Przed wakacjami benzyna ponad 5 zł za litr
Autor: Alina Białkowska, Tomasz Dąbrowski
Liczba odwiedzin: 4927
Na światowych giełdach za baryłkę ropy płacono w poniedziałek 135 dol. W Polsce litr najpopularniejszej benzyny Pb95 kosztował wczoraj 4,65 zł.
Tak wysokie ceny ropy mają spowodować wzrost inflacji co najmniej o 1 punkt procentowy, w ślad za nią w górę pójdą stopy procentowe.
W ten sposób ofiarą szybujących cen paliw stanie się każdy z nas. - Każde 20 dol. więcej za baryłkę ropy to zmniejszenie wzrostu polskiego PKB o 0,1 proc., czyli o 1 mld 250 mln zł - szacuje Andrzej Bratkowski, główny ekonomista Pekao SA.
Od początku roku straciliśmy więc ponad 1 mld zł, bo do dziś cena za baryłkę ropy wzrosła aż około 40 dol. W sumie w 2008 roku wysokie ceny paliwa mogą nas kosztować 2,5 mld zł. Albo i więcej, jeśli ropa dalej będzie drożeć.
Mimo to rząd wciąż nie planuje obniżki akcyzy. Gabinet premiera Tuska tłumaczy, że budżet na to nie pozwala. Ale ekonomiści przypominają, że pieniądze znalazłyby się, gdyby rząd pamiętał o obiecanych reformach, na przykład o likwidacji rządowych agencji.
Dlatego kontynuujemy naszą akcję i wzywamy rząd do obcięcia akcyzy. W ten sposób ceny paliw na stacjach mogą spaść o 30 gr na litrze.
Mimo wcześniejszych zapowiedzi rząd nie zamierza w najbliższym czasie przeprowadzić rozmów z prezesami dużych firm paliwowych. Przypomnijmy, że premier Donald Tusk obiecał zorganizować takie spotkania, by znaleźć sposób na obniżkę cen paliw na stacjach.
- Poprosiliśmy Orlen i Lotos o przedstawienie analizy sytuacji na rynku paliw. Jeśli będzie taka potrzeba, premier spotka się z przedstawicielami tych firm - mówi enigmatycznie rzeczniczka rządu Agnieszka Liszka. - Jeśli chodzi o akcyzę, to cały czas monitorujemy sytuację. Takich decyzji nie można podejmować pochopnie - dodaje.
Brak decyzji w sprawie akcyzy jest ostro krytykowany przez opozycję. Niezadowolony jest także koalicjant PO w rządzie, czyli PSL. - Obniżenie akcyzy powinno być poważnie rozważone. Ceny paliw wpływają przecież na ceny innych produktów i usług. Jeśli zostaną utrzymane na tak wysokim poziomie, to gospodarka się rozjedzie - powiedział Franciszek Stefaniuk, wiceprzewodniczący klubu PSL.
Stanowiska rządu broni Andrzej Bratkowski, główny ekonomista banku Pekao SA. Jego zdaniem wysokie ceny ropy to stały trend, do którego gospodarka musi się przygotować, inwestując w nowoczesne technologie energooszczędne. - Zmniejszenie akcyzy byłoby złym pomysłem, bo zniechęciłoby gospodarkę do oszczędzania energii. A energię musimy oszczędzać - mówi Bratkowski. - Rząd nic nie może poradzić na wahnięcia globalnych cen, tak jak nie mógłby poradzić na suszę, biegając po polu i podlewając rośliny.
Bratkowski przyznaje równocześnie, że gdyby w budżecie było więcej pieniędzy, wówczas rząd mógłby bardziej aktywnie reagować na wzrost cen paliw. Zwłaszcza, że przekłada się on bezpośrednio na inflację oraz wolniejszy rozwój gospodarki. Z wyliczeń ekonomisty wynika, że każde 20 dol., jakie trzeba dodatkowo zapłacić za baryłkę ropy, oznacza zmniejszenie wzrostu PKB w Polsce o 0,1 proc. I to przy obecnym, niskim kursie dolara do złotego.
Wyższe o 10 proc. ceny paliw w Polsce oznaczają też wyższą o 0,42 pkt proc. inflację. To dla naszej gospodarki poważne zagrożenie, bo inflacja już się zbliża do poziomu 4 proc.