Szefowie Toyoty nie chcieli się przyznać do błędu

Wiadomości z rynku / Archiwum

Autor: Alexandra Frean, Leo Lewis

Liczba odwiedzin: 1733

Zakorzeniona w japońskiej tradycji niechęć do przyznania się do błędu doprowadziła do utraty zaufania do marki Toyota.

 

Fot. Toyota Największy na świecie producent samochodów stał się głuchy na kwestie bezpieczeństwa – powiedział podczas przesłuchania w Kongresie sekretarz transportu USA. Ray LaHood wystąpił przed komisją nadzoru i reformy rządu tego samego dnia co Akio Toyoda, prezes koncernu Toyota. Komisja prowadzi dochodzenie w sprawie wypadków z udziałem samochodów tej japońskiej marki, w których zginęło w USA ponad 30 osób.

 

Na początku przesłuchania przewodniczący komisji Edolphus Towns powiedział, że największy na świecie producent samochodów ignorował lub minimalizował raporty dotyczące wystąpienia tzw. nagłego niezamierzonego przyspieszenia (SUA) w swoich samochodach. Jednocześnie Narodowy Urząd Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA) „niewiele w tej sprawie zrobił, a jeśli już coś zrobił, to jego działania były bardzo ograniczone”.

 

W trakcie wielogodzinnego przesłuchania, LaHood zasugerował, iż kultura korporacyjna w Toyocie ograniczała zdolność firmy do reagowania na problemy związane z bezpieczeństwem. – Myślę, że Toyota stała się w tej sprawie głucha – powiedział sekretarz transportu. Zaprzeczył jednak, że urzędnicy NHTSA poddali się presji z strony Toyoty i by zaoszczędzić pieniądze, ograniczyli skalę jednego ze śledztw w sprawie nagłego niezamierzonego przyspieszenia w samochodach tej marki w 2007 roku.

 

– Sądzę, że cała ta afera to wina tego, iż Toyota zarządzana jest w bardzo tradycyjnym japońskim stylu – mówi Jeffo Kingston z uniwersytetu w Tokio. Mówi on, że w naturze Japończyków tkwi traktowanie niepowodzeń jako pewnego tabu, które lepiej jest przemilczeć. Każdy bowiem błąd, nawet niewielki, dla Japończyków jest sprawą honorową.

 

Utrata zaś honoru w dawnej Japonii kończyła się rytualnym samobójstwem seppuku, czyli wypruciem sobie wnętrzności specjalnym, krótkim mieczem tanto. Tak najprawdopodobniej właśnie potraktowano też konstrukcyjne wady pojazdów, które wyprodukował japoński koncern – honorowo. Dlatego stały się tematem tabu, o których koncern udawał, że nie słyszy.

 

– Zwyczajne wezwanie samochodów do usunięcia usterek jawiło się w oczach prezesów jako gigantyczny kryzys zagrażający marce. Woleli więc milczeć – twierdzi. Jako dowód podaje to, co wydarzyło się w ostatnich miesiącach, a mianowicie dopiero gdy w mediach wybuchła bomba o śmiertelnym zagrożeniu, 8,5 mln samochodów Toyoty zostało wezwanych do naprawy usterek konstrukcyjnych. Jednak szefostwo firmy przyznało już wtedy, że chodzi nie tylko o blokujący się pedał gazu.

 

Fot. Toyota Okazało się również, że w wielu modelach aut Toyoty nieprawidłowo działa także układ hamulcowy. Z kolei w modelu Corolla stwierdzono wadę układu kierowniczego. Przez nią samochody mogły niespodziewanie i wbrew woli kierowcy zmieniać kierunek jazdy, co w przypadku poruszania się ze sporą prędkością na przykład na autostradzie mogło się zakończyć tragicznie. LaHood oświadczył, iż gotowość Akio Toyody do wystąpienia przed komisją świadczy jego zdaniem o poprawie firmowej kultury. – Ta wizyta to zmiana reguł – dodał.

 

Odczytując gotowe oświadczenie przesłane mediom dzień wcześniej, Toyoda przeprosił Kongres oraz amerykańskich posiadaczy samochodów marki Toyota. – Przepraszam za każdy wypadek, jaki przytrafił się kierowcom – powiedział. Akio Toyoda – wnuk założyciela koncernu, który siedem miesięcy temu został prezesem Toyoty – obiecał, iż zmieniony zostanie sposób traktowania skarg konsumenckich. Zasugerował, iż jego firma „w pogoni za wzrostem kosztem bezpieczeństwa zagubiła w ciągu ostatniej dekady swoje priorytety”.

 

Pojawienie się Japończyka w Kongresie miało stworzyć okazję na spotkanie z Fe Lastrellą, która również zeznawała komisją. Jej zięć Mark Saylor – policjant kalifornijskiej drogówki – jechał po służbie wypożyczonym lexusem, kiedy w aucie zablokował się pedał gazu. Samochód z prędkością ponad 190 km/godz. wypadł z drogi i spadł do kanionu. W wypadku zginęły cztery osoby, w tym córka, syn oraz wnuczka Lastrelli. Wykonane z samochodu tuż przed tym wypadkiem połączenie na telefon alarmowy 911 dla wielu stało się dowodem zbrodni popełnionej przez Toyotę w sprawach bezpieczeństwa. W nagraniu syn Lastrelli Chris mówi: „Jedziemy na północ 200 kilometrów na godzinę i gaz nam się zaciął... mamy problem... hamulce nie działają... zbliżamy się do skrzyżowania... nie rozłączajcie się i módlcie”.

 

Członek rodziny, Joseph Audal, oznajmił, iż Fe Lastrella zamierzała powiedzieć, co czuje. – Głównym celem naszej rodziny jest sprawić, by już nikt inny nie musiał przechodzić przez cierpienie, które na nas spadło – dodał.

 

Obserwatorzy w Tokio sugerują, że to początek kłopotów Toyoty, jakie pojawią się ze strony władz USA. W przyszłym tygodniu oddzielne przesłuchanie ma urządzić komisja senacka. Jednocześnie rząd Japonii nakazał Toyocie, by usterki w systemach bezpieczeństwa traktowano z większą powagą, odzyskując zaufanie Amerykanów. Zarząd firmy ostrzeżono przed podejmowaniem pochopnych decyzji.

Komentarze

    • lordofchaos
    • polcjant po sluzbie jedzie z predkoscia 200km/h po drodze gdzie sa skrzyzovania i to z rodzina i moze nie umiem cztac ale ten samochod spadl v kanion i tam bylo jakies skrzyzovanie ciezko mi to sobie vyobrazic ale ze mnie tylko "kmiot" z Polski ;-) nie mam pojecia o amerykanskich przepisach ale USA to nie Niemcy i tam sa chyba jakies ograniczenia predkosci toyota pevnie i jest vinna ale ten vypadek to... chyba juz vina kierovcy ciekave kto to za osoba Fe Lastrella?

Dodaj komentarz