Pierwszy raz za kierownicą

Przepisy / Prawo jazdy

Autor: (pim)

Liczba odwiedzin: 15059

Procedura jest zazwyczaj podobna. Kandydat na kierowcę zapisuje się na kurs, następnie uczy się teorii, po czym przychodzi czas na pierwszą jazdę.

 

Wilgotnymi dłońmi adept sztuki kierowania ustawia lusterka oraz fotel kierowcy, choć wciąż nie wie, w jakiej pozycji będzie mu najwygodniej. Próby ruszania i zmiany biegów są dla niego interesującym doznaniem i zdecydowanie morderczą próbą dla pojazdu, którego dosiada.

 

Kierowców (na szczęście) dwóch

 

Następnie adept sztuki kierowania wyjeżdża na jazdy miejskie z suflerem na prawym fotelu. Tak naprawdę jeździ samochodem, które ma dwóch kierowców. Instruktor, pomimo swej pozornie pasywnej postawy, często decyduje o zdrowiu i życiu kursanta manewrami, których ten, Fot. Paweł Nowak zaaferowany, nawet nie zauważa.

 

Postępy wydają się być znaczące. Kilka jazd po ulicach, trochę mniej lub bardziej przydatnego w praktyce lawirowania między pachołkami i pierwsze podejście do egzaminu. Sporo stresu, próba na placyku, wyjazd na miasto i sukces. Udało się zdać egzamin za pierwszym razem.

 

W jednej kursant zamienia się w kierowcę. Co ciekawe, im młodszy, tym bardziej wierzy we własne umiejętności i nieomylność. Nie zdaje sobie sprawy, że prawdziwy egzamin dopiero go czeka.

 

W momencie gdy świeżo upieczony kierowca zasiada sam za kierownicą i wyjeżdża na drogę, przechodzi prawdziwy chrzest. Praktyka uczy, że ograniczeń prędkości przestrzegają jedynie samochody z literą „L” na dachu.

 

Setka dla koleżanki

 

Młody kierowca szybko dostosowuje się do narzuconego, agresywnego stylu jazdy. Klakson zaczyna służyć do wyładowania frustracji na innych, którzy jeżdżą oczywiście gorzej.

 

Następnie przychodzi czas na pokazanie auta znajomym. Są koledzy, koleżanki, więc warto się popisać. Wsiadają do auta, odjeżdżają. Po chwili pojawia się inny samochód na drugim pasie. Czerwone światło zmienia się na zielone, jest pisk opon, adrenalina uderza do głowy. W centrum miasta samochody osiągają ponad 100 km/h. Nagle na sygnalizatorze przed niedoświadczonym kierowcą wyrasta czerwone światło. Ostre hamowanie, bezradność i strach rysują się na twarzach pasażerów i kierowcy. Auto zatrzymuje się za skrzyżowaniem. Na szczęście nic nie jechało. Nie zawsze jednak kończy się tak szczęśliwie. Dobitnie potwierdzają to statystyki wypadków z udziałem początkujących kierowców.

 

 

Zdany egzamin to nie wszystko. Jazdy samochodem człowiek uczy się wiele lat. Im wcześniej zacznie, tym lepiej. Warto jednak pamiętać, że nie jest sztuką samochód rozpędzić, ale zatrzymać go tam, gdzie życzy sobie kierowca.

