Motocykliści nie złamali prawa
Autor: Michał Wroński
Liczba odwiedzin: 3034
Przed krakowskim Sądem Okręgowym rozpoczęła się wczoraj rozprawa apelacyjna między jednym z motocyklistów, uczestniczących w jesiennych protestach na autostradzie A4, a zarządcą trasy, spółką Stalexport Autostrada Małopolska. Pierwsze starcie nie przyniosło rozstrzygnięcia, wyrok ma zapaść w czwartek.
Przypomnijmy, że koncesjonariusz zarzucał spacerującym po jezdni motocyklistom złamanie przepisów ruchu drogowego. Podobnie uznał kilka tygodni temu Sąd Grodzki w Krzeszowicach i wymierzył dwójce uczestników protestu grzywny w wysokości 50 i 200 złotych. Zdaniem ukaranych, skoro w trakcie protestu na drodze nie było już ruchu, więc trudno mówić o stwarzaniu jakiegoś zagrożenia.
- Mamy też wątpliwości, czy teren przed bramkami jest już autostradą - podkreślał Szczę-sny Filipiak, jeden z organizatorów protestu.
Sami ukarani podkreślali, iż składając apelację nie zabiegają o pieniądze, ale o zasadę. Zdaniem protestujących Stalexport składając zawiadomienia na policję chce bowiem prewencyjnie odstraszyć ich przed kontynuowaniem akcji. Spółka zresztą złożyła na policję nie tylko zawiadomienia o łamaniu przepisów ruchu drogowego, ale też o tamowaniu ruchu "poprzez celowe i świadome wydłużanie czasu płacenia na bramkach". Ten ostatni zarzut dotyczy motocyklistów, którzy swoją dezaprobatę wobec opłat za przejazd koncesyjnym odcinkiem autostrady wyrazili płacąc na "bramkach" drobnym bilonem. Na komendę w Mysłowicach trafiło czternaście takich właśnie doniesień o "celowym spowalnianiu ruchu".
Funkcjonariusze przeanalizowali zajście i we wszystkich przypadkach podjęli analogiczną decyzję.
- Odstąpiliśmy od skierowania do sądu wniosków o ukaranie tych osób uznając, że nie popełniły wykroczenia. Uznaliśmy, że w trakcie protestu motocykliści nie tamowali ruchu i stosowali się do poleceń obecnych na miejscu policjantów - mówi asp. sztab. Ryszard Padewski, rzecznik KMP w Mysłowicach.