Nasz człowiek w Chevrolecie
Wiadomości z rynku / Felietony - Iwaszkiewicz
Autor: Jerzy Iwaszkiewicz
Liczba odwiedzin: 3341
Nasz człowiek w Chevrolecie nazywa się Tomasz Osoś i pracuje w centrum Chevroleta w Zurichu. Istotne jest, że chodzi tu o Chevroleta koreańskiego przerabianego z Daewoo na amerykański.
Przeróbka poszła znacznie szybciej niż się spodziewano. Od pierwszej prezentacji modelu Lacetti trzy lata temu, pokazano już sześć nowych modeli i za każdym razem są one coraz bardziej amerykańskie. Zaczęło się od Lacetti, potem Aveo, Spark, Aveo sedan i Epica, która zastąpiła koreańską Leganzę. Wreszcie ostatni model, terenowa Capitvia skonstruowana już całkowicie przez General Motors tyle, że produkowana w Korei.
Interes się rozkręcił. W tym roku dopłynie do Europy 250 tys. Chevroletów wytwarzanych w tym kraju. To jest też obraz współczesnej cywilizacji - setki okrętów płynie po oceanach aby dowieźć samochody.
Capitiva jest autem, które na rynku samochodów terenowych może wprowadzić trochę zamieszania. Produkowane jest w wersji pięcio- i siedmioosobowej. Z silnikiem diesla 2,0 l kosztować będzie od jesieni 115 tys. zł., a w wersji benzynowej 2,4 l - 117 tys. zł. Porównując z cenami Kia Sorento (135 tys. zł.) czy Hyundaia Santa Fe (150 tys. zł.), które są zbliżone rozmiarami, Capitiva wydaje się być propozycją atrakcyjną. Jest wiele innych samochodów terenowych w granicach 100 tys. złotych np. bardzo udana nowa Kia Sportage, ale są to auta mniejsze.
Wróćmy do naszego człowieka w Chevrolecie Tomasza Ososia. Otóż był on jednym z pomysłodawców prezentacji Capitivy w Polsce. 1200. dziennikarzy z całego świata, 1200 kotletów i 1200. przytupców góralskiej kapeli w Zakopanem. Był to jakby pokaz „dwukrajowy”. Wszyscy wylądowaliśmy w Popradzie na Słowacji, potem wyruszyliśmy samochodami przez Tatry do Zakopanego do hotelu Belvedere, gdzie kiedyś mieszkał prezydent Kwaśniewski, a teraz znany publicysta motoryzacyjny Zdzisław Podbielski, autor słynnej książki pt. „Sam na sam z maluchem”.
Pomysł prezentacji Chevroleta w Polsce okazał się bardzo udany. Na całym świecie dobrze piszą o Captivie, a jeszcze lepiej o Polsce, którą wielu dziennikarzy widziało po raz pierwszy. Nasz kolega z Rygi twierdzi, że smak piwa nad potokiem w lesie jest wyjątkowo interesujący.