Polacy jadą kibicować Kubicy

Moto-sport / Formuła 1

Autor: Rafał Romaniuk

Liczba odwiedzin: 2347

Gdzie jak gdzie, ale na torze Hungaroring na Węgrzech smak szampana po zwycięstwie w Grand Prix byłby dla Roberta Kubicy wyjątkowy. To w tym miejscu polski kierowca debiutował w wyścigach Formuły 1 (2006 r.).

Gdzie jak gdzie, ale na torze Hungaroring na Węgrzech smak szampana po zwycięstwie w Grand Prix byłby dla Roberta Kubicy wyjątkowy. To w tym miejscu polski kierowca debiutował w wyścigach Formuły 1 (2006 r.).

 

W najbliższy weekend, gdy odbędzie się wyścig, kubi­comania sięgnie zenitu. Na Węgry wybiera się kilkanaście tysięcy widzów w biało-czerwonych szalikach. W zeszłym roku na położony 20 km od Budapesztu tor przyjechało 20 tys. kibiców z naszego kraju. W tym roku organizatorzyFot. BMW spodziewają się ich jeszcze więcej.

 

– Można powiedzieć, że to dla mnie domowy wyścig. Każdy kierowca ma wyjątkowy sentyment do toru, na którym startował po raz pierwszy w karierze – mówił Kubica.

 

W 2006 r., gdy krakowianin debiutował w F1, zajął na Węgrzech szóste miejsce. Mógłby być usatysfakcjonowany tym wynikiem, gdyby nie fakt, że kilkanaście godzin po wyścigu usłyszał, że miał za lekki bolid. O całe 2 kg. I został zdyskwalifikowany. Przed rokiem takiego błędu już nie popełnił. Był piąty. Gdy jednak przypomina sobie ten wyścig, kręci głową.

 

– Zawaliłem wtedy kwalifikacje i trudno było cokolwiek poprawić. Gdyby nie to, z łatwością znalazłbym się w pierwszej trójce. Byłem rozczarowany – wspomina 23-letni kierowca BMW Sauber.

 

Po ostatnich wyścigach sporo lekcji do odrobienia mieli technicy BMW Sauber. Nie jest tajemnicą, że po świetnym początku sezonu zespół Kubicy wyraźnie przysnął. Wykorzystały to pozostałe teamy i znacznie zbliżyły się do niemiecko-szwajcarskiego zespołu. Kubica podczas ostatniego wyścigu na niemieckim Hockenheim był 7., a wcześniejszego GP W. Brytanii nie ukończył. Eksperci zaczęli przebąkiwać o kryzysie krakowianina.

 

– Nie liczyłbym na fajerwerki – studzi nadzieje Polak, bo pozostałe zespoły też mają powody do walki. Ferrari nie wygrało na Hungaroring od 2004 r. Włoski zespół testował ostatnio nowy pakiet aerodynamiczny. Jego bolidy będą wzmocnione obudową silnika zakończoną „rekinią” płetwą. Zabezpiecza ona pojazd przed powietrzem uderzającym w tylne skrzydło. 

 

Chrapkę na zwycięstwo ma też Anglik Lewis Hamilton z McLarena, lider klasyfikacji generalnej kierowców, który wie, jak wygrywa się na Węgrzech (przed rokiem był pierwszy).

Pierwsze treningi na Hunga­roring już dziś. Kwalifikacje w sobotę, natomiast wyścig główny w niedzielę o 14.

Komentarze

    • Roger
    • zaraz zaraz "Na Węgry wybiera się kilkanaście tysięcy widzów w biało-czerwonych szalikach. W zeszłym roku na położony 20 km od Budapesztu tor przyjechało 20 tys. kibiców z naszego kraju. W tym roku organizatorzy spodziewają się ich jeszcze więcej." to w końcu kilkanaście, czy ponad 20? w radiu mówili, że ma być 50..

Dodaj komentarz