Stan techniczny jest mi znany...

Wiadomości z rynku / Felietony - Mikos

Autor: Aureliusz Mikos

Liczba odwiedzin: 39316

Od treści umowy kupna-sprzedaży zależą ewentualne roszczenia nabywcy do sprzedawcy w przypadku, gdyby okazało się, że kupiony samochód ma wady.

Na rynku używanych samochodów, nabywca i sprzedający dysponują zwykle wzorem umowy kupionym na giełdzie lub publikowanym w prasie motoryzacyjnej, składającym się z kilku punktów określających tożsamość osób i przedmiot transakcji.

 

W tych umowach znajduje się też zwykle klauzula mówiąca, że stan techniczny kupującemu jest znany i potem nie będzie rościł z tego tytułu żadnych pretensji. Z punktu widzenia prawa, klauzula ta ma kilka logicznych uzasadnień, ale bez dodatkowych zastrzeżeń dla kupującego jest wręcz samobójcza.

 

Uzasadnieniem jest chociażby to, że nikt nie może zapewnić, iż samochód, który przejechał np. 100 000 km, nie ulegnie w najbliższym czasie poważniejszej awarii. Z drugiej strony, kupujący świadomie lub nie, zgadza się na niewielkie możliwości roszczenia, gdyby okazało się, że nabyte auto ma wady. Twierdzi bowiem, że auto zna doskonale i nie będzie rościł pretensji,  nawet wtedy, jeśli silnik i skrzynia biegów rozsypią się po 10 metrach.

 

W związku z tym najważniejsze jest, aby w umowie znalazły się wszystkie przesłanki, na podstawie których nabywca podjął decyzję o kupnie. Mogą to być punkty mówiące o przebiegu kilometrów , informacja o bezwypadkowości lub o rozmiarach naprawy blacharsko-lakierniczej. Wtedy nabywca zabezpiecza się na wypadek, gdyby przekazane informacje przed zakupem samochodu były nie prawdziwe.

 

Bardzo ważna jest także klauzula, iż w sprawach nie uregulowanych umową zastosowanie mają przepisy kodeksu cywilnego. Kupujący ma wtedy podstawę prawną do reklamacji w przypadku, gdy wykryte zostaną wady pojazdu nieznane w momencie zawierania transakcji, z powodu ich zatajenia przez sprzedającego.

 

W istocie rzeczy, nie chodzi o to, że używany samochód ma być jak nowy, bo używany jest w  jakimś stopniu zużyty i dlatego ma niższą cenę, ale chodzi o to, aby przesłanki decydujące o zakupie tego, a nie innego samochodu były prawdziwe.

 

Dla nabywcy ma znaczenie, czy auto przejechało 50, czy też 150 tys. km, jak również na przykład to, czy jest bezwypadkowe. Jeśli informacje o przebiegu i ewentualnej bezwypadkowości będą zawarte w umowie, interes nabywcy będzie lepiej chroniony.

 

 

