Problem prędkości

Motociekawostki / Raporty

Autor: (its)

Liczba odwiedzin: 4098

Jednym z najważniejszych problemów bezpieczeństwa ruchu drogowego jest prędkość. Doświadczenia wszystkich krajów świata wskazują, że bez rozwiązania problemu nadmiernych prędkości nie uda się doprowadzić do istotnego spadku zagrożenia na drogach.

 Tylko w 2008 roku prędkość była główną przyczyną blisko 12 tysięcy wypadków drogowych w Polsce (25 proc. ogółu wypadków spowodowanych przez kierujących pojazdami), w których zginęło aż 1687 osób (31proc. ogółu ofiar śmiertelnych), a obrażenia odniosło 17430 osób (28 proc.  ogółu rannych). fot. Arkadiusz Ławrywianiec

 

Pomimo tych danych, problem prędkości jest w naszym kraju konsekwentnie lekceważony, mimo iż wszystkie dostępne wyniki analiz wypadków drogowych, badań zachowań uczestników ruchu i ich opinii wskazują na konieczność pilnego zajęcia się tym problemem.

 

W ogonie Europy

Ta kwestia jest nader widoczna w świetle raportu Komisji Europejskiej z 2009 roku, który wskazuje, że w ciągu ostatnich 7 lat udało się w Polsce obniżyć liczbę ofiar śmiertelnych jedynie o 2 proc., co sytuuje nasz kraj na trzecim od końca miejscu w Unii Europejskiej przed Bułgarią i Rumunią (dla przypomnienia - oba kraje wstąpiły do Unii dopiero w 2007 roku). W tym samym okresie spadek liczby zabitych w wypadkach drogowych w całej Unii wyniósł blisko 29 proc., a najlepsze kraje zanotowały spadki przekraczające 40 proc. (Luksemburg - 50%, Francja - 49 proc., Portugalia – 48 proc., Hiszpania – 45 proc., Łotwa – 42 proc.).

 

Niestety, niekorzystne statystyki miały wpływ na fakt, iż Polska nie spełniła założeń Europejskiego Programu Działań na rzecz Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, czyli zmniejszenia o połowę liczby ofiar wypadków drogowych w Unii Europejskiej do roku 2010: wspólna odpowiedzialność. Fiaskiem zakończyła się na razie realizacja celu ustalonego w rządowym programie GAMBIT 2005 (50 proc. mniej zabitych do 2013 roku), ale w tym wypadku mamy jeszcze trochę czasu, aby wynik ten poprawić.

 

Wszystko to sprawia, że Polska od kilku lat postrzegana jest w Unii Europejskiej jako kraj, który nie potrafi radzić sobie z zagrożeniami występującymi w ruchu drogowym.

 

Nie Trybunału Konstytucyjnego

By zmienić obecny stan rzeczy, w ubiegłym roku zgłoszono do laski marszałkowskiej poselski projekt zmian w Ustawie Prawo o Ruchu Drogowym, potocznie nazwany Ustawą radarową.
Mimo, iż 2 kwietnia Sejm zdecydowaną większością głosów uchwalił tzw. Ustawę radarową, to Trybunał Konstytucyjny uznał ją za niezgodną z Konstytucją.

 

Wątpliwości wzbudził przede wszystkim centralny system automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym, którego zadaniem miało być: instalowanie i usuwanie z dróg stacjonarnych urządzeń rejestrujących naruszenia prędkości, ujawnianie naruszeń przepisów ruchu drogowego dotyczących przekraczania prędkości, gromadzenie i przechowywanie danych o wszystkich przekroczeniach prędkości zarejestrowanych przy pomocy stacjonarnych i przenośnych urządzeń rejestracyjnych oraz innych urządzeń kontrolno-pomiarowych, wreszcie nakładanie kar i ich egzekwowanie.

 

Zdaniem Trybunału, potencjalne odwołanie od decyzji Głównego Inspektora za nałożenia mandatu karnego za przekroczenie dopuszczalnej prędkości narusza zasadę demokratycznego państwa prawa. Instancją odwoławczą od decyzji GI byłby Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie (postępowanie miałoby mieć charakter administracyjny).