Komentarze

    • Jack (gość)
    • Jeśli absolwenci kursów są tak słabo przygotowani to wynika z tego, że kursy bardzo słabo kształcą. Czyli należy wziąć za tyłek nie tylko egzaminatorów (chociaż swoją drogą to kupa łapowników) ale również szkoły jazdy. Biorą przecież kasę za kształcenie kierowców a nie tylko za wyrobienie godzin jazdy i złapanie jak największej liczby kursantów aby zrobić budżer firmy. Kurs musi być przy tym nie tyle dobry a przede wszystkim tani (a więc byle jaki) aby się zapisała jak największa ilość kursantów. Mam wrażenie że opłata jest w większej części opłatą za wystawienie zaświadczenia o zakończeniu kursu niż opłatą za nauczenie czegokolwiek.
    • Kierowca, Z życzeniami szerokiej drogi!
    • "Zdany egzamin to nie wszystko. Jazdy samochodem człowiek uczy się wiele lat." Nalezy sobie zdać sprawę, smutna prawdę, że kurs nie uczy jeździć ale uczy jak zdac egzamin. Tak było odkąd pamiętam i chyba wiele sie nie zmieni w najblizszym czasie.
    • SammyX (gość)
    • "Jazdy uczysz sie całe życie" i, i tak nie zawsze wiesz co masz zrobić, ale to nie dowód na to, że młody kierowca nie może być lepszym kierowcą od starszego. Widać to szczególnie w święta kiedy to wypadają na trasy wszyscy niedizelni kierowcy :( .
    • Innsbruck (gość)
    • Jack ! Instruktorzy uczą tego, czego życzą sobie klienci: jak zdać egzamin. W miarę wzrostu wymagań na placach manewrowych, kursanci coraz więcej czasu spędzają właśnie tam, a nie na drogach. Jak sądzę nowe rozporządzenie niewiele zmieni, bo zakłada parkowanie poza placem, a nie zlikwidowanie tej "umiejętności" na egzaminie. Najpierw należy się nauczyć jeździć, brak umiejętności parkowania może być wkurzający, ale nie prowadzi do poważnych wypadków ! Zajmowanie więc kursanta tego typu umiejętnościami jest po prostu głupie. W części teoretycznej kursanci w kółko powtarzają kilkaset pytań testowych, bo od odpowiedzi na te pytania zależy egzamin, nie mają czasu, ani ochoty na wchłonięcie naprawdę potrzebnej za kierownicą wiedzy. Winę ponosi ustawodawca, a nie instruktorzy. PS. Nie jestem instruktorem, ale pośrednio jestem związany z tą branżą, znam więc temat od kuchni.
    • k_n_k (gość)
    • Hmmm... Ja osobiście do kursu podszedłem w ten sposób: "Uczę się jak zachowywać się na dordze, jak prawidłowo zmieniać pasy, jak zachowywać się względem innych kierowców, jak ruszać, jak chamować itp.", czyli nauka rzeczy naprawdę praktycznych w późniejszym wykorzystywaniu samochodu. Na placu byłem tylko 3 godziny z 30, które wyjeździłem punciakiem. Do tego robiłem kurs zimą i nikt się nie kwapił do odśnieżenia placu, dlatego jeździłem po nim na wyczucie, a nie po liniach. :/ A gdy nadszedł czas egzaminu wielkie było moje zdziwienie, że nie zaliczyłem placu. Myślałem, że to tylko taka pierdoła i że najważniejesza jest jazda na mieście. Nie znałem technik "na wycieraczkę", czy inne tego typu nonsensy. A po 2 zawaleniu egzaminu wróciłem na plac i jeździłem porzyczonym od mamy Seicento. No i za 3 razem już zdałem, ale jechałem na wyczucie. Co ciekawe, wszystko zaliczyłem za 1 razem. To zasługa tych +20 godzin zabawy na placu. A na mieście to już wogule był popis, bo z tym akurat nigdy nie miałem problemu. ;) Ale teraz jak sobię myśle o tym kursie to całkiem sensowny wydaje się plac, ale bez takich kosmicznych ograniczeń. Parkowanie na 20 cm? Manewry z tylko 1 możliwą korektą? Pas kuchu ciasny jak jakaś podrzędna droga polna? Masakra. 