Sprzedawcy wciskają kit

Porady / Zakup Auta

Autor: Dariusz Dobosz

Liczba odwiedzin: 36762

Kupno auta używanego może być początkiem problemów i wydatków, jeśli zbyt ufnie podejdziemy do transakcji. Kombinatorzy i oszuści szukają naiwnych, którzy nabiorą się na ich sztuczki.

Przypominamy na życzenie.

Określenia typu „bezwypadkowy” czy „stan idealny” to codzienność w polskich ogłoszeniach z samochodowego rynku wtórnego. Nader często są one nierzetelne i mijają się z prawdą. Oto przykład: klient jedzie na oględziny 2-litrowego Forda Mondeo z 2001 r. Auto ma rzekomo „czystą” przeszłość, jest w bardzo dobrym stanie i nie miało napraw blacharskich. Fot. Maciej Pobocha: Pobieżne oględziny nie chronią przed kupnem odpicowanego samochodu

Kupujący ma małe doświadczenie z używanymi samochodami, dlatego przed sfinalizowaniem transakcji decyduje się na wizytę w centrum diagnostycznym. Bierze na siebie koszty, sprzedający godzi się bez protestów. Profesjonalny warsztat odkrywa smutną prawdę. Mondeo przeszło dachowanie. Płyta podłogowa jest nienaruszona, ale prawy bok i prawa część dachu były naprawiane. Sprzedający może nawet nie wiedział o wadach, autem jeździł zaledwie rok. Portfel niedoszłego nabywcy schudł o 200 zł, ale w kieszeni zostało 25 tys.

Ta sprawa skończyła się szczęśliwie, ale tysiące innych to dramaty, w których ludzie tracą pieniądze i latami odwiedzają sądy. To jednak nie brak doświadczenia, ale przede wszystkim ludzka naiwność leży u podstaw samochodowych problemów. Specjaliści przygotowujący auta do sprzedaży, zwani powszechnie picownikami, potrafią zadbać o nienaganny wizerunek pojazdu.

Kamuflaż musi czasem dotyczyć dokumentów. Ale w papierach może nie połapać się nawet specjalista, za to naprawy powypadkowe i kombinacje konstrukcyjne zawsze można wykryć pod warunkiem, że nie wierzy się na słowo sprzedającemu i w każdym przypadku dokona się rzetelnych oględzin. Kto nie czuje się na siłach, by zrobić to samemu, powinien sięgnąć po pomoc ekspertów.

Chociaż trzeba przyznać, że ogólny stan techniczny aut używanych bardzo poprawił się w ostatnich latach, to jednak wciąż zdarzają się prawdziwe kurioza. Handlarze nie wahają się przed składaniem jednego pojazdu z dwóch, a nawet trzech „rozbitków”. Auta spawa się z kawałków, a niektóre naprawy blacharskie urągają wszelkim zasadom bezpieczeństwa.

Dokumentacja centrów diagnostycznych pełna jest ciekawostek, które mrożą krew w żyłach.

Przypadki, gdy osie przednich kół mijają się o kilka centymetrów, a karoserie są krótsze od oryginału nawet o kilkanaście centymetrów wcale nie należą do rzadkości. Spora w tym wina polskiego systemu prawnego. Mocno zniszczone, powypadkowe wraki, wracają do swoich właścicieli zamiast obligatoryjnie trafić na złomowisko. Po naprawach, z reguły nieudolnych, bo dokonywanych tanim sposobem w prymitywnych warsztatach, znowu wprowadzane są do obiegu.

Dopóki ukryte zostają wady mechaniczne czy lakiernicze, mamy do czynienia ze zwykłym oszustwem. Ale niektórzy sprzedawcy wkraczają na drogę przestępstwa. Sprzedają auta bezprawnie wprowadzone na polski obszar celny albo zmieniają znaki identyfikacyjne w pojazdach kradzionych. Robi się to na różne sposoby, włącznie z „przeszczepianiem” numerów kompletnie zniszczonego, ale legalnego samochodu do pojazdu o nielegalnym pochodzeniu. Zostaje wówczas wspawany cały fragment nadwozia z numerem VIN. W ten sposób można też znacząco odmłodzić samochód. Dlatego warto wiedzieć, jak powinien wyglądać wybrany model auta z rocznika deklarowanego w dokumentach. Nawet drobne zmiany stylizacyjne czy wyposażeniowe mogą pomóc w ustaleniu prawdziwości danych.

