Podrożeją nowe samochody, bo złoty słaby

Wiadomości z rynku / Archiwum

Autor:

Liczba odwiedzin: 4537

Eksperci twierdzą, że podwyżki do końca zarżną dotkniętą już kryzysem branżę motoryzacyjną. Zdrożeją nie tylko samochody o pojemności silnika powyżej 2 litrów (wyższa akcyza), ale także mniejsze auta. Producenci już zapowiedzieli, że ze względu na spadek kursu złotego wszystkie samochody z rocznika 2009 będą o 5-6 proc. droższe.

Produkujące głównie na eksport polskie spółki już dziś wstrzymują produkcję i zwalniają ludzi. Z pracą do tej pory pożegnało się już 6 tys. osób. W przyszłym roku sytuacja ma być jeszcze gorsza. Zdaniem analityków tylko do końca marca pracę straci nawet 14 tys. osób, z czego połowę będą stanowić osoby zatrudnione na stałe. To liczba zbliżona do skali redukcji zatrudnienia zapowiedzianej na najbliższe tygodnie w Czechach.

- Największe problemy mają dziś dostawcy części i komponentów - mówi Rafał Orłowski, analityk z firmy Automotivesuppliers.pl. Gwałtowny spadek sprzedaży, a co za tym idzie i produkcji, sprawił, że producenci samochodów z opóźnieniem wypłacają pieniądze. Dla małych i średnich firm, którym dziś najtrudniej zaciągnąć kredyt bankowy, takie opóźnienie oznacza utratę płynności finansowej, a z czasem niewypłacalność i bankructwo.

Trudne chwile przeżywają też polskie fabryki wielkich koncernów. Z powodu kryzysu zagrożonych jest kilkaset miejsc pracy w zakładzie Toyoty w Jelczu-Laskowicach. Dziś pracuje tam 1 tys. osób., ale od września, kiedy fabryka przeszła z dwóch na jedną zmianę, 200 z nich przebywa głównie na szkoleniach, zamiast pracować. Zakład produkuje m.in. nowoczesny silnik Diesla o pojemności 2,2 litra. Przyszły rok może być dla spółki katastrofalny, bo od stycznia wchodzi w życie wyższa akcyza. Rząd, aby ściągnąć do budżetu więcej pieniędzy na walkę z kryzysem, postanowił zwiększyć akcyzę z obecnych 13,6 do 18,6 proc. na rejestrowane u nas auta z silnikami o pojemności powyżej 2 litrów.

- Zmiana stawek akcyzy zmniejszy sprzedaż aut z produkowanymi w Polsce nowoczesnymi silnikami Diesla o pojemności 2,2 litra - mówi Witold Nowicki, dyrektor handlowy polskiego oddziału Toyoty. - To, wbrew oczekiwaniom, zmniejszy wpływy do państwowej kasy.
Silniki z Jelcza montowane są w terenówkach i pikapach Toyoty, a także w modelach Auris, Corolla Verso, Avensis.

- Zamiast podwyżki akcyzy rząd powinien wprowadzić podatek ekologiczny uzależniony od norm emisji spalin, co zwiększyłoby popyt na nowe auta - uważa Nowicki.

Ministerstwo Gospodarki cały czas pracuje nad pakietem ustaw dla polskiej branży motoryzacyjnej, ale zastąpienia akcyzy opłatą ekologiczną nie planuje. - Na początku stycznia przedstawimy nasze propozycje pakietu wsparcia dla branży - mówi Magdalena Gawlas z biura prasowego resortu gospodarki. - Pakiet ma na celu z jednej strony stymulowanie popytu wśród konsumentów, a z drugiej wprowadzenie bardziej elastycznych zasad działania dla przedsiębiorstw przeżywających okresowe spowolnienie produkcji - podkreśla Gawlas. Chodzi tu głównie o zmiany w kodeksie pracy.

Pracodawcom z branży motoryzacyjnej życie ułatwiłaby zmiana prawa w zakresie zatrudnienia pracowników czasowych za pośrednictwem agencji. - Obecnie przepisy nie pozwalają zatrudnić ich na dłużej niż 12 miesięcy u jednego pracodawcy w ciągu trzech lat - mówi Grzegorz Górski z Toyota Motor Manufacturing Poland, rzecznik fabryki koncernu.

Pracownicy czasowi są idealni w czasie kryzysu, bo stanowią oni znacznie niższy koszt dla pracodawcy.

Niestety, obecne przepisy prawa pracy ograniczają czas jego zatrudnienia u jednego pracodawcy.