 

Sprzeciw wzbudził także przepis pozwalający na  sprzedaż auta, jeśli kierujący, przekroczył prędkość, a nie uiścił należnej kwoty za grzywnę i nie ma stałego miejsca zamieszkania. W świetle projektu ustawy, auto kierującego można by było sprzedać bez możliwości odwołania, nawet w przypadku, gdy pojazd do niego nie należy.

 

Drugie podejście?

 

Pojawiają się jednak głosy, że ów projekt zostanie ponownie poddany pod głosowanie parlamentarne, z wyłączeniem artykułów zanegowanych przez Trybunał Konstytucyjny. Jeśli tak się stanie, to w znowelizowanej wersji Ustawy Prawo o ruchu drogowym, możemy oczekiwać m.in. wzrostu kar pieniężnych za przekroczenie dopuszczalnej prędkości.

 

Fot. Mikołaj Nowacki Dodatkowo, wysokość kar może być uzależniona od rodzaju drogi, charakteru zabudowy i prędkości, z jaką poruszał się pojazd. Osobie, której doręczono zawiadomienie przysługiwać będzie 14 dni na wpłacenie pieniędzy na podane konto. Jeżeli nie uchybi wskazanemu terminowi, wysokość kary jest obniżana o 20%, natomiast jeżeli przekroczy ten termin kara ulega podwojeniu.

 

Kolejna zwłoka w zapłacie wyższej kary skutkować będzie wystąpieniem Generalnego Inspektora Transportu Drogowego do właściwego starosty z wnioskiem o cofnięcie dłużnikowi uprawnienia do kierowania pojazdem silnikowym. Okres cofnięcia uprawnień zależeć będzie od wysokości należności. I tak np. jeżeli zaległości wyniosą do 1000 zł okres cofnięcia prawa jazdy wyniesie 1 miesiąc, natomiast gdy przekroczy 4000 zł – prawo jazdy cofane będzie na 12 miesięcy.

 

Doświadczenie policyjne wskazują, iż notoryczne przekraczanie nadmiernej prędkości w wielu przypadkach dotyczy tych samych osób. By przeciwdziałać recydywistom postuluje się zaostrzenie wymiaru kar finansowych np. jeżeli w ciągu 6 miesięcy od daty pierwszego zarejestrowanego naruszenia prędkości pięciokrotnie przekroczono prędkość albo suma nałożonych kar w tym okresie będzie równa lub wyższa 2500 PLN, kary pieniężne w ciągu kolejnych 12 miesięcy nakładane będą w podwójnej wysokości.

 

Brak rozwiązań

 

Pytanie, czy dolegliwości finansowe i wzmożona liczba fotoradarów i wideorejestratorów w radiowozach przyniesie oczekiwane rezultaty? Już teraz wiemy, że karalność z tytułu przekroczenia prędkości zarejestrowana przez fotoradary jest ograniczona, gdyż część tego typu urządzeń pracuje tylko przez godzinę na dobę. Problemem okazują się moce kadrowe do zbierania i obrabiania materiału zdjęciowego z fotoradarów.

 

Kolejnym problemem jest brak profesjonalnie przygotowanych wytycznych, w jaki sposób ustalać lokalne limity prędkości, tyle tylko, ze ten brak nie powinien przeszkadzać w rozpoczęciu działań zaradczych. Od lat narzeka się w Polsce na to, że nie możemy namówić kierowców do wolniejszej jazdy. Bez kompleksowych rozwiązań wspartych właściwymi przepisami, kwestia ta pozostanie nadal nie rozwiązana.