Zobacz także

Komentarze

    • przyszły nabywca (gość)
    • Czy to się tyczy również przy zakupie samochodu za granicą?
    • OSA (gość)
    • To trochę bez sensu moim zdaniem taka klauzula to dobra sprawa bo przecież to auto jest używane a nie nowe z salonu gdzie gwarancja powinna być obowiązkiem - na zachodzie jesli auto używane ma gwarancję to jest to już z daleka napisane na dużej kartce a normalnie to kupujacy powinien sprawdzić co kupuje i jesli przy transakcji nie uzgodni ze sprzedającym gwarancji to tylko może mieć pretensje do własnej głupoty że kupił złe auto. Przecież absurdem byłoby przykładowo kupienie czteroletniej pary butów od sasiada i wymaganie gwarancji że się jutro podeszwy nie rozlecą - przecież nawet kupując mieszkanie co jest najbardziej luksusowym dobrem na rynku nikt nie daje gwarancji że tynki nie odpadną - widzimy co kupujemy możemy wziąść rzeczoznawcę ewentualnie obniżyc cenę ale po zakupie powinno się karać za głupotę kupujacego a nie odwrotnie - co innego jak kupujemy nowe mieszkanie ale w przypadku używanych rzeczy gwarancja i roszczenia to wymysł nie myslących prawników i chorych systemów - przecież dlatego używany przedmiot ma dużo niższą wartość niż nowy więc z jakiej okazji gwarancja że auto się nie rozpadnie??? takimi metodami nie uczy się klientów odpowiedzialności za swoje postępowanie i coraz bardziej straszą głupotą a na to lekarstwa nie ma a normalny klient zdaje sobie sprawe co kupuje ma nieograniczone możliwości sprawdzenia - choćby podjechanie do serwisu a tam wypiszą mu prezyzyjna opinię i jeśli wtedy faktycznie się coś wydarzy to mając od nich fakturę za taką usługę może do nich rościć pretensje a nie od sprzedawcy
    • Robert (gość)
    • a do kogo sie zwrocic wtedy gdy cos nie gra o porade prawna...nie liczac drogich prawnikow
    • ,,,,,,,,,,myśliciel,,,,,,,,,,, (gość)
    • nik przy zdrowych zmysłach nie bedzie pisał kilometrów jakie ma przejechane dany model auto przy sprzedaży, oraz czy auto było po wypadku lub nie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!,, każdy prawniczek jeśli tylko nie spał na lekcjach z historiiiiiiiiiiiiii / ja nie spałem/ obali pana roszczenia w sądzie???? a no dlatego że, nik z nas nie jest przeszkolony i nie może wystawia wiąrzących decyzji co do stanu tech samoch. to tak jak by pan orzekł sekcję zwłok i kazał się sądowi przychyli do swojej racji!1 absurd
    • prawnik (gość)
    • Jeżeli komuś przeszkadza taka kluzula, może ją z umowy usunąć, jeśli nie przeszkadza może ją zostawić. Chodzi o porozumienie ze sprzedającym. Jeśli się nie dogadają co do treści umowy nie będzie transakcji i tyle.
    • xx (gość)
    • Taka klazulę wymuszają również dealerzy sprzedając nowe auto
    • ''''''''''''myśliciel''''''''' (gość)
    • sory za brak polskich znaków ale bbardzo duże uzywam innego jezyka w pismie .. widze że nareszczie są ludzie kktórzy mówią o problemie otwarcie. co do nowych to salony w polsce ..okradają.. klienta w biały dzień a żadne korporacje czy organizacje nic nie robią? ciekawe dlaczego!! ja gdy kupowałem cześći w salonie do renaulta jak powołałem się na kolegę dostałem 25 % upustu od tak a jak sprawy sie mają u was , koledzy proszę o opinie pozdrawiam i dzieki pis oraz gratul. zza wygrane wybory
    • Starik (gość)
    • [quote="OSA"]... widzimy co kupujemy możemy wziąść rzeczoznawcę ewentualnie obniżyc cenę ale po zakupie powinno się karać za głupotę kupujacego a nie odwrotnie - co innego jak kupujemy nowe mieszkanie ale w przypadku używanych rzeczy gwarancja i roszczenia to wymysł nie myslących prawników i chorych systemów - przecież dlatego używany przedmiot ma dużo niższą wartość niż nowy więc z jakiej okazji gwarancja że auto się nie rozpadnie??? [/quote] Jak dla mnie OSA mieszasz to dwie rzeczy. Jedna to utrata wartości spowodowana NORMALNYM użytkowaniem - i tego zazwyczaj dotyczy niższa od produktu nowego cena używanego. Wchodzi w to także ryzyko pojawienia się uszkodzenia o którym w momencie sprzedaży dotychczasowy właściciel nie ma nawet pojęcia. Dotąd wszystko jest OK. W drugim przpadkiu chodzi natomiast o nie wynikające z "normalnego" uzytkowania przyczyny utraty wartości produktu, które to przyczyny są znane sprzedającemu i świadomie przez niego zatajane. Np.: skrzynia biegów się rozsypała, a ja zamiast ją naprawić pakuję coś do niej aby trudno było zauważyć problem i przy sprzedaży twierdzę, że autko jest OK; albo cofam licznik o drobne 100tyś km i mówię, że jeździłem tylko do kościoła w niedzielę; albo ... Ukrycie znanych mi wad, w oczywisty sposób zmienia wartość oferowanego samochodu i jest oczywistym oszustwem I TO NIE JEST NORMALNE I AKCEPTOWALNE RYZYKO ZAKUPU. Mówienie o frajerstwie i głupocie to tylko przyklaskiwanie OSZUSTOM. Co innego ryzyko uszkodzenia, co innego oszustwo!!! A z tym ekspertem, to myślę, OSA, że sam dobrze wiesz, że oglądając samochód z zewnątrz, bez jego rozebrania, da się uniknąć zaledwie połowy potenjalnych kantów. (Kilka lat temu słyszałem nawet o drewnianym tłoku w jednym z cylindrów 6-cio cylindrowego silnika!!!)
