Nielegalne mandaty z gminnych fotoradarów
Autor: Aldona Minorczyk-Cichy
Liczba odwiedzin: 8308
Do straży miejskiej, dla której na podstawie umowy z gminą zdjęcia drogowym piratom foto-radarem robi od marca prywatna firma, wkroczyło kilka kontroli. Najpierw policjanci na zlecenie wojewody śląskiego, potem także Najwyższa Izba Kontroli. – Kontrola trwa. O jej wynikach poinformujemy po zakończeniu – mówi tajemniczo Zbigniew Matwiej z NIK.
Kontrole odbędą się w skali całego kraju, bo istnieją podejrzenia, że łamane jest prawo. Interpelację w tej kwestii złożyła w Sejmie Lewica. Sprawą zajęli się już NIK, MSWiA i wojewoda śląski.
Fotoradary w Pszczynie obsługuje prywatna firma, z którą samorząd dzieli się wpływami. Jak powiedział nam Marek Kąkolewski, radca prawny z Komendy Głównej Policji, czerpanie korzyści przez prywatną firmę z wystawionych mandatów jest niedopuszczalne. – I niezgodne z prawem – dodaje.
NIK sprawdziła już także straż miejską w Szczecinku, a MSWiA w Mykanowie. W obu miastach z fotoradarów również zrobiono maszynkę do zarabiania. Zdaniem Macieja Kolona, współzałożyciela pszczyńskiego komitetu, jeśli nie zatrzyma się tego procederu, to kolejne samorządy zajmą się łupieniem kierowców. Maciej Kolon i Maciej Niemiec z pszczyńskiego stowarzyszenia twierdzą, że kierowcy są szykanowani.
– To, co się dzieje w gminie, bardziej przypomina polowanie – podkreślają. Radar pojawia się bowiem w miejscach, gdzie najłatwiej złapać nawet nieznacznie przekraczającego prędkość kierowcę, a nie tam, gdzie jest naprawdę niebezpiecznie.
W całym kraju policja ma 124 fotoradary. Średnio każdy z nich dziennie robi 7–10 zdjęć. Rocznie to około 2–3 tys. mandatów z jednego fotoradaru. Tymczasem w samej tylko gminie Pszczyna w ciągu niespełna pół roku prywatna firma takich zdjęć osobom przekraczającym prędkość wykonała 15 tys.! Kierowcy twierdzą, że ich kosztem próbuje się ratować budżet.
Tomasz Drąszkowski, wiceburmistrz Pszczyny, pomysłodawca współpracy z prywatną firmą, jest rozżalony. Napisał list otwarty, w którym twierdzi, że komitet podważa działalność straży miejskiej, nie interesuje go bezpieczeństwo.
– Rozważamy skierowanie doniesienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez komitet – mówi Drąszkowski.
Innego zdania jest poseł PO Henryk Siedlaczek. Już wiosną napisał w tej sprawie interpelację. – Radar nie może być pułapką na kierowców i maszynką do zarabiania pieniędzy. Ma sprawić, by było bezpieczniej – mówi parlamentarzysta.
Współpraca: JOL