Sonik nadal ma szansę na podium
Autor: Przemysław Franczak
Liczba odwiedzin: 3827
Na wczorajszym, najdłuższym etapie słynnej imprezy (z San Juan do San Rafael; 796 km, w tym 476 km odcinka specjalnego) wspaniałą jazdę pokazali quadowiec Rafał Sonik – był czwarty – i motocyklista Jakub Przygoński, który zawody ukończył na szóstym miejscu.
Ten drugi awansował wczoraj na ósme miejsce w klasyfikacji generalnej. Do lidera Francuza Cyrlia Despres traci ponad godziny, ale w historii tego rajdu żaden polski motocyklista nie był jeszcze tak wysoko. Z kolei Sonik, trzeci quadowiec Dakaru sprzed roku, jest na piątej pozycji, ale nadal może spoglądać w stronę podium.
Co ciekawe, ich historie z tej edycji Dakaru są bliźniaczo podobne. Obaj przyjechali na rajd ze sporymi ambicjami i obaj już na początku imprezy – na tym samym etapie – zanotowali spore straty. Według Sonika padli ofiarą oszustwa, gdy na jednej ze stacji zatankowano im do baków benzynę doprawioną etanolem, co w wielkim upale spowodowało fatalną pracę silników. Przekręt trudno było udowodnić, ale w każdym razie od tego momentu obaj musieli desperacko gonić czołówkę. Z sukcesem.
Przygoński ma teraz jeden cel – dojechać w sobotę do mety rajdu w Buenos Aires na ósmej pozycji. Sonik ma jeszcze dużą szansę awansować w klasyfikacji. Do znajdującego się tuż przed nim Christophe’a Declerck traci mniej niż półtorej minuty.
– Z Declerckiem będę walczył do samego końca, ale z trzecim w klasyfikacji Hiszpanem Juanem Gonzalezem Corominasem sprawa jest trudniejsza. Trochę do niego odrobiłem, ale i tak ciągle ma sporą przewagę. To słabo rokuje. Szansa może pojawić się, gdyby miał jakieś problemy na trasie – zauważa 43-letni krakowianin. – Nie nastawiam się na szaleńczą pogoń, ryzyko tu nie popłaca. Dla mnie głównym celem jest Buenos Aires. I meta – podkreśla.
Dziś przedostatni etap z San Rafael do Santa Rosa (725 km, w tym liczący 368 km OES).