    • jabar (gość)
    • obowiązek wpisywania stanu licznika przy każdej transakcji ograniczyłby proceder "kręcenia szafy", który jest zwykłym oszustwem
    • Piff-Paffcio (gość)
    • "Bardzo ważna jest także klauzula, iż w sprawach nie uregulowanych umową zastosowanie mają przepisy kodeksu cywilnego. " - Wcale nie - tak sie dzieje zawsze - jesli cos nie jest regulowane w umowie, ZAWSZE maja zastosowanie przepisy kodeksu cywilnego - moj profesor prawa wysmiewal sie na wykladzie z takich klauzul w umowach - mowil, ze to jest nadmiarowe.
    • k (gość)
    • [quote=",,,,,,,,,,myśliciel,,,,,,,,,,,"]nik przy zdrowych zmysłach nie bedzie pisał kilometrów jakie ma przejechane dany model auto przy sprzedaży, oraz czy auto było po wypadku lub nie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!,, każdy prawniczek jeśli tylko nie spał na lekcjach z historiiiiiiiiiiiiii / ja nie spałem/ obali pana roszczenia w sądzie???? a no dlatego że, nik z nas nie jest przeszkolony i nie może wystawia wiąrzących decyzji co do stanu tech samoch. to tak jak by pan orzekł sekcję zwłok i kazał się sądowi przychyli do swojej racji!1 absurd [/quote]
    • Pav. (gość)
    • Dlatego w W.Brytanii stan licznika jest we wszystkich papierach (ubezpieczenie, M.O.T. - czyli przeglad techniczny i kazdy kolejny dowod rejestracyjny) co znacznie utrudnia "cofanie" licznika np. o 100 tysiecy. Dodatkowo w dowodziku jest podana liczba poprzednich wlascicieli a w zamian nie stosuje sie umowy kupna-sprzedazy i dowod rejetracyjny przychodzi poczta do nowego wlasciciela.
    • Gumis (gość)
    • A moj ojciec kilka lat temu kupil samochod i byla klauzula ze stan jest mu znany ... ale bylo takze wymienione co sie z nim dzialo ... za wyjatkiem kilku drobnych rzeczy - nie wpisane bylo ze auto jest po kolizji, przekreceniu licznika i najprawdopodobniej robilo jako taksowka ... i co sie okazalo ... jak zaczely sie po 2 miesiacach problemy z rozruchem i nie domykaly sie drzwi ... ojciez wzial znajomego prawnika i ten go skierowal do rzeczoznawcy ... sprawa ciagla sie 2 lata ale ojciec wygral ... bo silnik zalano uszczelniaczem co sugerowalo celowe wprowadzenie w blad ... Tak ze ta klauzula w sumie jest pica na wode .. zreszta prawnik ojca bazowal na wyrokach z przeszlosci ...
    • Tomek (gość)
    • A nie lepiej było ojcu dogadać się ze sprzedającym? Przez 2 lata nie miał samochodu i poniusł koszty związane z ekspertyzami, prawnikami itd. Czy na prawdę warto było? Poza tym co wygrał. Założę się że sprzedający i tak nie oddał kasy na raz bo nie miał tyle, tylko w ratach przez następne dwa trzy lata. I co z tego tak na prawdę miał: 4 lata bez samochodu i pieniędzy które tracą na wartości, kupę kłopotów i stresu. Jeśli chodzi o prawników to nie jest w ich interesie polubowne załatwianie spraw i nie spotkałem żadnego który nie wysyłałby każdej sprawy do sądu. Nie bronię tutaj bynajmniej nieuczciwych sprzedających, ale na prawdę kupujący nie ma najmniejszych szans po zakupie wadliwego towaru z drugiej ręki. Najlepszym rozwiązaniem w tym wypadku jest postraszyć sądem i polubownie załatwić sprawę nawet z jakąś stratą dla siebie.
    • Tajpan (gość)
    • Tak piszecie tutaj o cofaniu licznika i że jest to oszustwo i ma to być na umowach kupna sprzedaży. Czy na pewno tego chcecie? Na prawdę??? Hipokryci!!! Czy sami nie kopaliście licznika po trzech latach aby lepiej sprzedać auto? Mentalność Polaka: Najlepiej żeby było na wszystkich umowach zanim ja kupiłem, ale na mojej NIE
    • Marcin (gość)
