Misiaczki na 224. kilometrze
Wiadomości z rynku / Felietony - Iwaszkiewicz
Autor: Jerzy Iwaszkiewicz
Liczba odwiedzin: 8197
Przepisy są takie, że w miastach i na terenie zabudowanym obowiązuje szybkość 50 km/h. Na drogach poza miastami 90 km/h, a na autostradach 130 km/h. Prawda jest taka, że żaden kierowca tego nie przestrzega.
W Polsce jest najwięcej zakazów na jednego mieszkańca. Nie przechodź, nie jedź, stój. Urzędnicy żyją w słodkim przekonaniu, że jak postawią znak, to zwalnia ich to od jakiejkolwiek odpowiedzialności. Zdarzają się znaki ograniczenia do 60 km/h na pustej drodze, nawet tam gdzie nie ma drzew. Obecnie dochodzą do tego fotaradary. Kierowcy dostają szału, kiedy muszą co chwila hamować i to na drodze np. z Warszawy do Katowic.
Od dawna piszemy, że w Polsce jest tak, że najpierw buduje się drogę szybkiego ruchu, aby można było jechać szybciej, a potem stawia się fotoradary, aby jechać wolniej. Fotoradary to w większości zresztą atrapy bez aparatów do robienia zdjęć. Chcą nas straszyć, ale jednocześnie od razu na początek oszukują. Ulubionym zajęciem ludności jest teraz zamalowywanie fotoradarów farbą olejną, aby i tak żaden nie działał.
Każdy kierowca, który jedzie wolniej, ma więcej szans na przeżycie, ale trzeba mu stworzyć warunki, aby w ogóle mógł jechać. Wszystko natomiast co dzieje się na drogach wskazuje na to, że nie chodzi o żadne bezpieczeństwo, tylko o ściągnięcie kasy. Mówi się o policji, że się zmienia, że nie stoi już w krzakach, ale prawda ciągle jest taka, że w razie wypadku trzeba czekać godzinami, ale policja zawsze jest tam gdzie można skasować mandat.
Kierowcy próbują się ratować, przekazują sobie przez CB radio, że Misiaczki (jak to się ładnie nazywa) stoją na 224. kilometrze ale to, że tam stoją wynika głównie z tego, że czekają na kasę.
Kierowcy od dawna traktowani są w Polsce jak dojna krowa. Płacą najwyższe podatki, płacą 60 proc. ceny każdego litra paliwa, czyli płacą na budowę dróg, których nie ma, a teraz mają płacić jeszcze więcej, bo w każdej chwili nakryją ich fotoradary. W Polsce zamiast budowy dróg rozwija się system kontroli. Cała para idzie w gwizdek, a jest oczywiste, że dopóki nie będzie dróg nie pomogą żadne ograniczenia i zakazy. Zablokują tylko ruch i tak już coraz bardziej zablokowany.
W Warszawie otwarto po remoncie nowe Wybrzeże Gdyńskie w rejonie Bielan. Trzy pasy, równiutko aż przyjemnie. Ograniczenie 80 km/h, ale nikt tego nie przestrzega, żaden samochód. Wszyscy jadą 100-110 km/h. Nadjeżdża radiowóz na kogucie, gdzieś się spieszą, jadą co najmniej 130 km/h, ale zaraz okazuje się do czego się spieszyli. Stają na końcu trzypasmówki i zaczynają kasować mandaty.
Takie są polskie prawdy. Znaki stawia się nie po to, aby było bezpieczniej, tylko tak się je stawia, aby kierowcy ich nie przestrzegali. Policja ma premię od mandatów, a na Wybrzeżu Gdyńskim mogą kasować jak za zboże.