Polscy kierowcy będą jeździć po betonie

Wiadomości z rynku / Archiwum

Autor: Henryk Sadowski

Liczba odwiedzin: 1069

Jesteśmy za biednym krajem, by budować tańsze, ale mniej trwałe autostrady asfaltowe. Ich miejsce powinny zająć trasy z betonu - uważa Adrian Furgalski, ekspert Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Na taką nawierzchnię zdecydowała się właśnie spółka Jana Kulczyka, inwestor na odcinku A2 z Nowego Tomyśla do przejścia granicznego w Świecku. To znak, że w Polsce zaczynamy myśleć długoterminowo i przestajemy szukać na początku tanich, ale w dłuższej perspektywie kosztowanych rozwiązań.

106-kilometrowy odcinek płatnej autostrady będzie kosztować 1,6 mld euro. Eksperci są zgodni, że położenie betonu jest droższe od asfaltu. Obecnie budowa betonowej autostrady jest około 15 do 20 proc. droższa. Ale jeszcze rok temu, gdy zwyżkowały notowania ropy naftowej, której asfalt jest pochodną, ta różnica była już symboliczna. Jednak już podczas eksploatacji koszty szybko się zwracają. Przede wszystkim okres trwałości betonu jest trzykrotnie dłuższy niż asfaltu. - Oznacza to, że nawierzchnia asfaltowa wymaga remontów już po dziesięciu latach, a betonowa dopiero po trzydziestu - tłumaczy Furgalski.

Gdy się podliczy koszt budowy i 30 lat eksploatacji autostrady w przypadku tej ostatniej technologii będzie aż o jedną trzecią niższy. Nawierzchnia cementowa jest też bezpieczniejsza. Duże znaczenie ma tutaj nie tylko kolor, dzięki czemu pojazdy są bardziej widoczne. Beton ma też lepszą przyczepność. Ponadto nie jest podatny na wysokie temperatury i podczas upałów nie tworzą się groźne dla kierowców koleiny. Z niemieckich badań wynika, że wypadkowość na nawierzchni cementowej jest o jedną trzecią mniejsza.

Beton ma też przewagę, jeśli chodzi o ochronę środowiska. W przypadku asfaltu trudniej o recykling. Natomiast ze skruszonych płyt cementowych można robić spodnią warstwę kolejnej nawierzchni. Tak robili na przykład Niemcy, kiedy adaptowali stare autostrady na terenie byłego NRD. W tej chwili właśnie ta technologia najbardziej rozpowszechniona jest w Niemczech. Tam aż 60 proc. nawierzchni autostrad zbudowanych jest z betonu. W Wielkiej Brytanii połowa, a w Austrii i Belgii 40 proc.

W Polsce na razie przeważają zwolennicy budowy nawierzchni z asfaltu. Lobby obu produktów wzajemnie się zwalcza. - Myślę, że zamiast prowadzić wojenkę, powinni dojść do porozumienia. Nie ma niebezpieczeństwa, że jeśli zaczniemy budować autostrady z betonu, to nie będzie co zrobić z asfaltem - przekonuje Furgalski. Jego zdaniem w Europie odczuwa się deficyt tego ostatniego. Ciągle duże zapotrzebowanie jest w krajach skandynawskich, gdzie ze względu na łagodniejsze lato nawierzchnia z asfaltu jest trwalsza. Grupa Lotos sprzedaje go między innymi do Rumunii i Stanów Zjednoczonych.

W przypadku cementu ceny mogą, co prawda, wzrosnąć, gdy jego producenci będą musieli dokupywać dodatkowe limity emisji dwutlenku węgla, ale to dopiero wchodzi w grę za kilka lat. - Trzeba więc korzystać z betonu - przekonuje Furgalski.

To ważne szczególnie teraz, gdy rząd zapowiada duże przyspieszenie w budowie autostrad. - Do końca roku zostaną ogłoszone wszystkie przetargi, a to znaczy, że wszystkie najważniejsze trasy będą w budowie już w przyszłym roku - zapewnia minister infrastruktury Cezary Grabarczyk. Oznacza to, że maszyny budowlane wyjadą na 575 km autostrad.

 

Nawierzchnia z betonu jest droższa, ale nie trzeba jej często remontować

Opóźnienia na odcinku A2 z Nowego Tomyśla do granicy niemieckiej, przez które mógł nawet pożegnać się ze stanowiskiem, minister Grabarczyk tłumaczy skomplikowaną procedurą związaną z podpisaniem licznych umów. - Kredyty udzielił Europejski Bank Inwestycyjny i aż 11 banków komercyjnych. To właśnie dlatego negocjacje trwały dość długo - wyjaśniał szef resortu infrastruktury w radiowych „Sygnałach Dnia”.

Za swój sukces minister uważa także uchwałę rządu, która upoważnia ministra finansów do udzielenia gwarancji w związku z kredytami, które są zaciągnięte na odcinek A1 między Toruniem a Nowymi Marzami. A1 łączy Trójmiasto z Grudziądzem, a docelowo ma połączyć Trójmiasto, Toruń, Łódź, Częstochowę z Górnym Śląskiem i Czechami.

Ogłoszono również przetargi na odcinek autostrady A2 Łódź - Warszawa. Podzielono go na pięć mniejszych, żeby uzyskać lepsze warunki i przyspieszyć tempo inwestycji. Wiadomo już, że chętnych jest kilkadziesiąt firm, a oferty cenowe znacznie niższe, niż spodziewano się jeszcze przed rokiem. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zapewnia, że ta część powstanie w ciągu 32 miesięcy od daty podpisania umowy. Ma więc zostać oddana w maju 2012 r., tuż przed Euro 2012. Adrian Furgalski radzi, by rząd zastanowił się, czy nawierzchnie nowych odcinków nie mogłyby powstać z betonu. Zwłaszcza odcinek Warszawa - Łódź powinien być budowany w trwalszej technologii, bo może być najbardziej uczęszczanym w Polsce.

Mikołaj Karpiński, rzecznik Ministerstwa Infrastruktury, twierdzi, że resort docenia zalety autostrad betonowych. - Takie nawierzchnie planujemy wszędzie tam, gdzie spodziewamy się większego natężenia ruchu. Na pewno z betonu powstanie odcinek A1 łączący Rawę Mazowiecką z Piotrkowem Trybunalskim. Jednak musimy pamiętać, że niektóre odcinki były już zaplanowane w technologii asfaltowej i jest za mało czasu, by to zmieniać

Komentarze

    • acent
    • Jest jeszcze jedna sprawa. Autostrada betonowa jest głośniejsza, tzn. w aucie jest głośniej i jest to męczące. Jest na to sposób, częściej robić przerwy podczas podróży.
    • nobi
    • no albo robić gliniane i będom ciche heheheheh teraz polska
    • Roger
    • raz jechałem po dłuższej betonowej drodze, kładzionej w Polsce za czasów Hitlera. płyty krzywo położone, po za tym bez zastrzeżeń. ostatecznie większość podjazdów do góralskich przysiółków jest utwardzana właśnei betonowymi płytami i wiadomo- mają każda po bilion lat i nadal są doskonałe. grunt to dobre odprowadzenie wody.

Dodaj komentarz