Na deptaku w Ciechocinku
Wiadomości z rynku / Felietony - Iwaszkiewicz
Autor: Jerzy Iwaszkiewicz
Liczba odwiedzin: 2640
Zaczynają się tzw. podsumowania roku, więc spieszymy podsumować, że największym osiągnięciem była w motoryzacji budowa chodników. Jak Polska długa i szeroka wszędzie kładziono chodniki z pięknej, czerwonej kostki.
Pieniądze dała Unia Europejska, słusznie uznając, że jak nie ma dróg i Polacy nie mają po czym jeździć, to powinni sobie chociaż wygodnie pochodzić. Chodniki budowano w Warszawie, a także na głębokich wsiach mazurskich. Wygląda to dość śmiesznie. Są nowoczesne chodniki z wysokimi krawężnikami z betonu, a w środku dziura – drogi nie ma. Będzie w drugiej kolejności. Na deptaku w Ciechocinku też położono nową kostkę.
Nowy rząd o budowie dróg mówi znacznie mniej, więc jest nadzieja, że może coś z tego będzie. Poprzednio koncepcje były różne. Na jednym z odcinków drogi krajowej nr 43 Częstochowa – Poznań zabrano się do skuwania poboczy, a ekspert Wojciech Gierasimiuk z oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Katowicach uzasadniał, że jak droga jest węższa, to kierowcy będą jeździli wolniej i będzie mniej wypadków. Drogami zajmują się ciągle wybitni specjaliści.
Miasta poza tym stanęły. W minionym roku przybyło 1,1 mln samochodów, a ponieważ dróg nie przybywa, tylko chodników, więc się nie mieszczą. Powtarzanie tego jest nudne, ale jak stoją samochody, to stoi gospodarka, która na stojąco raczej nie będzie się rozwijać. Pan prezydent też zresztą odcięty jest od świata rozkopaną ulicą, do Sejmu dojechać nie może i aby się kawałek przejechać, musi jeździć do Gruzji.
Polska staje się coraz bardziej krajem motoryzacji stojącej. Polak kupuje samochód głównie po to, aby sobie w nim posiedzieć, ale tu trzeba uważać, bo może to prowadzić do niekontrolowanych reakcji. Znany jest przypadek z Włoch, zresztą z San Remo, kiedy to kierowcy nie chciało się dłużej czekać w korku i palnął sobie w łeb.
W podwarszawskiej Radości też zresztą było ciekawie. Mocno pijany i sfrustrowany motoryzacyjnie młody człowiek, któremu zabrano prawo jazdy, podpalił policyjny radiowóz, ale od razu się przyznał i zgłosił, że zamierza dobrowolnie poddać się karze. Prokurator tak się wzruszył, że od razu go wypuścił.
Tak mniej więcej minął rok. Dobrowolne poddanie się karze stało się zresztą nowym systemem wymiaru sprawiedliwości, nie tylko w motoryzacji. Pod sądami stoją tłumy i proszą, aby ich skazać, oczywiście na trochę i oczywiście w zawieszeniu.