Radość dzielonej kanapy

Wiadomości z rynku / Felietony - Iwaszkiewicz

Autor: Jerzy Iwaszkiewicz

Liczba odwiedzin: 1785

Najpierw taniały auta z ubiegłorocznej produkcji, potem prowadzono grę z promocjami, aż wreszcie zaczęły się prawdziwe obniżki na samochody z produkcji bieżącej.

Zmienia się rynek.

 

Złamały się prawie wszystkie firmy. Nawet Volvo po raz pierwszy na polskim rynku obniżyło ceny i S40 jest dostępne za 82 tys. zł. Tylko Honda próbuje się jeszcze bawić w chowanego, bo raz obniża ceny a raz podwyższa. Skończył się czas kupowania wszystkiego za wyznaczoną cenę. Importerzy i producenci uznali, że lepiej zarobić mniej, ale zarobić niż w ogóle nie mieć klientów. To oczywiście gra „kto kogo przechytrzy”. Niektóre firmy np. Toyota i Renault obniżają ceny, ale głównie na modele najdroższe, które po obniżkach i tak są drogie. Citoren, Peugoet, a także Fiat przestali się bawić w drobne gierki i stosują obniżki na wszystkie modele. Fiat poza tym proponuje samochody gorzej wyposażone, a tym samym tańsze. Jest to tendencja, która będzie się rozwijać. Klienci odwrotnie niż dotychczas wybierają samochody tańsze, a nie te na „full” wyposażone. Radość posiadania dzielonej kanapy staje się jakby mniejsza.

 

Zaczął się niezwykle ważny proces rynkowy. Obniżki cen nie da się zatrzymać. Nikt nie kupi Cirtroena w lipcu bez obniżki jeżeli teraz może go kupić o 14 albo nawet 18 tys. zł taniej, w zależności od wersji.

 

Firmy będą musiały zrezygnować też z podwyższania cen do poziomu cen zachodnich. Tak próbowano, ale polski rynek jest pięciokrotnie biedniejszy niż zachodni i nic tu na siłę wyrównać się nie da.

 

Mamy więc kryzys, katastrofalny spadek sprzedaży, ale jednocześnie jakby początek normowania cen na poziomie możliwości polskiego klienta. Jest to ważne i korzystne. Gazety drukują całostronnicowe reklamy o obniżkach cen samochodów. Właśnie ogłoszono, że poddała się również Toyota i Yaris staniał o 6 tys. zł., co prawda ten z górnej półki wyposażenia, ale zawsze.

Komentarze

    • Jack (gość)
    • Amerykanie chwalili sobie niedzielone kanapy, gdzie większość małolatów rozpoczynała swoje pożycie. Dzielone były niewygodne.
    • wes (gość)
    • Dwa lata temu wbrew ekonomii - producenci i dealerzy rozpoczęli "harminizację" cen. Chcieli jeszcze zwiększyć zyski- efekty jednak przeszły ich wszelkie oczekiwania - dramatyczny spadek sprzedaży - poziom porównywalny do tego,sprzed 10 lat. I gigantyczny import używanych aut z zachodu. Dobrze im tak. Przed następną podwyżką będą brali pod uwagę zasady ekonomi.
    • kayenne1 (gość)
    • A pamiętacie jak w ub. roku przedstawiciele (gł. dyr.)wszystkich firm motoryzacyjnych działających na naszym rynku próbowali siać niepokój, ze może być tylko drożej, aż się ceny z zach. Europą zrównają. I co? Żałosne, sami eksperci, a żaden nie zdobył się na odrobinę rozsądku i nie uwzględnił mozliwości nabywczych Kowalskiego. A Auto Świecie na paru stronach się mądrzyli.
    • Kierowca, Z życzeniami szerokiej drogi!
    • a w Berlinie (w poprzedni poniedziałek) widziałem na salonie Forda dumny napis na szybie, który zachęcal do zakupu obniżka ceny Fpcusa o 3.000euro:), czli lekko licząc 12 tysięcy tutejszych złotych
    • Ula (gość)
    • Znowu nas zachód wykiwał i nabywców i polskich salonowców. Po prostu zaczęli się bać że Niemiec pojedzie do Słubic i kupi nowe auto u polskiego dealera i niemiecki z Frankfurtu nie zarobi, po tym jak w zeszłym roku kilki Niemców zaczęło oglądać w polskich salonach wozy, więc na gwałt podwyżki. Nie może polski dealer zarobić , musi niemiecki.
    • Marcin G (gość)
    • Bieda robi swoje, nie tylko przy zakupie ale i później, kupując nowy samochód trzeba brać pod uwage obowiązkowe płatne przeglądy, oraz cene części. Rozwaliło mnie, gdy znajomy podał mi cene wężyka hamulcowego do auta z Japonii - ponad 200 zł. Do mojego kosztuje 30zł, a skoro tysiące ludzi jakoś na takich tańszych jeździ, to coś tu jest nie tak - te za 200 nie powinny się psuć, a jednak... Tak więc kupując nowy samocód za koszmarną kase tezeba sie liczyć z wydatkami rzędu 3000 zł rocznie za przeglądy i serwisowanie w autoryzowanych stacjach, bo jeśli nie zrobimy wymiany oleju w terminie, to stracimy gwarancje na lakier :-)
    • Gość (gość)
    • Klient flotowy potrafi kupić samochód nawet z 25% upustem niezależnie od kupowanej wersji.Golas czy też full wypas canę tnie sie równo.Może więc warto opuszczac ceny i dla detalistów?Doskonale przecież wiemy,że najwiecej zarabia się na serwisie a nie na sprzedaży.Myślę,że zdrowo rozsądkowe podejście dealerów do tematu zaowocowałoby w niedalekiej przyszłości.

Dodaj komentarz