30 godzin kursu to poprostu zamało, żeby nauczyć kursanta wszystkiego w odpowiedni sposób. Są 2 proste rozwiązania: znosimy te kretyńskie ograniczenia na placu, albo wydłużamy ilość godzin jaką mamy przejechać na kursie zanim dopuszczą nas do egzaminu. Ja jestem za 1, bo jaki jest sens nauki nawet choćby przez 100 godzin jakiegoś wycieraczkowego farmazonu, czy nauki wyczucie odległości w aucie, skoro jak kończę kurs, to wsiadam do Mondeo kombi wujka, Nexii ojca, czy mojego BMW, a wszystko czego cię uczyli idzie wpi**u. Jaki jest sens nauki tej "doskonałej" jazdy samochodem, kiedy po odebraniu prawka wsiadasz w inne auto, w którym nie obowiązują prawie żadane zasady, jakie uczyli cię na placu? Efekt takiej nauki: porysowane boki (bo na kursie mi wychodziło jak patrzyłem na jeden pachołek, a kiedy mijałem drugi skręcałem ostro kierownicą), oberwane zderzaki (bo chciałem zaparkować na 20 cm i nie wiedziałem, że ten samochód ma taką długą maskę) itd. :/ Ale plac powinien być, żeby dokładnie sprawdzić, czy kursant umie odpowiednio zasygnalizować chęć jazdy w danym kierunku, czy potrafi zatrzymać samochód, ruszać z górki, zawracać itp., ale też żeby taki zestresowany kierowca w trakcie examinu nie zniszczył przez przypadek swojego i czyjegoś samochodu podczas próby wykonywania manewru. Jednak nerwy robią swoje, podczas egzaminu większości podskakuje adrenalinka, a akurat parkowanie i wszelakie wjazdy w normalnych okolicznościach wykonuje się na spokojnie (przynajmniej tak powinno się je robić :).... P.S. Trochę to bez ładu i składu, ale jestem zmęczony. ;)
    • kierowca BCE mechanik (gość)
    • Jazdy samochodem uczymy się codziennie i całe życie , codziennie nowe sytuacje , codziennie inni współużytkownicy drogi , codziennie również kretyni nieznający przeznaczenia kierunkowskazów czy skręcania w lewo z lewej krawędzi pasa ( lub na odwrót ) MASAKRA !!! Bezmyślność , egoizm i hamstwo panuje na naszych drogach tak bardzo dziurawych. A jeśli kierowca w sytuacji podbramkowej sunąc bezwładnie na zblokowanych kołach na inne auto np. na gołoledzi zdoła przezwyciężyć naturalne odruchy samoobronne i odpuszcza hamulec , omijając przeszkodę , to może powiedzieć z całą świadomością że jeździ dobrze. Ale nie w czasie upozorowanej sytuacji na pustym placu i pudełkiem po telewizorze szt.1 tylko w sytuacji naturalnej , nagłej , nieprzewidzianej. Ktoś by pewnie powiedział , a co to za sztuka ....a jednak wielka. Tak jak w życiu ,tak i Pan Ireneusz Bieleninik w "szkole bezpiecznej jazdy auto - skoda" na tvn turbo, też myślał że to takie proste. Było proste raz ,drugi , trzeci , ale.... za czwartym przejazdem dostrzegł za pudłem kamerzyste , i co się stało ?..... odruch samoobronny niepozwolił mu puścić hamulca sunąc prosto na przeszkodę , nadmieniam że na manewr miał całą szerokość pasa startowego a nie ulicę , a mimo to nie dał rady. Albo kto w bocznym niezaplanowanym poślizgu zdoła wdepnąć gaz do dechy z niewielką kontrą żeby dociążyć tył i wyjść z opresji ? myśle że 0.01% Ciekawy jestem ile kierowców z nadejściem pierwszego śniegu jedzie na plac z kilkoma pudełkami potrenować zachowanie samochodu ?.... pewnie tylko tacy fanatycy jak ja (0.1%)
    • młody kierowca (gość)
    • Zachowanie się na drodze nie zależy od wieku czy doświadczenia kierowcy. Jak ktoś jest "szajbusem" to i 20 lat po egzaminie będzie sie ścigał z głupkami spod świateł. Co do kursu to też uczyłem się jazdy na placu na lusterka i liczenie kątu obrotu kierownicą. Jaki efekt? cały czas mam problem z parkowaniem, przeważnie powtarzam po nie ma słupków, lusterka na maxa w dół i nie jadę tylko na sprzęgle. Drugi problem: wyprzedzanie, pierwszy raz wyprzedzałem na egzaminie co mogło skończyć się stłuczką i oczywiście niezdanym egzaminem, ale już opanowałem tę sztukę. Na swoim przykładzie dochodzę do wniosku, że jazdy uczę się dopiero po zdanym egzaminie. Także wątpię żeby nowe przepisy coś zmieniły.
    • galgan25 (gość)
