Renault nie może iść śladami Brawna
Autor: Oskar Berezowski
Liczba odwiedzin: 2098
Sytuacja przypomina nieco zeszłoroczne wyjście Hondy, która też poinformowała o tym późno. Japończycy zostawili jednak Rossowi Brawnowi pieniądze na utrzymanie zespołu. Zdaniem francuskich mediów wyjście Renault również nie oznacza natychmiastowego upadku zespołu. Firma samochodowa, chcąc uniknąć kar nakładanych przez Międzynarodową Federację Samochodową, może podtrzymać przy życiu ekipę Kubicy.
Trzeba także pamiętać, że Renault jest jedną z firm najmocniej związanych ze sportami motorowymi. To dzięki Renault Kubica wspinał się do F1 – nie ma praktycznie klasy wyścigowej, czy rajdowej gdzie Renault nie miałoby swojego zespołu. Z Hondą było inaczej i dla Japończyków pożegnanie z F1 mogło być prostszą decyzją. Jednak szanse na to, że spadkobierca po Renault powtórzy fenomen Brawn GP są iluzoryczne.
Ross Brawn nad bolidem na sezon 2009 pracował praktycznie przez cały rok 2008, projektując go pod konkretnych kierowców. Wszystko wskazuje na to, że team Renault będzie miał w przyszłym sezonie zupełnie nowy skład. Kubica zastąpił słynnego Fernando Alonso (za połowę jego uposażenia), a zespół szuka drugiego niedrogiego kierowcy.
Jednak prawdziwe kłopoty mogą rozpocząć się przy cyfrowych deskach kreślarskich w Enstone, gdzie jest siedziba zespołu. Dotychczas wszystkie prace nadzorował Pat Symonds. On także miał odpowiadać za maszynę, która w przyszłym sezonie pojedzie Kubica. Pat został jednak odsunięty od jakiejkolwiek działalności w F1 za tzw. aferę wypadkową z zeszłego roku (zmuszenie Nelsinho Piqueta do rozbicia bolidu, by pomóc Alonso w wygraniu GP Singapuru).
Teraz wszystko spadło na barki Boba Bella. I to może okazać się ożywczy podmuch w Renault. Symonds uchodził bowiem za człowieka, który lubił mieć nad wszystkim kontrolę. To Bell forsował zainwestowanie milionów dolarów w Appro Xtrme-X2. To gigantyczny superkomputer porównywalny z maszyną okiełznaną przez inżynierów BMW. Renault, trochę z przymusu, więcej swobody dało także Timowi Denshamowi.
To w jego mózgu powstają najważniejsze elementy bolidu Kubicy. Densham jest od zawsze człowiekiem z drugiego planu. I na nim czuje się najlepiej. Pracował z takimi kierowcami, jak Ayrton Senna, Nelson Piquet. Ma doświadczenia z Lotusa, Brabhama, Hondy, Benettona. Był inżynierem wyścigu i projektantem. Potrafi szybko dostosowywać się do nowych warunków, a tak właśnie teraz pracuje się w Renault. Densham był jednak zamieszany w aferę szpiegowską. W 2007 r. miał on dostać tajne projekty McLarena od Phila Mackeretha, inżyniera ściągniętego z brytyjskiego zespołu. Sprawa rozeszła się po kościach. Doświadczenie jako inżynier wyścigu (np. Damona Hilla) ma też Dino Toso, który odpowiadać będzie za aerodynamikę bolidu Kubicy.
Renault może też znacznie więcej wycisnąć z głowy Roba White’a. To on odpowiada za silnik, który zawiózł Red Bulla po tytuł wicemistrzów świata. Brawn też korzystał z jednostek zeszłorocznego wicemistrza wśród konstruktorów, tyle że z teamu McLaren-Mercedes.
Problemem Francuzów nie są więc kierowcy, ale inżynierowie. Kubica ma jeszcze czas, żeby stamtąd uciec. Do McLarena?