Nieuczciwi sprzedawcy używanych samochodów dobrze wiedzą, że trzeba wywołać u nabywcy rezygnację z dokładnych oględzin. Stąd różnorakie wybiegi, stwarzające wrażenie niebywałej okazji i atmosfera pośpiechu, która ma wymóc szybkie podjęcie decyzji. Kolejny sposób na naiwnych to niezwykle ujmujący sprzedający, człowiek o nienagannych manierach, najczęściej starszy, spokojny pan albo nobliwa niewiasta.

Nie dajmy się zwieść pozorom. Wystarczy, że w miejscu oględzin znajdzie się zaproszony przez nas ekspert i zacznie dociekliwie oglądać pojazd, a czar pryska jak mydlana bańka. Starszy pan staje się szorstki i nieprzyjemny, a dystyngowana dama nie może wręcz powstrzymać oburzenia. Nie przejmujmy się tym zbytnio, miejmy zawsze na uwadze swoje dobro. Mamy do tego prawo.

Poradnik antypicownika

- Kilkuletni samochód nigdy nie ma lakieru, który wygląda jak fabrycznie nowy. Powinien mieć naturalne zmatowienie, wynikające z procesu użytkowania. Na dużych powierzchniach takich jak dach, pokrywa silnika czy poszycie drzwi trudno ukryć pofałdowanie blach, pozostałość po blacharskich procesach naprawczych, takich jak wyciąganie czy klepanie.

- Ślady szpachlówki albo lakieru na elementach z tworzywa sztucznego lub gumy to wskazówka, że auto było naprawiane.

- Szukajmy niefabrycznych spawów, zwłaszcza na płycie podłogowej oraz w okolicach numeru identyfikacyjnego VIN. Podejrzenia powinny wzbudzić różnice w odcieniu lakieru między miejscem wybicia znaków a innymi strefami nadwozia, nietypowe łączenia blach nitami lub śrubami (np. w bagażniku) oraz grube powłoki smołowych preparatów antykorozyjnych i niefabryczne maty głuszące, ułatwiające ukrycie szwów spawalniczych.

- Bądźmy podejrzliwi, jeśli silnik i komora silnikowa są dokładnie wymyte. Kamufluje się w ten sposób ewentualne wycieki oleju. Lepiej, gdy samochód wygląda tak, jak w codziennej eksploatacji.

- Sporą wiedzę o naprawach nadwozia dają silikonowe wypełnienia na krawędziach zgrzewanych blach. Wszędzie ich pełno, wystarczy otworzyć drzwi, pokrywę bagażnika czy pokrywę silnika. Są też pod wykładzinami. Trudno jest odtworzyć fabryczne ułożenie silikonów. Blacharze stosują więc zwykłe „pędzlowanie”, nieregularne i znacznie cieńsze.

