Półtora człowieka na samochód
Autor: Jerzy Iwaszkiewicz
Liczba odwiedzin: 4056
Dodatkowe pół miliona wjeżdża do stolicy z innych miast. W sumie na jednego człowieka przypada w stolicy mniej więcej półtora samochodu, którego nie ma gdzie postawić i z każdym dniem robi się coraz gorzej. Co roku rejestrowanych jest dodatkowo w Warszawie 50 tys. nowych samochodów, nie przybywa natomiast ani dróg, ani ulic ani parkingów. Warszawa jest jedyną stolicą w Europie, w której nie ma obwodnicy, a Trasa Toruńska, która ma pełnić taką funkcję, jest od lat w permanentnej budowie, a właściwie remoncie, bo to co wybudują, to od razu trzeba remontować.
Kierowcy są w Warszawie w coraz większym klinczu, ani nie mają jak jechać w korkach, ani też gdzie zaparkować. Gazeta Wyborca prowadzi akcję „Parkuj po ludzku” i przedstawia obraz wręcz katastroficzny, jak to kierowcy niszczą mieszkańców, którzy wręcz boją się wyjść z domu. Obraz jest taki, że kierowcy przejeżdżają staruszki i zastawiają nawet wejścia do restauracji.
Wszystko to prawda, ale muszą być zachowane jakieś przytomne proporcje. Samochody są po to, aby ludzie mogli nimi jeździć, a administracja brać za to podatki. Miasta natomiast i to nie tylko Warszawa, parkingów nie budują. Strzelają równo do jednej bramki. W Warszawie stawia się głównie paliki, które w dodatku szybko rdzewieją i trzeba je wymieniać na nowe, co jest zresztą świetnym interesem i za jeden palik można kasować w nieskończoność. Kiedyś - jak pisaliśmy - Warszawa była dumnym miastem nieustraszonym, a teraz jest opalikowanym.
Parkować trzeba po ludzku, jest to ważny problem, tyle, że trzeba też budować parkingi i nie zagadujmy sprawy, że wszystkiemu winne są samochody. W Nowym Jorku też nie można parkować na chodnikach, ale co chwila są tam strzałki gdzie jest parking. W Warszawie natomiast są wyłącznie ograniczenia i zakazy.
Rdzewiejące paliki postawiono nawet tam, gdzie jeszcze nie ma samochodów jak np. w rejonie Portu Praskiego, czy na bocznych uliczkach osiedlowych. Nie jest to żaden sposób na załatwienie czegokolwiek w żadnym zresztą polskim mieście. W Łodzi, stosownym zarządzeniem władz miasta, psy mają zakazane aby szczekały, a jakoś ciągle nielegalnie, bo nielegalnie, ale szczekają dalej.