Niebezpieczne polskie drogi

Wiadomości z rynku / Archiwum

Autor: (TSz)

Liczba odwiedzin: 1932

Polskie drogi są jednymi z najniebezpieczniejszych - wynika z raportu Światowej Organizacji Zdrowia. Gorzej jest tylko na wschodzie i w krajach trzeciego świata.



Fot. Archiwum W przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców, co roku na naszych drogach ginie 14 osób - tyle samo, co w Gwatemali i w krajach trzeciego świata. W Europie gorzej jest tylko na Ukrainie, Łotwie, Słowacji, Litwie, Białorusi, w Rosji oraz w Grecji.

Spodziewanych efektów nie przyniósł mocno nagłośniony Narodowy Eksperyment Bezpieczeństwa „Weekend bez ofiar”, którego organizatorem była Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, przy współpracy Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, Komendy Głównej Policji, Państwowej Straży Pożarnej, Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Akcja była zakrojona na szeroką skalę i obejmowała działania edukacyjne upowszechniające wiedzę o praktycznych aspektach bezpieczeństwa drogowego. Uczestnicy happeningów mieli też okazję przejść kurs pierwszej pomocy. Głównym celem organizatorów akcji było zbudowanie wspólnoty osób, które w sposób aktywny chcą ograniczyć liczbę wypadków i ofiar na polskich drogach. Tymczasem rzeczywistość okazała się wręcz przerażająca. Przez dwa dni trwania akcji, doszło do 308 wypadków w których zginęły 44 osoby, a 542 zostały ranne. To oznacza, że na polskich kierowcach, w zdecydowanej większości, nie robią wrażenia żadne akcje czy apele.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że raport Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wskazuje, że na polskich drogach liczba śmiertelnych ofiar wypadków w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców jest trzy razy wyższa niż w Wielkiej Brytanii, Holandii i Szwajcarii. To właśnie tam jeździ się najbezpieczniej.W rankingu uwzględniono 178 państw, Polska uplasowała się na 85 pozycji. Przed nami sklasyfikowane zostały takie kraje jak Bangladesz, Bahama, Fidżi i Jamajka.

Eksperci coraz głośniej alarmują, że jeśli nie poprawimy bezpieczeństwa w krajowej motoryzacji, wypadki drogowe staną się główną przyczyną zgonów Polaków do 2030 roku. Specjaliści podkreślają, że Polakom brakuje na drodze cierpliwości, a często także kultury jazdy, ale ich głównym grzechem pozostaje niezmiennie niechęć do przestrzegania przepisów. Naszych rodaków nie zmusza do tego nawet częsty widok tragicznych wypadków. – Oczywiście jakaś refleksja się pojawia, ale nie na widok wypadku, bo wtedy myślimy: „To on był nieuważny, to on jechał za szybko i nie potrafił sobie z tym poradzić. Ja taki nie jestem” - tłumaczy Andrzej Markowski, psycholog transportu. - Widok rozbitych samochodów, krew na drodze powodują, że w najlepszym przypadku przez najbliższe kilka kilometrów kierowca będzie jechał ostrożniej, ale później znowu wciśnie gaz. Większe znaczenie ma kara, zagrożenie w postaci zabrania prawa jazdy. Ale nie jesteśmy naiwni i wiemy, kiedy kara taka naprawdę może nas spotkać. Dlatego zwalniamy przed fotoradarem, ale już przy zwykłym znaku ograniczenia prędkości niekoniecznie, bo nie zawsze stoi za nim patrol policji.

Zobacz także:
Zakończył się Narodowy Eksperyment Bezpieczeństwa
Trwa akcja „Weekend bez ofiar”

Komentarze

    • matias21
    • "W przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców" troche bez sensu bo w Bangladeszu, Bahama, Fidżi i na Jamajce na tyle mieszkańców jest mniej samochodów, a u nas "troche" więcej
    • tomek1
    • "Gorzej jest tylko na wschodzie i w krajach trzeciego świata." A to Polska nie jest krajem trzeciego świata? :-) Z taką polityką i zarządzaniem od wielu lat śmiem twierdzić, że tak.
    • grzeg1968
    • Chyba niestety nie trzeba być ekspertem, żeby takie coś stwierdzić… Dobrze, że problem złego stanu polskich dróg jest ciągle nagłaśniany. Źle, że nikt nie wyciąga żadnych wniosków. http://blog.mistrz-kierownicy.com.pl/
    • gilbert3
    • Tak naprawdę u nas kuleje kwestia odpowiedzialności za siebie i za innych. Nagminnie widzę, że kierowcy i pasażerowie aut nie zapinają pasów - np. matki z dzieckiem, nie sprawdzają ciśnienia w oponach, nie sprawdzają stanu oświetlenia czy hamulców, a o piciu to wszyscy wiemy, bo to akurat media nagłaśniają. Przeglądy u pana Zenka podbijane są bez patrzenia na auto, byle przez dwa tygodnie auto nie jeździło. Tymczasem Policja jest dla mnie instrumentem przeciwdziałania nie tyle zbędnym, co mało widocznym. Kontrole drogowe są zatrważającą rzadkością, kontrolowana jest jedynie prędkość nic więcej
    • tomek1
    • Ja właśnie nie lubię Panów "Zenków" bo biorą pieniążki ustawowe a nie badają auta lub badają "na oko". Ja korzystam z tych firm co dogłębnie sprawdzają pojazd (m.in. światła - ustawiają jeśli trzeba, hamulce, ukł.kierowniczy, amortyzatory) na takim przeglądzie a koszt taki sam.
    • Lukeathome
    • hmmm a moze statystyka ile dziur w drodze przypada na 100 tys mieszkańców?

Dodaj komentarz