Puste salony

Wiadomości z rynku / Felietony - Iwaszkiewicz

Autor: Jerzy Iwaszkiewicz

Liczba odwiedzin: 4654

Kryzys w motoryzacji miał miejsce rok temu, ale skutki widać dopiero teraz. Spada sprzedaż, dilerzy powszechnie narzekają że nie tyle przestali zarabiać ale wręcz muszą dokładać do interesu. Różnie się to kształtuje w różnych markach, ale średnio marża dilerska spadła nawet poniżej 2 procent. Przykładem może być chociażby Hyundai.

Fot. Polskapresse Kryzys w motoryzacji miał miejsce rok temu, ale skutki widać dopiero teraz.  Spada sprzedaż, dilerzy powszechnie narzekają, że nie tyle przestali zarabiać, ale wręcz muszą dokładać do interesu. Różnie się to kształtuje w różnych markach, ale średnio marża dilerska spadła nawet poniżej 2 procent. Przykładem może być chociażby Hyundai.

Na sprzedaży samochodu o wartości 35 tys. złotych np. modelu i10, diler zarabia raptem 550 zł, czyli marża wynosi tu w granicach 1,5 procent. Marża za sprzedaż, świetnego zresztą nowego modelu i30, teoretycznie wynosi 3500 zł, ale po odliczeniu wszelkich kosztów dilerowi zostaje w praktyce 880 zł. Stało się regułą, że wszelkie rabaty, promocje i upusty importerzy przerzucają na dilerów i odliczane są z marży handlowej sprzedawców.

Budzi to sprzeciw i niepokój. Wielu dilerów zastanawia się wręcz nad zmianą branży. Tak oświadczył m.in. jeden z czołowych dilerów Volkswagena w Warszawie, chociaż samochody te sprzedają się ostatnio całkiem dobrze. Dilerzy  aby sprzedać towar prześcigają się w dawaniu różnych rabatów i kółko się kręci coraz bardziej bez sensu. Na handlu samochodami nigdy zresztą dilerzy specjalnie nie zarabiali, tylko na serwisie. Tyle, że samochody są coraz lepsze,  nie psują się i nie da się już na tym zarobić.

Sprzedaż samochodów spadła w porównaniu z ub. rokiem (320 tys. ) średnio o 5-6 procent. Sprzedaje się 16 tys. samochodów mniej,  a są to już ogromne pieniądze.

Importerzy wymagają w dodatku coraz większych nakładów, na budowę nowej stacji trzeba zainwestować parę milionów dolarów, a potem salony stoją puste.

Prawda jest dość oczywista. Wszelkie koszta kryzysu importerzy samochodów przerzucają na dilerów, co prędzej, czy później może doprowadzić do zamykania salonów. Kiedyś - powtórzmy - średnia marża dilerska wynosiła 3,5 - 4 procent, a teraz jak się wszystko policzy, to góra 2 procent, czyli poniżej kosztów własnych.

Nie jest naszym specjalnym zmartwieniem ile zarabiają sprzedawcy samochodów,  ale od tego zależy jak obsłużony będzie klient. Póki co, jest tak, że wszyscy muszą dopłacać , tak klienci jak  i dilerzy,  aby dobrze było importerom.

Komentarze

    • Jarpoz
    • Na ironię losu większość kierowców aby kupić auto wymaga dużego rabatu, czasem wielkość tego rabatu decyduje o wyborze auta. Chyba najlepszym rozwiązaniem byłaby sprzedaż samochodów prosto z fabryki, zamówionych przez internet. Wielu kierowców wiedziałoby co wybrać. Ale w wielu przypadkach decyduje jazda próbna, a tej przez internet nie da się zrealizować. A tak naprawdę o wątpię aby ta marża była tak niska.
    • cieslag
    • Nigdy nie uwierzę w takie wartości. Na logikę ile musiałby sprzedać dealer samochodów żeby wyjść na 0?
    • Roger
    • każdy orze jak może, kiepscy dilerzy pójdą z torbami, co dla klientów mimo wszystko absolutnie nie jest dobre.
    • Miroslaw
    • Wiecie co, odkąd pamiętam dilerzy zawsze narzekali, a to że popyt mały, że Polak nie ma pieniędzy, a to że Niemiec kupuje, że przepisy się zmieniają, zawsze mają pod górkę. A jakoś te nowe salony powstają, stare się utrzymują i rozwijają... Biznes mają nieziemski na naprawach powypadkowych, golą niemiłosiernie firmy ubezpieczeniowe, aż przykro patrzeć. Czynności serwisowe do tanich również nie należą, więc chyba to jest samo gadanie dla gadania, oby tylko głośno było.
    • ernwopr
    • ..niesamowite, Pan Prześmiewca napisał poważny felieton :) Panie Jerzy , Pan się stajesz już klasykiem :)... już w kilku miejscach w sieci na moto-stronach znalazłem sformułowania "w Pana klimacie"..
    • ernwopr
    • ..kraj biedny, niekt nic nie produkuje , wszyscy żyją z akwizycji...nie ma kto kupować ... w stanach już od dawna "żyją wirtualnie" (patrz przekręty Wall Street), a chiny produkuja namacalne rzeczy i mają kase...tzn. rząd ma kase :)
    • lordofchaos
    • jak im tak ciezko to niech znikaja z rynku pzyjda inni i moze bedzie im sie oplacac moze vzorem supermarketov v Polsce povinni pojavic sie zagraniczni dilerzy na 200% byloby taniej znalem pevnych ludzi co provadzili salon i vygladalo to tak vlasciciel salnu + rodzina zamiast dogladac interesu to chca z niego vydoic ile sie da dla siebie - samochody + obsluga za free pensje z kosmosu i vszytskie koszty przerzucaja na klientov a pracovnicy maja byc "avangarda v gospodarce" tzn. praca za marna pensje ;-) ale dlugo tak nie pociagneli ale co mieli zabavy to ich
    • Jarpoz
    • A tak na marginesie to w internecie reklamują się firmy sprowadzające auta z innych krajów, oferujące samochody po znacznie atrakcyjniejszych niż w Polsce cenach. Dostarczają podobnież auto pod dom i załatwiają wszelkie formalności. Sam obserwuję sytuację cenową dla Subaru Outback Boxer-Diesel. W salonie (za 135-140 tys) na pewno nie kupię, ale wygląda na to że można kupić taniej sprowadzone z państw nadbałtyckich (około 120 tys PLN). Tylko ciągle nie uzyskałem przekonania o rzetelności tych firm (a z drugiej strony moje stare auto, kupione jako nowe z salonu, ciągle sprawuje się dobrze).

Dodaj komentarz