(Źródło: BRD nr 1/2009)

 

Fot. KGPMł. insp. mgr inż. Wojciech Pasieczny - radca Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji w Warszawie


 

W roku 1826 Urząd Municypalny Miasta Stołecznego Warszawy w odezwie do ludności zawarł takie oto słowa: „W zamiarze zapobieżenia wypadkom drogowym z szybkiej i nieostrożnej jazdy pochodzącym, nikomu, czy to konno, wozem, pojazdem, lub sankami nie wolno jest przez miasto w cwał czy galop, ani też zbyt prędko jechać i koni rozpędzać.”
 
Mijały lata, rozwijała się motoryzacja, a problem prędkości, jako czynnika mającego wpływ na bezpieczeństwo w ruchu drogowym, pozostał nadal aktualny. W okresie międzywojennym dopuszczalna prędkość dla samochodów osobowych była zbliżona do prędkości, z jaką poruszają się dzisiejsi rowerzyści amatorzy. Ówczesne przepisy określały, że dla samochodów osobowych na trenie Warszawy „największa dopuszczalna szybkość jest 25 km/h, z wyjątkiem 11 ulic, na których szybkość należy zmniejszyć do 15 km/h. Są to ulice: Piwna, Świętojańska, Podwale, Kozia, Daniłowiczowska, Wierzbowa, Chmielna (od Nowego Światu do Zielnej), Warecka, Solec (od Tamki do Czerwonego Krzyża), Al. Ujazdowska, Belwederska.

 

Dzisiaj, w dobie kosmicznych technologii i ciągłego wyścigu producentów aut do konstruowania samochodów o coraz większej mocy i coraz większych rozwijanych prędkościach, pewna bardzo znana osoba mawia, że to nie prędkość zabija, a drzewa rosnące przy drodze. Jest w tych słowach wiele przewrotności. Rzeczywiście, gdyby drzewo nie rosło przy drodze, rozpędzony samochód, którego kierowca utracił panowanie nad nim, nie uderzyłby w drzewo. Można wyciąć drzewa rosnące bezpośrednio przy drodze. Jeżeli prędkość będzie za duża, rozpędzony samochód może zjechać na pobocze do rowu i uderzy w drzewo tam rosnąc.

 

Można również wyciąć drzewa rosnące w rowach obok drogi. Ale rozpędzony samochód może przejechać po poboczu czy polu kilkadziesiąt – sto kilkadziesiąt metrów i uderzyć w drzewo rosnące w oddali od drogi. Można zatem wyciąć fragment lasu. Nasuwa się pytanie: do jakiej odległości od drogi należy wyciąć wszystkie drzewa, aby nie mógł w nie wjechać żaden rozpędzony pojazd.

 

Jeżeli nawet przyczyną wypadku nie jest prędkość, to prędkość ma wpływ na jego skutek. Świadomość wśród naszych kierowców, jaki wpływ prędkość ma na to, co się dzieje z samochodem, jest na żenująco niskim poziomie.

 

(Źródło: BRD nr 1/2009) Wśród większości polskich kierowców panuje przekonanie, że 10 km/h – 20 km/h szybciej od dopuszczalnej prędkości można pojechać. Nic się nie stanie. Czy rzeczywiście? Wyobraźmy sobie sytuację w warunkach laboratoryjnych. Dwa takie same pojazdy, w nich kierowcy o identycznych zdolnościach psychomotorycznych. Jeden z samochód jedzie z prędkością 50 km/h, drugi tylko 10 km/h szybciej – 60 km/h.

 

Oba pojazdy znalazły się w tym samym czasie w tym samym miejscu i obaj kierowcy podejmą w tym samym momencie decyzję o gwałtownym hamowaniu. Jadący wolnej samochód już stoi, a mija go hamując drugi pojazd, jadący uprzednio o 10 km/h szybciej. Jaka jest prędkość tego drugiego samochodu, gdy mija stojący pierwszy? Odpowiedź brzmi 40 km/h. Tylko 10 km/h różnicy w prędkości, a końcowa różnica wynosi 40 km/h. Nieprawdopodobne, proszę zatem spojrzeć na poniższy wykres.

