Oszczędzić na oświetleniu

Porady / Wyposażenie

Autor: Tomasz Targański

Liczba odwiedzin: 5808

Już w 2011 roku nowe samochody mają być obowiązkowo wyposażane w oświetlenie diodowe do jazdy dziennej. Jednak już teraz każdy kierowca może je zamontować. Trzeba jednak za to zapłacić przynajmniej kilkaset złotych.



Fot. Janusz Wójtowicz Od paru lat mamy obowiązek jazdy na światłach przez całą dobę. Służą nam do tego głównie światła mijania. Ich minusem jest duży pobór prądu, a to z kolei powoduje zwiększenie zużycia paliwa. Rozwiązaniem jest używanie specjalnie stworzonych do tego celu świateł do jazdy dziennej, określanych także skrótem DRL (Daytime Running Lights).

W DRL-ach nie wykorzystuje się żarówek halogenowych. Oświetlenie drogi nie ma tu bowiem większego znaczenia. Ważne jest tylko to, aby nasze auto było widoczne. Światła DRL właśnie dlatego są znacznie mniejsze i dają mniej oślepiające światło.

– Korzyści wynikające z zamontowania świateł do jazdy dziennej są oczywiste – mówi Marcin Koterba z Toyota Alan Auto we Wrocławiu. – O wiele rzadziej wymienia się przecież żarówki, występuje niższe zużycie paliwa, a także mniejsza emisja dwutlenku węgla do atmosfery.

Zamiast konwencjonalnych żarówek wykorzystuje się diody LED. Emitują one intensywne światło, którego nie mogą nie zauważyć kierowcy i przechodnie. Koncepcja wykorzystywania diod LED do oświetlenia zewnętrznego samochodów nie jest niczym nowym, do tej pory jednak ograniczała się ona głównie do świateł tylnych, a przede wszystkim do dodatkowego światła stopu.

Światła tego typu szybko się nie zużyją, ich żywotność szacuje się na 250 tys. kilometrów. Decydując się więc na diody sporo oszczędzamy. Redukcja poboru energii również jest znacząca – światła te zużywają 6-9 W w porównaniu do 100-130 W przy stosowaniu standardowych świateł mijania.

– Montaż wraz z kupnem nowych lamp to koszt sięgający 800 zł. Dlatego rzadko ktoś decyduje się na wymianę świateł mijania na diody. Ponadto coraz częściej samochody fabrycznie wyposażone są w takie oświetlenie – tłumaczy Marcin Koterba.

Diody LED charakteryzują się ponadto małymi rozmiarami, co pozwala elastycznie projektować zewnętrzny wygląd pojazdu. Dodatkowe lampy można umieścić np. na przednim zderzaku. Zgodnie z przepisami, odległość między lampami musi wynosić co najmniej 60 cm, a wysokość od powierzchni drogi – od 25 do 150 cm.

Do roku 2009 polskie przepisy wymagały, by podczas jazdy na światłach dziennych paliły się światła pozycyjne. Było to sprzeczne z prawodawstwem unijnym. Stan rzeczy zmieniło rozporządzenie ministra infrastruktury z 4 maja 2009 roku, które zmieniło obowiązujące przepisy, dostosowując je do europejskich norm prawnych.

Światła do jazdy dziennej muszą mieć znak homologacji E. Nie wszystkie dostępne na rynku diodowe światła do jazdy dziennej mogą być jednak używane zgodnie z prawem. Na przykład niektóre lampy z Tajwanu, z homologacją E4, ale bez literek RL, nie spełniają żadnych norm. Ponadto nie są hermetyczne.

Komisja Europejska chce, aby światła do jazdy w dzień oparte na technologii LED były obowiązkowe we wszystkich samochodach wyprodukowanych po 2011 roku.

Komentarze

    • Wojtas-BB
    • "Ponadto polskie przepisy nakazują, aby jednocześnie ze światłami dziennymi zapalały się także tylne światła pozycyjne." - panu specjaliście proponuję zajrzeć do Dz.U. 2009 nr 75 poz. 639 i przeczytać co znajduje się w pozycji 18 tabeli załącznika nr 6 do w/w rozporządzenia.
    • lukasz1981
    • Dokładnie, Autor ma nieaktualne informacje.
    • ixs
    • A ja czekam kiedy zniosa ten bezsensowny obowiazek jazdy na swiatlach!!!!
    • odmienić oblicze motoryzacji- tej motoryzacji
    • a ja czekam na to kiedy wszyscy "pokrzywdzeni" tym wymogiem swą troskę o poszanowanie energii konsekwentnie przeniosą na wszystkie inne rozważania dotyczące transportu, o codziennej technice jazdy nie wspominając. Skala marnotrawstwa dokonującego się codzień na ulicach jest o kilkadziesiąt(set) razy większa niż z powodu świateł

Dodaj komentarz