Podium dla Holty i Golloba
Autor: Wojciech Koerber
Liczba odwiedzin: 962
Od dawna wiadomo, że dobra żona głowy mężowej korona, jednak Tomasz Gollob swoją koronę indywidualnego mistrza świata zakładał będzie - w co wierzymy - na przekór byłej małżonce Brygidzie. Ale za to ku uciesze tysięcy Polaków, choć - bądźmy szczerzy - tyleż ma ten zawodnik wyznawców swego talentu, co jego tępicieli.
Sobotnią GP Skandynawii w szwedzkiej Malilli wygrał Rune Holta i awansował na czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej. 37-letni Ryszard Holtański, Norweg z polskim paszportem, żony jeszcze nie ma, za to wyniki życiowe. To dla niego grali Szwedzi „Mazurka”, choć śpiewał kapitan naszej reprezentacji z najniższego stopnia podium. Tomek ma psychikę kosmonauty - chwalił ostatniosyna Władysław Gollob, sam pilot samolotowy z zamiłowania. Miał rację. W tanich liniach lotniczych Papy nerwy trzeba mieć przecież z żelaza. Pamiętamy, gdy przed laty, w Tarnowie, miast na lotnisku usiadł senior swoją awionetką na drzewie, przewożąc syna i właśnie Holtę z zawodów GP na spotkanie ligowe. Sporo gipsu wówczas zużyto.
Gollob to od lat człowiek do specjalnych poruczeń. Trzykrotnie zapewniał już naszej kadrze DPŚ ostatnim biegiem. W tym sezonie jest niezwykle pewny siebie, zdecydowany, czasem nazbyt w atakach przy krawężniku, kiedy próbuje odsuwać rywala pod płot. Raz uda się dyskretnie, innym razem nie. Jak w sobotni wieczór, kiedy Polak nie dał szans Emilowi Sajfutdinowowi. I obaj „poszli w kozły”. Dla Rosjanina była to pierwsza runda GP od kraksy w Pradze, gdzie złamał ramię. Teraz zwichnął nadgarstek, który na cztery tygodnie trafił do gipsu. Emil nie pomoże więc swojej Polonii w barażowym dwumeczu z Włókniarzem Częstochowa. Czy zatem Gollob niechcący spuścił swoją Bydgoszcz do I ligi? Przeciwnicy Polaka narzekają, że po Emilu do celu, lecz to, niestety, część speedwaya. By zostać mistrzem świata, trzeba kozaczyć.
Gollob szczęśliwie skończył w jednym kawałku i z zakrwawioną dłonią przystąpił do półfinału, w którym po raz drugi w sobotę pokonał Jarosława Hampela. „Mały” przegrał jeszcze z Jasonem Crumpem, zatem już przed finałem odzyskał Gollob pozycję lidera GP. A w przywracaniu do stanu używalności najlepszego motocykla pomagał mu kolega z Caelum Stali Nicki Pedersen. Ten sam, który jeszcze przed okiem rzucał w Polaka rękawiczkami oraz mięsem. Teraz to jednak kumple. No a Duńczyk, który właśnie wrócił na tor po złamaniu łopatki, miał trochę wolnego. Już w pierwszym jego starcie postawiło go jak uczniaka, a Hans Andersen nie był w stanie uciec. Kraksa. Pedersen przegrał z bólem po kolejnym wyścigu, Andersen walczył do końca mimo złamanych dwóch palców. Thriller in Malilla.
Do zakończenia mistrzostw pozostały jeszcze imprezy w Gorican (28.08), Vojens (11.09), Terenzano (25.09) i Bydgoszczy (9.10). A już w sobotę GP Challenge w Vojens, gdzie pierwsza trójka zapewni sobie stałe miejsca w przyszłorocznym cyklu. Powalczą o nie m.in. Grzegorz Walasek, Tomasz Gapiński, Sebastian Ułamek i Janusz Kołodziej, a może także rezerwowy na dziś Adrian Miedziński. Trzymamy kciuki za Kołodzieja, bo jeśli sam sobie miejsca w elicie nie wywalczy, to mimo kapitalnego sezonu przy stoliku mogą mu nie pomóc. Zbyt wielu mamy chętnych do czterech dzikich kart będących w gestii organizatorów. Na razie pod kreską - czyli poza ósemka - jest bowiem czterech murowanych kandydatów. Po pierwsze Pedersen, bo to... Pedersen. Po drugie Chris Harris, bo Anglika zabraknąć nie może. Po trzecie Sajfutdinow, bo świeża krew musi być. I wreszcie Greg Hancock, który jako jedyny wystąpił we wszystkich 129 turniejach GP od narodzin cyklu (1995). W sobotę zaliczył w nim swój 700. bieg. Dziadek Greg mimo skończonej czterdziestki nie zamierza kończyć z elitą. Jeśli nie wskoczy do ósemki, karta należy się za zasługi.
Zobacz także:
Polacy mistrzami świata