Smutna twarz na dachu
Wiadomości z rynku / Felietony - Iwaszkiewicz
Autor: Jerzy Iwaszkiewicz
Liczba odwiedzin: 7180
Lubię wracać do tej korespondencji.
Inny kierowca wyznaje: „Zobaczyłem smutną twarz przelatującą przed przednią szybą, a potem ten pan gruchnął na dach mojego samochodu”. Jeszcze inny stwierdza: „Z początku powiedziałem policji, że nic mi się nie stało, ale jak zdjąłem kapelusz zobaczyłem, że mam
wgniecioną czaszkę”.
W motoryzacji zawsze dzieje się coś ciekawego. Tajemniczym samochodem jest np. Fiat. Najpierw zaczyna coś brzęczeć, a potem samochód staje. Kiedyś zdarzało się to nam zwykle na przejeździe kolejowym w Grajewie, w drodze do Puszczy Boreckiej. Dzwoniliśmy wtedy do Krzysztofa Bołtowicza z Alfy Romeo, który każdy samochód potrafi zreperować przez telefon, a Bołtowicz mówił, żeby się nie przejmować i wyłączyć samochód, aby odpoczął.
Ostatnio zdarzyło się to także z Alfą Romeo 159, 2.4 Diesel, 200 KM, automat, samochodem tak pięknym, że widywana jest w nim nawet modelka Ilona Felicjańska. Najpierw coś zabrzęczało, a potem Alfa przestała jechać. Bołtowicz jak zwykle poradził przez telefon, aby pójść na kawę, poczekać 15. minut, a potem Alfa na pewno pojedzie.
Tak się stało. Samochody z koncernu Fiata stają po prostu, jak się zmęczą i muszą odpocząć, ale są to samochody , których nie trzeba reperować, bo reperują się same. Odnośnie Alfy Romeo sprawa była zresztą banalna. Jakiś osioł, aby oszczędzić, nalał do baku oleju opałowego i wszystko się pozapychało.
Wróćmy jeszcze na chwilę do korespondencji kierowców z towarzystwami ubezpieczeniowymi. Zawsze jest to przyjemnie czytać. Kierowca pisze otóż do swojego towarzystwa: „Wczoraj wieczorem wracając do domu przewróciłem płot na długości ok. 20 metrów. Chcę wam na wszelki wypadek od razu zgłosić szkodę, ale nie musicie płacić, bo uciekłem zanim ktokolwiek mógł mnie rozpoznać”.