    • :) Ukoñczony kurs na prawko to nie wszystko, o tym wie wiêkszoœæ kierowców. Doœwiadczenie i kilka "przeje¿d¿onych zim" daj¹ trochê wiêcej pewnoœci za kierownic¹. Jednak, czy nie powinno siê daæ szansy wszystkim kierowcom na dalsze ksztalcenie poza ruchem miejskim? Mo¿e jakieœ szko³y dla kierowców, którzy maj¹ ju¿ "papiery". Jeœli nie kosztowaloby to kolosalnych sum, to mo¿e i ja po przejechaniu 200 tys. km te¿ zapisalbym sie do takiej szko³y... Nauki nigdy za du¿o!!!
    • Behemon (gość)
    • Zgadzam się z <kierowca BCE mechanik>. Przejechałem duzo kilometrów, jednak pomimo tego, że dużo poza miastem, dużo w mieście nadal nie wiem jak zachował bym się w naprawdę ekstremalnej sytuacji. Miałem ich kilka ale czy nacisnę gaz wtedy kiedy trzeba wyprowadzić auto z poślizgu czy będę wbijał nogę w pedał hamulca? Nie wiem. Wczoraj na trasie miałem taką sytuację - noc, gołoledź trzy samochody przedemną hamuje ostro z 80km/h do 0km/h pewna pani, inne auta zaskoczone tym hamują i uciekają na pobocze lub przeciwległy pas. Powód hamowania - otóż ta pani nie chciała rozjechać kotka, który wszedł na jezdnię. I drugi przykład z zeszłego roku. Na moście w zimie, droga oblodzona, z naprzeciwka zjeżdża TIR, na drogę wyskakuje wielkie psisko. Widzę to wjeżdżając na most i czuję pod kołami jak bardzo jest ślisko (myślę zacznie hamować, złozy się w pół a ja już stamtąd nie wrócę). Otóz nie. Kierowca jechał prosto na zwierzę i nie wykonał żadnego manewru, który mógł skończyc się tragicznie. Wiem, że był wszystkiego świadomy i że uczynił tak celowo. Obyśmy wszyscy byli tak trzeźwo działający, choć coś się z niektórymi kierowcami TIRa czasami dzieje, że myślę, że i im brakuje niekiedy rozumu.
    • mariush (gość)
    • a ja właśnie wczoraj zadłem egzamin ( za 4-tym podejsciem )
    • marta (gość)
    • Egzamin zdałam za pierwszym razem - niedawno. Ostatnie godziny kursu na mieście były przyjemnoscią bo po 1. nauczylam sie zachowywac w mniare poprawnie w ruchu miejskim a po 2.komfort drugiej głowy (instruktora) który nad wszystkim panuje i pierwszy szok przeżyłam jak po raz pierwszy sama wyjechałam na miasto - nie spodziewałam sie szczerze mówiać takiego doświadczenia ;) wtedy uswiadomiłam sobie jak wielka ODPOWIEDZIALNOSć na mnie spoczywa i jak ważna jest ostrożnosć i ograniczone zaufanie. Narazie bezwypadkowo a kazdy mój samodzielny wyjazd to kolejna lekcja. BTW zgadzam sie z tym że wymagania co do placu i centymatrów, parkowania na lusterka i wycieraczki to idiotyzm bo to się zupełnie nie przydaje w praktyce.
    • kelly (gość)
    • ja zdalam egzamin w styczniu tego roku.A za pare tygodni planuje kupic auto oczywiscie boje sie wyjechac na autostrade bo przeciez minelo troche czasu kiedy to ostatnio siedzialam za kierownica,ale mam nadzieje ,ze dam sobie rade.Wiem ze jak juz bede jezdzic to bede sie uczyc na swoich bledach,ale kazdy kierowca ten poczatkujacy musial to przezyc wiem ze musze dac rade bo inaczej to co mam to prawko wsadzic do szuflady i ma lezec to poco je bylo robic ?.im blizszy termin kupna auta tym bardziej ogarnia mnie panika jak to bedzie jak wyjade na miasto czy autostrade ale nie zrezygnuje zawsze chcialam miec auto i byc dobrym kierowca musi mi sie udac
    • lalcia (gość)
    • ,,"Zdany egzamin to nie wszystko. Jazdy samochodem człowiek uczy się wiele lat." Nalezy sobie zdać sprawę, smutna prawdę, że kurs nie uczy jeździć ale uczy jak zdac egzamin. Tak było odkąd pamiętam i chyba wiele sie nie zmieni w najblizszym czasie. " tak jest do tej pory...niestety
    • sabrlin
    • Racja bo nawet na głupim parkingu można mieć kłopoty ---------- Komentarz moderowany z powodu umieszczenia linku do reklamy

Dodaj komentarz