Zobacz także

Komentarze

    • Bart3kk
    • Nikt nikomu nie broni jak ktoś ma 40.000 zł kupić nowego samochodu ,a nie taszczyć złomostwa zza granicy. Ale cóż mentalność w Polsce szybko się nie zmieni. Ktoś woli kupić 10-letnią limuzynę za taką kasę niż coś trochę mniejszego ale z salonu i z gwarancją ;)
    • Roger
    • taa porobiłem trochę przy blacharce i dopiero później wyszło, że mam auto bite z każdej storny ^^
    • tylik1
    • Nic, tylko zgodzić się z Darkiem - "Sprzedawcy wciskają kit". Tydzień temu oglądałem w komisie Audi A4 B5, które było bite. Zapytałem handlarza jak to jest z tą wypadkowością a on powiedział: „Przed zakupem sami to auto sprawdziliśmy i nic nie znaleźliśmy”. Handlarz kłamał także odnośnie mocy i typu silnika (uparcie twierdził, że ten TDI miał pompowtryskiwacze a okazało się, że to był 110 konny AFN ze zwykłą pompą wtryskową). Zainteresowanych odsyłam na: http://tylik.motogrono.pl/2009/01/20/rodzyn-04-audi-a4/
    • tehaxhq
    • Całkowicie się zgadzam. Kiedyś byłem zainteresowany kupnem jednego Peugota 106, do czasu aż nie pojechałem z nim na przegląd. Właściciel próbował wcisnąć mi auto które: miało kręcony licznik, było klepane i zespawane z innych aut. Pod autem były spawy na przodzie i tyle, więc wnioskuje że auto złożone z 3 części. Dobrze że go nie kupiłem. Dobra rada, przed zakupem jedźcie zawsze na wybraną PRZEZ WAS stację kontroli pojazdów !! Na szczęście stacja wzięła ode mnie tylko 40 zł, ale auto przejrzeli dokładnie.
    • Hendi
    • NIE polecam tego sprzedawcy: http://motoallegro.pl/item534306472_super_daewoo_lanos_1_5_benz_gaz_taniooooooo.html Auto zdecydowanie powypadkowe, jeśli ktoś miał kiedykolwiek do czynienia z zapachem truchła, to wie,że takiego smrodu nie da się zapomnieć... Piękny, serwisowany i dobrze utrzymany okazał się kompletna porażką z innym stanem licznika i nie tylko. W necie zamieszczono zdjęcia i opis zupełnie innego auta. Po zrobieniu kilkuset km oględziny trwały 2 minuty.
    • tusiek
    • Do tylik1-to że silnik z pompą to przecież lepiej!Zdecydowanie mniej awaryjny i nie bierze oleju.Nie wszystko co nowsze jest lepsze. Autorowi się coś pomyliło-auto krótsze o kilkanaście cm? Chyba Pan Redaktor nie wie co pisze.Kilkanaście mm to jeszcze ok.Ale czy ktoś sobie wyobraża auto krótsze np.o 12 cm? A co z płytą podłogową błotnikami,drzwiami,dachem?Przerobione?Ok,ale po co?Jakie koszty?Autor nie ma pojęcia o samochodach albo dwója z fizyki-myli mm z cm! Czytać co się pisze!
    • nabaam
    • A tak zerkając do portali tu i na Otomoto, połowa ogłoszeń 1-szy własciciel to oszustwa. A dwie linijki niżej tekst typu : 1-szy własciciel w Polsce albo auto kupiłem od 1-szego. tak jak teksty typu samochód terenowy nie jeżdzony w terenie? Równie dobrze przy Porsche można pisać nie jeżdzony na autostradzie. Albo info ze auto sprzedaje doktor, profesor albo mecenas, a ... mnie obchodzi co robi sprzedający.
    • nabaam
    • Najwiekszy przekręt jaki widziałem to Lancia od jakiegoś emerytowanego prezesa firmy (nowym nabywcą był jakiś gówniarz, ale ciągle reklamował się jako ten 1-szy). Prezes podobno był ministrem, i odchodząc wział słuzbowe auto do swojego garazu. Mimo 13 lat nawet 100 000km nie miało przejechane. Co za ...izm chce się powiedzieć. BOR uzywa auta raz na tydzień i jezdzi nim 5km za jednym razem? Szmelc powypadkowy, a tylko granatowy kolor i marka przypominala to co kiedyś uzywano do wożenia ministrów.
    • nabaam
    • Inny przykład. Piękny Mercedes 600 SEC (tez takim jezdziłem). Znałem włascicielkę tego egzemplarza. 10-letni garażowany, Ona nie paliła, serwisowany w ASO, przebieg 90 000km. Prawda, potwierdzam. Kupił to od niej jakiś gośc i w swoim komisie nie umiał sprzedać. Auto znikło. Po kilku miesiącach odnalazło się w innym komisie i w innym mieście. Ciagle reklama, po pierwszej właścicielce. tylko że ja widzę to auto w Beskidach i w swoim mieście i jezdzi nim jakiś gość. A w ogłoszeniu przebieg ciągle ten sam. W końcu nie wytrzymalem i przyparłem sprzedajacego swoją wiedzą n/t tego...
    • nabaam
