Mgiełka za szybą

Wiadomości z rynku / Felietony - Iwaszkiewicz

Autor: Jerzy Iwaszkiewicz

Liczba odwiedzin: 5094

Jeździliśmy Corvettą po torze Paul Ricard pod Marsylią. Corvetta produkowana była kiedyś przez Chevroleta, ale obecnie jest samodzielną marką i najlepiej sprzedającym się samochodem sportowym na świecie.

Jeździliśmy Corvettą po torze Paul Ricard pod Marsylią. Corvetta produkowana była kiedyś przez Chevroleta, ale obecnie jest już samodzielną marką i najlepiej sprzedającym się samochodem sportowym na świecie. Silnik 6 litrów, 437 KM, przyspieszenie 4,4 sekundy do 100 km/h. Trzeba założyć hełm. Przy torze wielkie cyfry określające szybkość, z jaką można jechać na danym odcinku – 200, 150, 100 km/h. Na prostej nie ma ograniczeń, ale trzeba najpierw wyhamować do 200, aby wejść w zakręt.

 

Jedziemy 240 km/h, już nic nie widać po bokach, jakaś mgiełka. Różne już rzeczy w życiu robiłem, kręciłem akrobacje samolotowe, kiedy leci się głową w dół i wydaje się, że jest to normalne, ale jazda samochodem z szybkością 240 km/h to też nie jest złe uczucie. Marek Kamiński, słynny polarnik, chciał kiedyś płynąć jachtem przez Atlantyk i, kiedy pytałem po co mu to, odpowiedział, że ocean jest to już taka przestrzeń, z którą można coś zrobić.

 

Tak samo jest z Corvettą. Jest to samochód legenda, w zasadzie nikomu do niczego nie potrzebny poza tym, aby mieć satysfakcję, że się taki samochód prowadzi. Mali chłopcy, zanim zaczną się zastanawiać, co mają dziewczynki, zawsze najpierw rysują takie auta.

 

W Corvetcie mieści się biz­nesmen z teczką albo Jerzy Bończak. Aktor ma hopla na punkcie sportowych samochodów i gdyby miał za co, to na pewno by taki kupił. Miejsce jest tu w zasadzie tylko dla kierowcy, ale sprzedano już przeszło 59 tysięcy Corvett, z czego w Polsce trzy. W USA auto kosztuje 45 tys. dolarów, czyli ok. 115 tys. złotych, a w Polsce 272 tys. W USA wszystkie samochody kosztują mniej więcej o połowę taniej, ludzie je sprowadzają, ale, jak pisaliśmy, szykują się już jakieś idiotyczne przepisy, aby każdy sprowadzony samochód musiał być homologowany – samo badanie ma kosztować ok. 20 tys. złotych. Takie są nasze polskie specjalności, zawsze się znajdzie sposób, aby nic nie było tanie.

 

Z toru Paul Ricard jedziemy Corvettą kilkadziesiąt kilometrów do Marsylii i tu – niespodzianka. Zatrzymuje nas policja, ale nie chce dokumentów, tylko obejrzeć samochód. Osiem cylindrów pod maską i tu – druga niespodzianka. Corvetta z 6-litrowym silnikiem pali przy spokojnej jeździe zaledwie ok. 10 litrów. Kierowcy pozdrawiają. Taki samochód we Francji też budzi sensację.

Komentarze

    • Roger
    • i co tu jest trąfem? ten felieton nie daje nic do myślenia w przeciwieństwie do innych tutaj spisanych.
    • Roger
    • nie grałeś nigdy w karty? ;-) to jest tzw. "ATUT" ... tzn. ja nie wiem do końca jak się pisze- czy trąf czy trumph może, nie wiem :) w każdym razie ja się czasem tak wyrażam jak jestem.. hm.. np. zdezorientowany.
    • Abenador
    • No fajnie, że się Pan Iwaszkiewicz przejechał Corvettą. Ale wolałbym, by artykuł był ozdobiony zdjęciem Corvetty, niż fotką starszego Pana wyma...ącego długopisem. Miło by było......
    • Roger
    • tam miało być "wymagającego" ? ;>
    • Mav
    • Chevy Corvette... Auto moich marzen... Ehmm....

Dodaj komentarz