    • Postanowienia kodeksu cywilnego maja zastosowanie do każdej umowy, niezależnie czy taki zapis będzie zawarty w jej treści, czy też nie. Kodeks cywilny precyzyjnie mowi co to jest wada rzeczy sprzedanej i jakie są konsekwencje jej zatajenia. W takim przypadku można od umowy odstąpić i żadać natychmiastowego zwrotu zapłaconej kwoty. Jest to ważne w przypadku kupowania auta u dealera, którego można szybko odnaleźć. Groźnum dla nabywcy jest zapis..."że zna przedmiot umowy i z tego tytułu nie będzie rościła sobie żadnych praw" wyłączy tym samym rekojmię sprzedawcy za wady i zwolni go z odpowiedzialności. Na giełdach sa punktu oferujące gotowe umowy sprzedaży - radzę nie posługiwać się nimi, gdyż są zbyt ogólnikowe - lepiej wcześniej przygotować się do zakupu aby później nie żałować.
    • 3q542 (gość)
    • 62345623462
    • mosia (gość)
    • niektórzy z was piszą jakby mieli pretensje, że ktoś kto kupuje chce wiedzieć na pewno, ile samochód ma na liczniku, a jeśli dał się zrobić na szaro to jego sprawa. Czyżby było ogólne przyzwolenie na oszustwo?
    • Marcin (gość)
    • jak widzę autor artykułu nie ma zamiaru wypowiedzieć się na temat swojej rzetelności... szkoda bo forum byłoby ciekawsze.
    • alex (gość)
    • Miałem sprawe w sądzie, Bo Gość mnie nociągnął na wpłate zadatku na felerne auto, Auto tylko obejzalem zewnętrznie, ni wcale jego niechciałem. ALE on mnie podpuscił ze ma innego kupca.I nie opatrznie wpłaciłem zadatek.Potem niechciał mi oddać.Ale jak opytalem sie prawników.I przystapiłem do transakcji.A gosciu pisał mi umowę i fałszował dane tego pojazdu.łącznie z cena inna była na umowie inna na umowie o zadatku.łącznie z dopisaniem na umowie "bez zadnej gwarancji" niepozwolił mi jechac do stacji obsługi pojazdów na ponowny przeglad.AZ w koncu niepodpisałem mu takiej umowy.I mi niechcial zwrocić kasy wpłaconej.musiałem iść do sądu. Po pierwszej rozprawie zaraz mi oddał kasę. Bo chciałem mu udowodnic fałszerstwa i inne przekrety z urzedem skarbowym. DAJE RADE wszystkim aby nie dawali sie naciagać cwaniakom.Bo te GOSC to miał firme kupno sprzedaż-pojazdów.To tym przykrym doswiadczeniu pojechałem sam po auto zagranice. Uwazajcie na cwaniaków chandlarzy
    • ''''''''''''myśliciel''''''''' (gość)
    • do pana k !! dlaczego kopjuje pan muj tekst kolego =plagjat/ ale pewnie nie wiesz o co chodzi proszę was nie piszcie bzdur luuudzzziiiiiiiieeeee, kodeks cywilny jasno mówi , ba nakłada na kupującego obowiązek sprawdzenia towaru i dopełnienia wszelkich starań że zna dany towar i jest świadomy tego co kupuje na umowę k/s czyli tzw umowe cywilno prawną. ludzie jaką wy macie wyobraznie jak możecie wypisywać takie bzdety ludzie co to za kraj, jak możesz wygrać sprawę w sądzie i udowodnić mi że po pół roku uzytkowania samoch. nic nie zepsułeś nic nie naprawiłeś albo nawet zamieniłeś cześci aby wyłudzić o de mnie odszkodowanie,, błagam autora niech spręży te swoje resztki chorych kom. i więcej niech nie zamieszcza tego artykułu ---------prosze
    • ''''''''''''myśliciel''''''''' (gość)
    • a terazz innej beczki ostatmie wydażenia tj. wypadek otyli jedzrzejczak. ,,,,, robi mi się zimno jak czytam gazety jak oglądam wiadomośći, i przeglądam sieć. polska to nie jest normalny kraj, to zbiór wspólnych pozbieranych idiotów którzy mówią w podobnym jezyku!!!!!!!!! ktoś kto ma zdrowy rozum i widział tego jej jeppa po wypadku wie co było przyczyną ona jest albo po sterydach spaczona albo braknie jej kokoi albo jest tak głupia,z sam. nie ma nic nie ma nic z auta które jest ogromne i zajebiśćie masywne , jechała .... a możę lepiej nie wiedzieć ile pewwni ze 180 200 .. jeżdze szybkim autem dużo po niemieckich autostradach ale nawet tam cięzko spotkać tak rozjebane auto, co jeszcze gorsze wszyscy mówią że czy będzi pływać czy da rade psychicznie, lepiej bedzie może nie pływać dla brata pani otyliogromnaszybko. co?????????????????????????????????????????????????????????????????// tak dlaa pamięci
    • ''''''''''''myśliciel''''''''' (gość)
    • brat otylii jest tam ,,tam gdzie jest najciszej,,
    • slaytanic (gość)
    • myśliciel - to był chrysler kombi - tak na marginesie
    • peresisko (gość)
    • kupiłem auto i po tygodniu okazało że ma wade ukryta co moge temu gościowi zrobić może ktos się orietuje
    • Wioleta
    • Kolega który pisał o drewnianych tłokach to chyba wierzy w garbate aniołki.A co do O.Jędrzejczak to ten komentarz ni z gruszki ni z pietruszki.Co ona ma wspólnego z tymi "rzetelnościami" w umowach kupna-sprzedaży?Aha,jeszcze mała prośba do wszystkich,niech przeczytają swój tekst a pózniej go wyślą,bo wychodza banialuki!

Dodaj komentarz