Komentarze

    • Onufry Zagloba
    • To ekolodzy pewnie zacierają ręce. - mniejsza sprzedaż aut nowych - mniej aut na drogach (stosunkowo więcej starych, cóż... shit happens :)) - mniejszy popyt na paliwa - mniejsze zanieczyszczenie środowiska - więcej ludzi w autobusach, pociągach i na rowerach Szkoda tylko tych zwolnionych, ale co tam znajdą sobie robotę gdzie indziej:)
    • zseba
    • Za wyższy podatek na silniki powyżej 2litrów możemy podziękować PO i panu Kulczykowi - takie informacje przekazał mi jeden z dealerów samochodowych. Lobby zawarło układzik z rządzącymi by wykosić konkurencję - VW w klasie aut najczęściej sprzedawanych ma diesle do 2litórw - konkurencja w dużej części ma diesle 2.2 i 2.4 litra. Ot cała prawda - pewnie odbyło się to pod przykrywką ekologii ale kto uwierzy w to że polski rząd myśli o ekologii ?
    • maestro00
    • Po pierwsze w 100% zgadzam się z ZSEBA. Po drugie: co roku straszą nas że auta mają znowu drożeć (zresztą już mamy najdroższe auta w Europie) - tym czasem ceną rządzą prawa znane już od średniowiecza mianowicie, im mniejszy popyt tym niższa cena i albo producenci dostosują się i obniżą ceny albo zbankrutują więc rzekome gadanie o podwyżkach to coroczny prima aprilis. Obecnie prawie każdy prywatny dealer idzie po rozum do głowy i sprzedaje auta z tak dużym rabatem (zwłaszcza przedsiębiorcom) że marża jest bliska 0 a zarabiają na obowiązkowym serwisowaniu i przeglądach które tanie nie są.
    • maestro00
    • ad. Rachunek dealera jest prosty: Atrakcyjna cena -> więcej aut sprzedanych -> więcej aut serwisowanych i naprawianych -> więcej pieniędzy ;) Nawet jeśli ceny wzrosną to i tak dealerzy skompensują podwyżkę rabatem który niejednokrotnie sięga nawet 20%. Inaczej upadnie - w pOLSCE. Gdyby tylko producenci aut nie byli tak łakomi to dawno ich problem ze sprzedażą aut by zniknął. Bo jak to jest że to samo auto do USA można przewieźć i sprzedać za 50% ceny w pL i jeszcze na tym zarobić ? Tam już dawno każda marka która starałaby się obciągać ludzi z kasy zostałaby wyrżnięta z rynku.
    • nabaam
    • A niech sobie drożeją. Jak postoją do jesieni na dilerskich parkingach to potem bardziej stanieją.
    • nabaam
    • Jesli na koniec roku auto warte 100 000zl jest sprzedawane z rabatem 10 000 - 15 000zl to ile naprawdę jest warte? Lakomy traci dwa razy. Zlodziejski rząd dzieki któremu podrożaly auta + 2.0l bezpieczniejsze i z lepszą techniką od tych aut - 2.0l. Mniejsza sprzedaż = mniejszy zysk = mniejsze podatki firm sprzedających samochody. No i producenci samochodów czekający z rabatami na koniec roku. A mozna bylo już w styczniu obciąć cenę takiego wozu o te kilkanaście tysięcy i szybciej by się sprzedalo. A zresztą mam gdzieś to ile kosztują auta w Polsce. Ja kupuję auta w Niemczech bo taniej.
    • mag
    • Kto ma kupić nowy to i tak kupi.Kto chce ryzykować i kupić auto z niemiec co jeżdził emeryt o małych przebiegu :))) to kupi używane. Poza utratą wartości dla niektórych liczy się komfort jazdy nowym samochodem, świadomość legalnego przebiegu itp. Ale generalnie czym będziemy bardziej zamożni to sprzedaz nowych aut tez będzie rosła.
    • nabaam
    • Ja gadam o nowych autach kupowanych w Niemczech. Jest taniej niż w Polsce. Powaznie. Tylko trzeba się rozejrzeć po tych ich salonach i trochę potargować.
    • dar
    • Tylko nikt z was geniusze nie wpadł na pomysł,żeby zaproponować "biednym"firmom samochodowym sprzedaż po cenach...USA.oczywiście łatwiej wyzywać rząd od złodziei choć jeżeli on kradnie to robi to dla was,waszych rodzin itp.
    • maestro00