    • egzemplarza, datami, miejscami w ktorych się pojawia. I co? Okazuje się że to już 3-ci własciciel. Prowadzi komis i odkupił to auto z innego komisu na lato żeby sobie poszpanować. Nagle okazuje się że jedna z szyb już przecieka, że z podwoziem coś nie tak, że sciaga przy hamowaniu etc. . Albo gośc go rozbił i już był po naprawie albo szpanując uszkodził podwozie na jakiejś dziurze, albo w ogole do ASO nie zagladał na kolejne przeglady żeby sobie historii wozu nie zepsuć. To jest uczciwość włascicieli komisów.
    • nabaam
    • Nie chcę chodzić po sądach za antyreklamę ale i w nowych salonach dziwne rzeczy mają miejsce. Znam przypadek gdy w nowo odebranym z fabryki aucie przy wyjezdzie, nowy właściciel zachacza o bramę lusterkiem... i ze środka wypada dorobiony trzeci komplet kluczy do auta.
    • nabaam
    • jednak wciąż mozna kupić piekne, duże, bardzo zadbane auto od 1-szego własciciela, emeryta z Niemiec, Austrii czy Szwajcarii. tylko jest problem. Trzeba go tam samemu odnalezć, zanim zrobią to hieny z komisów.
    • TAD1
    • [quote=]Nie chcę chodzić po sądach za antyreklamę ale i w nowych salonach dziwne rzeczy mają miejsce. Znam przypadek gdy w nowo odebranym z fabryki aucie przy wyjezdzie, nowy właściciel zachacza o bramę lusterkiem... i ze środka wypada dorobiony trzeci komplet kluczy do auta. [/quote] - No , z tymi extra kluczami od auta dla złodzieja to mnie zaskoczyłeś . Dobra przestroga dla kupujących nowe i pewnie drogie samochody !!! - Wychodzi na to , że to autko w planie już miało innego nabywcę !
    • nabaam
    • Ci co robią przekręty boją się jak ognia np wizyty w stacji kontroli pojazdów DEKRA. Zawsze warto stracić 200-500 zł na szczególową kontrolę techniczną niż wierzyć w podrabiane ksiązki serwisowe czy zapewnienia mechanika z zaprzyjaznionego ze sprzedającym serwisem. Dobre są też stacje kontroli z automobilklubów, bywają tam mechanicy co zjedli zęby na rajdowym serwisowaniu wyczynowego samochodu i im żadnego kitu się nie wciśnie. Poza tym dobrze doradzają rzeczoznawcy PZMot. Wizyta na Komendzie Policji ze sprzedajacym w celu sprawdzenia legalności samochodu, telefon do agencji celnej....
    • nabaam
    • jesli auto jest sprowadzone. Warto tez sprawdzać bankowe rejestry zastawów. A czasami można samemu zadzwonić czy wysłać e-mail do niemieckiego ASO w którym to podobno auto było serwisowane. Pogadać z mechanikiem który robił coś przy danym samochodzie, lub.... który nam powie że tego egzemplarza na oczy nie widział. :-)))
    • Motorekkk99
    • Kupno nowego samochodu, czy używanego to żaden problem. Problemy zaczynają się, gdy internetowi ubezpieczyciee direct kuszą najtańszymi ofertami, a potem zostawiają w potrzebie. Już się z takimi oszustami nabawiłem nieprzyjemności i teraz z przyjemnością korzystam z usług pzuonline, bez problemów.
    • savage78
    • Witam , i tu się "nabaam" myli: "Znam przypadek gdy w nowo odebranym z fabryki aucie przy wyjezdzie, nowy właściciel zachacza o bramę lusterkiem... i ze środka wypada dorobiony trzeci komplet kluczy do auta." Nie jest to dorobiony trzeci komplet , tylko w samochodach w fabrykach na zachodzie tam właśnie chowa się klucze - POD LUSTERKIEM, wyobraź sobie parking fabryczny i na nim 1000... samochodów, i znajdź teraz do nich klucze gdzieś w budynku...i dlatego żeby było szybciej i nie było lipy że nie ma jakiegoś kluczyka lub koles akurat pomylił klucze pakuje sie je za lusterko, bardzo łat
    • savage78
    • wo je wyjąć, najwidoczniej po dojechaniu samochodu na miejsce do polski gdzieś na składzie nie wyciągneli a serwisanci zapomnieli sprawdzić...jest to normalna rzecz a nie żadne oszóstwo.
    • savage78
    • powyższy tekst to dokończenie odp do nabaama wyżej.
    • nabaam
    • Do savage. Ale te kluczyki wypadły z zewnetrznego lusterka. kto w fabryce rozbiera lusterko i chowa tam 3-ci komplet? Auto było przygotowane do kradzieży. Jak nabywca wyciągnął tel żeby Policję ściągnąć probowano mu kasę dać żeby tylko tego nie zrobił.
    • anty polityk
    • Co to jest? Stary artykuł wypuszczony na nowo?
    • lordofchaos
