozycji, ale awansował na siódmą po zjazdach do pitu kierowców, którzy tankowali później. Wyprzedzenie Nico Rosberga oraz kolizja Sebastiana Vettela z Robertem Kubicą dały mu czwarte miejsce, a wspomniana kara dla Trullego już po wyścigu dała mu podium.
Hamilton pogratulował Buttonowi drugiego w karierze zwycięstwa (sam Lewis ma ich na swoim koncie dziewięć). – To jest fantastyczne osiągnięcie Jensona i całego zespołu.
Ross Brawn, szef i współwłaściciel Brawn GP, przyznał, że była to dla niego wzruszająca chwila, kiedy oglądał na monitorach, jak Button jako pierwszy przekracza linię mety samochodem, co do którego jeszcze miesiąc temu nie było pewne, czy w ogóle wystartuje w tegorocznych mistrzostwach świata.