    • dar "Tylko nikt z was geniusze nie wpadł na pomysł,żeby zaproponować "biednym"firmom samochodowym sprzedaż po cenach...USA." Jak to nikt , ja wpadłem :D Aha zapomniałem dodać że dealer zarabia na aucie średnio 20% wartości więc stać go na rabat, zresztą producent też ma z czego zejść. mag "Ale generalnie czym będziemy bardziej zamożni to sprzedaż nowych aut tez będzie rosła." Do tego jeszcze bardzo długa droga - wtedy będziemy już pewnie poruszać się statkami kosmicznymi :D
    • TAD1
    • W Polsce auta są jedne z najdroższych na świecie !!! - A nie w Europie .
    • dolar
    • Artykuł sponsorowany przez lobby dealerskie żeby pozbyć się aut ze stocku 2008. Do kolegi nabaam: Może i niektóre auta są w niemczech tańsze ale teraz rozglądam się za nowym autkiem i porównywałem ceny aut w polsce i niemczech i wcale az tak atrakcyjne nie są.Euro podrożało no i trzeba doliczyć koszty importu, jak ktoś mieszka przy zachodniej granicy to może i mu się opłaca ale dla mnie jako mieszkańca centralnej polski nie za bardzo:)
    • nabaam
    • Bo cały problem polega na szukaniu okazji w niemieckich salonach. Warto szukać w małych miastach bo tam mniej klientów to i chęć do dawania rabatów wieksza. Jednak warto sie rozgladać za fajnymi samochodami wszędzie gdzie się akurat bywa. To może być Dania w której w salonie stoi nowe (stare) auto. Jakiś ciekawy model z roku np. 2005 stojacy gdzieś w kącie salonu bo miał najwiekszy dostepny silnik a akurat w danym mieście nie było chętnego na taką wersję. Bedąc w austriackim lub szwajcarskim miasteczku ("dziura zabita de...i") można....
    • nabaam
    • trafić na prawdziwego emeryta w wieku 88 lat, właściciela 5-letniego Mercedesa S-klasse z przebiegiem 10 000km !!! bo dziadek niewiele nim jezdził ale ma kasę i chce kupić nowy. Sztuka takiego kupowania nie polega na jakims targowaniu w arabskim stylu a na zaprzyjaznieniu się z dziadkiem. Okazać mu zainteresowanie, wysłuchać jego wspomnień, zjeść z nim obiad, zagrać w karty lub szachy, iść na spacer etc. . I można w sumie tanio znależć zajebiste auto. Polecam spędzenie urlopu na niemieckiej prowincji i nawiązanie przyjacielskich stosunków towarzyskich z dilerem lub pracownikami salonu.
    • nabaam
    • W taki sposób kupowałem za granicą zegarek za kilkadziesiąt tysięcy euro. Przypadkowo poznałem gościa ktory sprowadzał takie zegarki. Zaprzyjazniłem się i kupiłem to z 0 % marżą.
    • TAD1
    • Jeden sportowiec też markowy zegarek dostał od gminy ... Radzę sprawdzić ten Twój , za te kilkadziesiąt ... - Natomiast co do autka , który sobie w rogu stał od czterech lat (!), to ja dziękuję . Chyba ,że w prezencie .
    • robertnew
    • Kolejny sponsorowany artykół!!! Per....enie o o kieniecznych zwolnieniach bo samochody z silnikami 2.2 l się nie będą sprzedawłay. I jakieś bzdury o pracownikach czasowych!!! Jeszcze brakuje jednej bzdury o tym, że polscy pracownicy sa mniej wydajni!!! Ja mieszkam i pracuję za granicą. Tam nowe samochody są tansze niż w Polsce. pracownicy pracują jak w letargu i 10 razy mniej wydajnie, niz polacy. Skończcie z tymi bzdurami i powiedcie w czym rzecz jest na prawdę. Po prostu producenci chcą jak najwiecej wyciagnć!!!
    • TAD1
    • Problem jest kolego w propagandzie , którą od lat ludziom do głowy ładuje się. Aby za bardzo nie domagali godziwych zarobków , adekwatnych do ich ciężkiej pracy jaką w tym kraju wykonują ,pracując niejednokrotnie po 10 i więcej godzin dziennie! - Jeden amerykanin ,co trochę już pobył w Polsce stwierdzł w jednym z wywiadów w TV , że Polacy w Polsce ryrają a nie pracują . U nas, mówił , nikt tak ciężko nie pracuje jak tutaj . U nas , mówił, jest co dwie godziny przerwa. Każdy na luzie, uśmiechnięty. Nikt nie spieszy się w pracy, każdy pracuje normalnie.

Dodaj komentarz