 

Gdyby samochody jechały z prędkościami 50 km/h i 70 km/h, prędkość tego drugiego samochodu w chwili mijania stojącego już pierwszego wynosiłaby 57 km/h. Tym, którzy uważają, że jazda z prędkością 10 km/h, czy 20 km/h szybciej od dozwolonej nie ma znaczenia proponuję stanąć w tym miejscu, w którym zatrzymał się samochód jadący z dozwoloną prędkością i przejąć uderzenie samochodu, którego prędkość wynosi 40 km/h, albo 57 km/h.

Komentarze

    • agbaro
    • Nie prędkość zabija, tylko niestandardowy sposób zatrzymania pojazdu.
    • lordofchaos
    • trasa (Warszavwa-Poznan na odcinku Sochaczev-Ozarov) vyremontovana ze az...nie chce sie vierzyc, a tu chlopaki postavily ograniczenia do 60km/h, zakaz vyprzedzania i jezdza z video-rejstratorem TO BZDURA chyba sa inne drogi bardziej niebezpieczne, ktorych nalezy pilnovac druga sprava ze przestaviane sa znaki informujace o terenia zabudovanym albo droga prosta budynki stoja co 100-150m i przez 7km ciaaaagnie sie teren zabudovany
    • wizjoner
    • Największym problemem są kierowcy, którzy nie jeżdżą szybko tylko za wolno. Nie jeden raz każdy się spotkał, a ja mam to wielokrotnie, gdzie na drodze pomimo, że jest ograniczenie szybkości do 70km/h i są dwa pasy ruchu to zdarzają się ...e, którzy są wstanie doprowadzić do wypadku przez zajmowanie lewego pasa ruchu i jadąc 50km/h i nie ustępując innym tegoż pasa pomimo, że prawy jest wolny. I co się dzieje inni go wyprzedzają prawym pasem, a wystarczy że ... zjedzie nagle na prawy pas i wypadek z jakiego powodu z nieprzestrzegania przepisów czyli zbyt wolnej jazdy.
    • wizjoner
    • Gdzie jest policja gdy tacy kierowcy utrudniają jazdę innym, przez ślimaczą jazdę. Z tego co widzę nikt nie dostała mandatu za tworzenie korka na drodze, bo policja takich kierowców olewa, bo nie opłaca się go zatrzymać, lepiej stanąć z suszarką. A jeszcze jedno co do szybkości, to nie szybkość zabija tylko brak wyobraźni innych kierowców, którzy zmuszają innych do gwałtownego hamowania bo nie widzą co to lusterka, migacze itd.
    • matias21
    • przykład rozwiązania w polsce: wyremontowana stara jedynka trasa Pruszcz-Tczew na odcinku ok 30km znajdują sie 3 (trzy) miejsca gdzie można legalnie wyprzedzić po drodze z 5 fotoradarów, do tego na środku co chwile wysepki, przejścia dla pieszych w polu tzn. z jednego pola do drugiego pola, oczywiście ograniczenia do 50, czające sie patrole policji, wielokrotnie jadąc spotkałem po drodze np. koparke albo traktor wtedy korek na kilkadziesiąt aut, nie rozumiem dlaczego marnuje sie miejsce wyspekami na środku przecierz mogliby tam zrobić 3 pas do wyprzedzania choćby takich zawalidróg, wydaje mi
    • matias21
    • że to jest zrobione tak specjalnie, aby korzystać z płatnej autostrady.
    • kissiel
    • W sumie dobre te statystyki wyprzedzamy jedynie Rumunia i Bulgarie... Nie bylem w Bulgarii, ale z tego co slyszalem to jakosc tamtejszych drog pozostawia wiele do zyczenia. W Rumunii (gdzie bylem) drogi sa w oplakanym stanie - tak jak i w Polsce. Wiec mysle, ze glowny problem to brak drog szybkiego ruchu, ktore powoduja, ze kierowcy "szaleja" na zwyklych drogach. Nawet w Czechach czy Slowacji mozna sensownie przemieszczac sie autostradami, a drogi zwykle zazwyczaj sa w lepszym stanie niz u nas. Kolejny slepy zaulek to prywatne autostrady. Nie rozumiem dlaczego mam placic jakiejs prywatnej
