Polacy stoją w korkach

Aktualności / Raporty

Autor: Dariusz Rejmer

Liczba odwiedzin: 1556

Ponad godzinę dziennie traci na stanie w korkach przeciętny Polak. Niemal dwie trzecie naszych rodaków ma do czynienia z korkami co najmniej raz w tygodniu - wynika z raportu sporządzonego przez Link4 oraz Polską Izbę Motoryzacji. Utrudnienia powodują, że wydajemy coraz więcej na coraz droższe paliwo i spóźniamy się do pracy. Jak często stoimy w korkach? Z danych wynika, że miastach powyżej 200 tys. Fot: Marcin Obara mieszkańców aż 61 proc. osób stoi w korkach codziennie. Im mniejsze miasto, tym jest trochę lepiej. A poza miastami? Niewiele lepiej. Co czwarty mieszkaniec wsi także codziennie styka się z utrudnieniami na drodze.

Jeśli przyjrzymy się całej Polsce, to średnio 37 proc. kierowców stoi w korkach codziennie, a 64 proc. przynajmniej raz w tygodniu.

Badanie pokazuje, że największym problemem dla zmotoryzowanych są korki i roboty drogowe. Aż 66 proc. osób napotykających korki stwierdziło, że wydaje coraz więcej na paliwo (które zresztą ciągle drożeje), 22 proc. osób przyznało, że spóźnia się do pracy, w opinii 13 proc. z powodu korków samochody stają się bardziej awaryjne, a 10 proc. osób musi zrezygnować z codziennego transportu swoim samochodem (w dużych miastach nawet 23 proc.).

- Korki i roboty drogowe mogą mieć także inny skutek. Mogą wpływać na liczbę wypadków i w konsekwencji na szkodowość ubezpieczeniową. Choć w korku nie możemy rozwinąć niebezpiecznej prędkości, która będzie przyczyną wypadku, to stajemy się bardziej zestresowani, co wpływa na nasze nerwowe zachowanie na drodze i pośpiech podczas dalszej jazdy - mówi Roman Kantorski, prezes Polskiej Izby Motoryzacji.

Dlatego też, jak tylko możemy, staramy się unikać korków. W jaki sposób?

Fot: Archiwum Polskapresse Okazuje się, 36 proc. osób napotykających korki korzysta z innych tras, na których zatłoczenie jest nieduże, 22 proc. układa plan dnia tak, aby jeździć, kiedy korków nie ma, 11 proc. korzysta ze środków transportu, których korki nie dotyczą, 7 proc. chodzi piechotą, a 5 proc. łamie przepisy drogowe.

Z powodu korków i robót drogowych w dużych miastach 13 proc. osób spędza w samochodzie codziennie ponad godzinę dłużej, 18 proc. - od pół godziny do godziny, a blisko 50 proc. osób traci każdego dnia do 30 minut. W całej Polsce tylko 7 proc. zmotoryzowanych nie napotyka na utrudnienia drogowe w ogóle. W największym stopniu na korki narażeni są mężczyźni w wieku 30-50 lat, ze średnim i wyższym wykształceniem, w miastach powyżej 50 tys. mieszkańców.

Z badań producentów nawigacji samochodowych wynika, że największe korki w Polsce są w Warszawie i Wrocławiu. W dalszej kolejności w rankingu znalazły się: Poznań, Łódź i Kraków. W Europie wygrywa Bruksela, ale w czołówce znalazły się cztery miasta z Wysp Brytyjskich: Londyn, Edynburg, Dublin i Belfast.

Pocieszające jest jednak to, że Polska pod względem korków nie jest najbardziej zatłoczonym krajem w Europie.

Z badań przeprowadzonych przez brytyjską grupę ubezpieczeniową RSA wynika, że na Wyspach Brytyjskich są większe problemy z korkami. - Okazuje się, że aż 80 proc. zmotoryzowanych Brytyjczyków styka się z utrudnieniami na drodze każdego dnia, 70 proc. spóźnia się do pracy, a korki i roboty drogowe powodują, że średnio o 70 godzin w ciągu roku wydłuża się czas podróży każdego kierowcy - mówi Jan Sadowski, ekspert ds. ubezpieczeń w Link4. 

źródło: polskatimes.pl

Zobacz także

Komentarze

    • Komentarz usunięty
    • piterekb5
    • sprubujcie pojezdzic po nowym jorku. wtedy ponazekajcie bo teraz nie jest az tak tragicznie
    • ~mati (gość)
    • ale NY to troche wieksze miasto niz nasza stolica. u nas przydalaby sie lepsze planowanie i organizacja.
    • piterekb5
    • fakt ze nyc jest wieksze od warszawy i to duzo, ale masz racje w polsce przydala by sie wieksza organizacja tego wszystkiego
    • Komentarz usunięty
    • Majster (gość)
    • We Wrocławiu jest tragedia,bo nie dość,że są korki mimo,że trochę już się wybudowało,np.AOW i jest luźniej, to zmiany,które wprowadzono na skrzyżowaniach,to jakaś masakra.Robią z Wroclawia metropolię z zakazem wiazdu OBOK rynku i okolicach.Alternatywy nie zapewnią.
    • Greg (gość)
    • Ja w NY nie korzystam z samochodu, bo jest normalna komunikacja, a w Warszawie nie mam wyjścia. Gdziekolwiek człowiek chce się ruszyć to ma 2 lub 3 przesiadki. Brakuje metra i już.
    • Wroclawianin (gość)
    • Korki we Wroclawiu to zasluga naszego prezydenta Dudkiewicza, ktorego ludzie od wielu lat skutecznie zwiekszaja ilosc swiatel oraz dodaja je tam gdzie ich nie bylo(np. rond Powstancow Slaskich, kolejne swiatla za skrzyzowaniem z ul. Wielka), istniejace swiatla zamieniaja na bezkolizyjne, nawet tam, gdzie nie ma zbyt duzego zagrozenia oraz likwidacja warukowych skretow w lewo lub ich zamiana na swiatla bezkolizyjne. Dodatkowo krotkowzroczne remonty drog, ktore zamiast poszerzac jezdnie, zwykle ja ograniczaja i powoduja wprowadzenie swiatel (np. ul. Borowska od ul. Kamiennej - 2 pasy "kostkowe" zamieniono na 1 po remoncie - kiedys dalo sie bardzo szybko przejechac ta ulica - teraz juz nie). Jaki widac te wspaniale dzialania przynosza rezultaty. Mysle, ze Pan Dudkiewicz chcialby, zeby Wroclaw byl podobny do miast w Austrii, w szczegolnosci Wiednia - tam tez swiatla stawiane sa co 100m.

Dodaj komentarz