    • taaa odgrzevany stary kotlet ;-)
    • pslodo
    • Kupuję samochody rozbite, naprawiam i sprzedaję całe. Tak zarabiam na życie. Nie spieszę się ze sprzedażą. Klient ma możliwość obejrzenia zdjęć przed naprawą i widzi jak wygląda przygotowane do sprzedaży. Zresztą prawie zawsze kupujący ogląda auto na placu przed warsztatem. Nie składam aut z kilku i nie kłamię na temat znanej mi historii pojazdów. Wrzucanie blacharzy/lakierników i bitych aut do jednego worka, to po prostu niesprawiedliwość budująca stereotyp, że kazdy blacharz to kombinator, oszust i złodziej. Z resztą nie chce mi się zmywać kropek po rozbryzgach pasty polerskiej.
    • pslodo
    • Klepane auto można jeszcze rozpoznać po: matowej czerni blach pod tapicerką (np bagażnik) Lampy z różnymi znakami, bądź soczewkami. Źle spasowane szczeliny, brak korozji w miejscach charakterystycznych dla danego rocznika, różnicę ziarnistości skórki klaru na poszczególnych elementach. Różnicę grubości i ilości ziarna w lakierach metalicznych (widać pod światło). Ciemne pasy na dużych powierzchniach i jeszcze parę innych. Odradzam zainteresowanie samochodami ze śladami napraw na desce i tapicerce przednich drzwi. Może się okazać, że zamiast poduszki, są tam gazety i rezystor oszukujący czujnk.
    • pslodo
    • watro też zajrzeć pod uszelki drzwi, przypruszone bazą, lub klarem wnęki pod maską i klapą bagażnika. Bardziej dociekliwi mogą się pokusić o wyjęcie tylnej lampy (często widać odcięcie z taśmy, po lakierowaniu błotnika. Bite, czy nie. Grunt żeby były nowe pasy bezpieczeństwa (które w czasie drugiego naprężenia mogą być śmiercionośne, a trzeciego napięcia zabijają napewno, bo obowiązek jazdy w pasach jest, nawet gdy kierowca jedzie sam. ABSURD!!!)cały dach, słupki i podłoga - głównie podłużnice, od których zależy geometria układu jezdnego i całego pojazdu.
    • 000bryan
    • Tusiek - TO TY NIE MASZ RACJI, autor wcale nie pomylił mm z cm. Znam przypadek, że na miejsce rozwalonego bagażnika Fiata Sieny był "wstawiony" bagażnik "ładniejszy" wraz z tylnym zderzakiem z Fiata Albea II generacji i z tylną szybą Albei (ta sama tylna szyba jak ma Alfa Romeo 156)i efekt jest taki, że Siena vel Albea II jest dłuższy dokładnie o 12 centymetrów, a pojemność bagażnika powiększyła się o 44 L, a płyta podłogowa jest identyczna, nawet Fiat Uno ma taką samą płytę. Przeróbka przeszła i badania techniczne jak i homologaćję!
    • Doradca-Flota
    • Lepszym rozwiązaniem jest zakup nowego pojazdu,kwestia doboru formy finansowania!!!Chcesz wiedziec wiecej???Skontaktuj sie ze Mną i sprawdz co ci sie naprawde opłaca i na co cie stac!!!
    • ElvisP
    • Część 1. Tak czytam te komentarze i nikt nie napisał jednego. Odpowiedzialność za taki stan rzeczy odpowiedzialni są głównie sami klienci. Podam przykład. Mój znajomy jeździł VW passatem z 2006 roku. Kupił je nowe w salonie, mieszka blisko granicy i interesy prowadzi w Niemczech. Jeździł nim 4 lata, głównie w Niemczech (przebieg autostradowy) i zrobił 170000 km. Z drugiej strony ciężko by było zrobić tyle km w 4 lata jeżdżąc po mieście. Auto nie miało przez ten okres nawet stłuczki, było zadbane bo jeździł nim praktycznie sam, serwisowany w ASO.
    • ElvisP
    • Część 2. Postanowił je sprzedać. Wystawił na otomoto, napisał w ogłoszeniu prawdę o historii auta. Kilku potencjalnych klientów zaczęło marudzić, że przebieg taki duży, że ślady po kamykach na masce i że w ogóle to za te pieniądze można kupić z przebiegiem mniejszym o połowę. Auta nie sprzedał przez 4 miesiące. Miał dość. Cofnął licznik, wypolerował lakier i... sprzedał po tygodniu. Klienci chcą wierzyć, że popularnymi dieslami jeżdżą emeryci i ludzie do biura i kościoła. Tylko taki człowiek nie kupuje diesla bo po co?
    • do Barth cos tam... (gość)
    • typowy polaczek masz 40 tys. to kup jakiegos fiata albo inne yugo i zobaczymy ile czasu przezyjesz na pl drogach majac strefe zderzeniowa konczaca sie na tylnym blotniku. wole kupic uzywane ale za to wieksze auto niz szit ktorym jezdzi wiekszosc spoleczenstwa. stereotyk z ciebie jak cholera!

Dodaj komentarz