    • kissiel
    • firmie, za droge, ktora zostala wybudowana z moich pieniedzy(podatnika)? Nie mowiac juz o absurdzie bramek-owszem autostrada poruszamy sie szybko, a potem stoimi na bramkach kilka minut, zeby uiscic oplate, w czasie nasilonego ruchu (np. w okresach przedswiatecznych). Wiem, bo np. we Francji placi sie czasami za odcinek 20km - obwodnice miasta. Jedzie sie tym odciniem 5 minut, a potem stoi sie na bramkach 10. Ale Polacy nie lubia brac dobrych doswiaczen, bo musza zawsze wypracowac swoje. W Slowenii zrezygnowali z bramek na rzecz winet. No i oczywiscie najlepiej jest kasowac pieniadze
    • kissiel
    • z fotoradarow - kolejna latwa kaska dla panstwa. Inne problemy poruszone przez forumowiczow to niesmiertelne i absutdalne limity predkosci w niektorych miejscach. Np. Autostrada do Berlina (przejscie trasa Olszyne) - jest tam w strone niemiec pelnoprawna autostrada - przynajmniej tak to wyglada - droga rowniotka, 2 pasy oraz metalowe barierki od pasow po drugiej stronie, brak skrzyzowan i... ograncizenie do 90!!! Bo... po drugiej stronie (w kierunku Wroclawia) autostrada wydaje sie byc zupelnie nie skonczona, poniewaz sa ta plyty betonowe oraz dziury). Ale po co to ograniczenie w kierunku
    • kissiel
    • Niemiec? Nie mam pojecia, bo jesli na zwyklej expresowce, ktora czesto jest jednopasmowa w danym kierunku mozna jechac 110 to dlaczego tam jest ograniczenie do 90?!? Chyba tylko po to zeby w razie czego walnac mandacik. A poza tym podniesienie predkosci byloby niezgodne z zasada, ze zycie ludziom w Polsce nalezy utrudniac, a nie ulatwiac. Inna sprawa, ze ograniczenia na autostradzie sa wg. mnie kompletnym absurdem. Nie znam kraju, gdzie 50% kierowcow by ich przestrzegalo-nawet w Szwajcarii jezdza wiecej niz limit na autostradzie. Warto byloby sie zastanowic jak poprawic nasze drogi,
    • kissiel
    • podniesc limity na autostradzie, a potem uwalac kierowcow. Ogolnie system automatycznych radarow mi sie podoba. Podobnie zgadzam sie z tym ze przekraczanie predkosci to jest problemem w tym kraju - bo np. w Niemczech jak jest ograniczenie predkosci i ktos sunie duzo szybciej(a wiec +50km/h) to w 50% przypadkow jest to Polak. Ale najpierw trzeba zapewnic odpowiednie warunki do jazdy, a potem mowic o problemie z kierowcami. Bo cala teoria hamowania tez jest prawda.
    • danpol1
    • Ja nie mogę pojać jednego. Czy naprawdę nasi madrzy od ruchu drogowego (Ministerstwo, zarządy dróg), kontroli ruchu (policja, straż miejska) i inni mądrzy, którzy chcą kierowcow uczynic jedynymi sponsorami nieowładu psychiczno-materialnego w tym dziwnym kraju, nie widza jednej podstawowej przyczyny najwiekszej ilości wypadków ? To nie prędkość (bo samochód słuzy do szybkiego i płynnego przemieszczania się) jest przyczyna wypadków. Oto podstawowe przyczyny (ktorych jalepiej nie zauważać) : Mamy w tym kraju nagorsze w Europie drogi !!!! Mamy w tym kraju najmniej dróg ekspresowych i autostra
    • Tadeusz
