Sprawdzi ciśnienie, ale nie napompuje

Porady / Eksploatacja

Autor: Jerzy Dyszy

Liczba odwiedzin: 4684

Ciśnienie w oponach trzeba systematycznie sprawdzać. Każdy to wie, jednak statystyki mówią, że robimy to zbyt rzadko, albo nawet wcale. Nie dajmy się zwieść solidnemu wyglądowi opon samochodowych. Właściwy Fot: BMW kształt obciążonej opony utrzymuje tylko znajdujące się wewnątrz powietrze (lub inny gaz) pod odpowiednim ciśnieniem. Wyjątkiem są specjalne opony „run flat” przystosowane do jazdy bez tego powietrza, ale i one pracują wtedy źle, a różnica polega na tym, że standardowe nie napompowane ogumienie ulega zniszczeniu po kilkudziesięciu lub kilkuset metrach, a na „run flatach” można przejechać powoli i ostrożnie nawet kilkadziesiąt kilometrów. Jednak nie więcej, a i tak zalecana jest wtedy wymiana opony na nową. W każdym razie każda opona bez powietrza lub z jego niedoborem, podczas jazdy ugina nadmiernie swe boki i za bardzo się nagrzewa oraz zwiększa opór toczenia samochodu. W rezultacie chodzi o bezpieczeństwo (na niedopompowanych oponach samochód zachowuje się nieprzewidywalnie podczas gwałtowniejszych manewrów), o trwałość opony, oraz o zużycie paliwa.
Nadmierne ciśnienie też jest niekorzystne, bo powoduje spadek komfortu, mniejszą przyczepność do nawierzchni i na skutek zmniejszenia tłumienia drgań, bardziej obciąża elementy zawieszenia.


Wartości ciśnień ustalane są wspólnie przez producentów samochodów i opon na podstawie badań drogowych i analiz teoretycznych tak, aby uzyskać najlepszy kompromis pomiędzy ogólnie pojętym prowadzeniem się samochodu i komfortem jazdy odczuwanym przez pasażerów. W Fot: Maciej Pobocha nowoczesnych samochodach, gdzie licznymi funkcjami zawieszenia i hamulców steruje elektronika, rola właściwego ciśnienia w oponach jest jeszcze większa. Tymczasem badania statystyczne wskazują, że rzadko kto wykonuje zalecane sprawdzanie ciśnień np. co dwa tygodnie, a już prawie nikt nie zmienia ciśnień w oponach po zmianie obciążenia auta. Mało tego, większość kierowców nie potrafi rozpoznać uszkodzenia opony i spadku ciśnienia o 50 czy nawet 100 procent. Prawda, samochód wpada wtedy w drgania, hałasuje i źle się prowadzi, ale kto by się tam wsłuchiwał! A przy kolejnym hamowaniu czy ostrym zakręcie może dojść do tragedii.



CZYTAJ TAKŻE

69,32% kierowców nie dba o ciśnienie w oponach

Ekologiczne opony Nokian


Właśnie dlatego w USA wprowadzono już w 2007 roku prawo, wymagające, że nowo produkowane samochody muszą mieć urządzenie mierzące nieustannie ciśnienie w oponach (TPMS czyli Tyre Pressure Metering System). W razie określonej odchyłki od prawidłowych wartości TPMS ma alarmować kierowcę, na postoju lub w czasie jazdy. Podobny przepis będzie obowiązywał także w Europie, od listopada 2012 roku.


Urządzenia takie stosowano już dawno, ale tylko w pojazdach specjalnych i wojskowych. Pierwszym autem osobowym z takim systemem (plus układ pompowania) był supersamochód Porsche 959 z roku 1986. Do popularnej motoryzacji system ten trafił – na zasadzie ciekawostki marketingowej – na przełomie wieku XX i XXI, w niektórych droższych samochodach koncernu PSA i Renault. Wtedy jeszcze działał niepewnie i z błędami, ale pierwszy krok uczyniono.


Pomiar ciśnienia w kołach jadącego samochodu jest dość skomplikowanym zadaniem, jeżeli uświadomimy sobie, że dane o ciśnieniu w kręcącym się kole należy przekazać do nieruchomego odbiornika w samochodzie. Co więcej, alarm o nadmiernym spadku ciśnienia musi uwzględnić nie bezwzględną jego wartość, ale także wpływ obciążenia auta, temperatury opony i ciśnienia atmosferycznego.


Obecnie istnieją wśród urządzeń TPMS dwa podstawowe systemy pomiaru. Fot: Michelin Pierwszy to system bezpośredni, w którym odpowiedni czujnik umieszczony wewnątrz koła (np. na wewnętrznej stronie zaworka, na obręczy, lub w rozwiązaniu firmy Continental w materiale opony), mierzy rzeczywiste ciśnienie, a następnie przekazuje je radiowo do odbiornika umieszczonego w nadwoziu. Stamtąd informacja kierowana jest do sterownika i potem, w razie potrzeby do wyświetlacza na tablicy przyrządów, lub do głośnika, gdy wybrano alarm akustyczny.


Drugi system dokonuje pomiaru pośredniego – system ABS porównuje prędkości obrotowe kół jednej osi gdy samochód jedzie prosto i ustala na tej podstawie czy mają one tę samą średnicę roboczą. Jeżeli jedno obraca się szybciej, to najprawdopodobniej uchodzi z niego powietrze. Nowsze wersje tego systemu potrafią określić charakterystyczne drgania koła, które jest niedopompowane. Ten drugi, pośredni system jest w sumie prostszy i tańszy, ale jego wadą jest brak precyzji i czasami opóźnienie pomiaru. Trzeba też zauważyć, że nie wskazuje on ciśnienia w kole, a tylko sugeruje możliwość uszkodzenia opony.


System bezpośredni jest natomiast kosztowny, wymaga zasilania czujników z baterii, a więc okresowej (co kilka lat) wymiany tych drogich urządzeń, ponadto musi być odpowiednio kalibrowany i aktywowany po każdorazowej zamianie koła (np. miejscami) lub wymianie opon itp. W sumie jest więc kłopotliwy w praktycznym użyciu, choć producenci (a jest ich wielu) starają się tworzyć rozwiązania coraz bardziej bezobsługowe.


Szczególnym rodzajem TPMS jest proponowany przez pewną firmę z Australii system VisiTyre, w którym czujniki nie wymagają zasilania baterią (a więc okresowej wymiany), a układ nie musi być kalibrowany. Prąd potrzebny do pomiaru wytwarzany jest w uzwojeniu cewki umieszczonej pod obręczą koła, sygnał pomiarowy powraca zaś do specjalizowanego odbiornika, także na drodze powiązania elektromagnetycznego, z owej cewki do transmitera zamontowanego na zacisku hamulca tego właśnie koła. Dla kierującego samochodem VisiTyre działa tak, jak każdy inny system pomiaru bezpośredniego, tyle, że zupełnie niekłopotliwie i bezobsługowo. Jego wadą jest jednak konieczność używania specjalnych, dedykowanych obręczy kół, a zatem trudno się spodziewać, że zostanie zaaprobowany do powszechnego użytku np. w autach produkowanych już za rok w Europie.


Weź udział w akcji serwisu motofakty.pl: "Chcemy Taniego Paliwa" - podpisz petycję do rządu



Zobacz także

Brak komentarzy - napisz pierwszy