Trudno się dogadać
Wiadomości z rynku / Felietony - Iwaszkiewicz
Autor: Jerzy Iwaszkiewicz
Liczba odwiedzin: 3946
Firma Samar ogłosiła niedawno wyniki ankiety na najlepsze biura public relations w firmach samochodowych. Uznano, jak już pisaliśmy, że najlepszy PR, czyli propagowanie firmy, ma Renault przed Fordem i Oplem. Mamy na ten temat swoje zdanie.
Zawsze dostępni, gotowi odpowiedzieć na każde pytanie są Przemysław Byszewski i Wojciech Osoś z Opla, Chevroleta i Saaba, Magda Klatka z Peugeota i Monika Krzesak z KIA. Jeżeli komuś uda się dodzwonić, to podobną rolę pełni też Bogusław Cieślar z Fiata. Przy czym, jeżeli ktoś źle napisze o Fiacie, to Cieślar bardzo cierpi.
Za ciekawą postać można też uznać Marka Nawareckiego z Citroena. Kiedyś sprawiał wrażenie zarozumiałego, ale to chyba ze strachu, bo mu przeszło. Poukładani są Alicja Florek i Leszek Kempiński z Audi i Volkswagena. Zachowują się jak prymusi, którzy chcą przypodobać się pani nauczycielce, którą jest prof. marketingu dr Jerzy Krężlewski, ale przy okazji informują też dziennikarzy. Podobną parę stanowią Monika Dobrolubow i Andrzej Gołębiowski z Forda, ale do nich trudno się dodzwonić. Nieodbieranie telefonów jest metodą dość powszechną. Nie odbiera Fiat, Ford, a szczególnie FSO, gdzie nawet zamilkła Krystyna Danielczyk.
Na tym byłby koniec PR-ów, o których warto wspomnieć. Pozdrawiamy jeszcze Dorotę Obłękowską z Chryslera, nie można zapomnieć o Iwonie Legęć z Hondy. Pozostali zachowują się tak, jakby ich w ogóle nie było. W Mercedesie robią łaskę jak w sklepie mięsnym w czasach PRL-u. Jak już dadzą jakąś informację, to w drodze wyjątku, czego żałujemy, bo Ewa Łabno-Falęcka warta jest bardziej częstego kontaktu.
W niektórych firmach PR-em próbują zajmować się dyrektorzy od marketingu (Marcin Klimczewski – Volvo i Krzysztof Kowalski – Nissan), co na ogół kończy się bardzo źle. Ciekawie jest też w Seacie, gdzie organizują konferencje prasowe, ale nie po to, aby pokazać samochody, tylko żeby prezes mógł sobie wynająć dowolną ilość hostess, w których gustuje. Wyjątkowo ciekawym przypadkiem jest Łukasz Oster z Suzuki. Najpierw dużo obiecuje, a potem się chowa, aby nikt przypadkiem nie pomyślał, że on w ogóle istnieje.
Generalnie, z małymi wyjątkami, to ludziom z PR-ów wszystko się pokręciło. Uważają, że to dziennikarze są dla nich, a nie oni dla dziennikarzy. Tą metodą nigdy się nie dogadamy, a Czytelnicy będą mieli niekompletne informacje.