    • Cytat:"Rzeczywiście, gdyby drzewo nie rosło przy drodze, rozpędzony samochód, którego kierowca utracił panowanie nad nim, nie uderzyłby w drzewo. Można wyciąć drzewa rosnące bezpośrednio przy drodze. Jeżeli prędkość będzie za duża, rozpędzony samochód może zjechać na pobocze do rowu i uderzy w drzewo tam rosnąc." I to mówi policjant??? Może i uderzy, ale z o wiele mniejszą już prędkością, więc szanse na przeżycie są większe. Zamiast drzew mogą rosnąć krzewy, które w razie wypadku wyhamują łagodnie pojazd, a nie zabiją, jak drzewo.
    • jrp21
    • trochę w tym artykule za dużo sloganów, w dodatku popartych badaniami pseudonaukowymi. czemu w niemczech nie ma ograniczeń prędkości na autostradach a wypadków jest mniej niż na naszych (w proporcji)? Drzewa zabijają, nawet jak prędkości się nie przekracza, bo nie zawsze poślig spowodowany jest nadmierną prędkością-czasem wystarczy nieoświetlony pieszy, którego ominięcie kończy się na drzewie. Pamiętajcie: slogany nam nie poprawią statystyk. Tak samo setki video-radiowozów i tysiące radarów na słupach. To widać gołym okiem, bo spadek o 2% to raczej błąd obliczeń.
    • jrp21
    • problem nadmiernej prędkości można rozwiązać w bardzo prosty sposób: zweryfikujmy z jaką średnią prędkością jeżdżą auta na danym odcinku drogi. Dodajmy do tego 10 km i ustawmy znak ograniczenia. Następnie przez kilka miesięcy (a potem co jakiś czas) systematycznie wyłapujmy i bezwzględnie każmy tych, którzy zakaz łamią. To są potencjalni sprawcy wypadków. Jesli nie potrafią się dostosować, zakażmy im dalszej jazdy, nawet dożywotnio. że długo? Wcześniej, czy później i tak by sie zabili, a to pogorszy nam statystykę ;-)
    • jrp21
    • zakazać wyprzedzania w terenie zabudowanym, wszędzie ciągłe linie, z wyjątkiem miejsc, gdzie są 2 pasy ruchu w konkretną stronę (nie koniecznie w obie). wtedy kierowcy jadący szybciej i tak utkną w kolumnie a po jakimś czasie nauczą się pokory i innej organizacji czasu. W terenie niezabudowanym wyprzedzanie możliwe tylko w jedną stronę czyli linia przerywana tylko z jednej strony, na przemian w jednym i w drugim kierunku (zmiany co 1-2 km).
    • jrp21
    • trochę się rozpisałem, ale niestety, nie mam możliwości zamieszczania swoich poglądów w artykułach prasowych. zresztą widząc jak internauci bezmyślenie krytykują autorów, miałbym przed tym pewne opory. Jedno jest pewne, nie ma co sugerować sie opiniami motłochu, tylko promować rozwiązania sprawdzone u nas i za granicą, głęboko przemyślane i nie nastawione na poklask medialny ani na zwiększenie elektoratu. Wszyscy jezdzimy po naszych drogach i dobrze byłoby abyśmy my i nasi bliscy poruszali sie po nich bezpiecznie i bez obawy o mandaty za mądrą i spokojną jazdę.
    • batman511
    • Prędkość??? Te deb... chcący zarządzać naszym państwem chyba nie jeżdżą autami. NIE MA DRÓG, a aut przybywa. Jaka prędkość. Jeździłem kiedyś dużym fiatem stary grat - drogę Częstochowa - Władysławowo 520km pokonywałem w 5,5h może 6 z dłuższym postojem. A fiat max 130 rozwijał. Teraz stać mnie na w miarę nowe auta, a tę trasę jak zrobie w 7h, to muszę jechać ile fabryka dała czasem nawet 190. Brak dróg powoduje że jedździmy z nadmiernymi prędkościami, jak tylko jest kawałek prostej bez radaru. W Niemczech 550km pokonujemy spokojnie i bezpiecznie z 2 przystankami po 20min w 5 i jadę max140

Dodaj komentarz