Uważaj na kradzione

Jak kupić / Eksperci radzą

Autor: Maciej Krzywoszyński

Liczba odwiedzin: 55230

Kupowany samochód używany powinniśmy drobiazgowo sprawdzić . Jeśli okaże się, że został skradziony, to nie tylko stracimy pieniądze - możemy też zostać oskarżeni o paserstwo.

W Polsce każdego roku łupem złodziei padają dziesiątki tysięcy samochodów. Co prawda większość aut kradziona jest na części albo „na eksport”, ale i tak na rynku wtórnym pojawiają się trefne pojazdy. Powinniśmy drobiazgowo sprawdzić kupowany samochód. Jeśli okaże się, że został skradziony, to kupując go, nie tylko stracimy pieniądze - możemy też zostać oskarżeni o paserstwo.

 

„Polak mądry po szkodzie”, „Strzeżonego Pan Bóg strzeże” - kupując auto na rynku wtórnym, warto wziąć sobie do serca te przysłowia, zwłaszcza jeśli chcemy nabyć samochód na giełdzie czy za pośrednictwem internetu od indywidualnego sprzedawcy. Do ostrożności obliguje nas zresztą prawo. Jeżeli podczas policyjnej kontroli okaże się, że jeździmy kradzionym samochodem, to przed oskarżeniem o paserstwo, czyli - w języku prawniczym - nabycie rzeczy w złej wierze, uratują nas jedynie dokumenty potwierdzające przeprowadzenie badań Fot. Maciej Pobocha pochodzenia auta.

 

Gdzie sprawdzić?

 

Istnieje kilka sposobów na sprawdzenie pochodzenia interesującego nas pojazdu. Najprościej rozpocząć od zbadania prawidłowości numeru VIN. Odpowiednie bazy danych dostępne są za darmo w internecie. Jeśli sprzedawca się zgodzi, warto podjechać też do najbliższego komisariatu policji i poprosić policjantów o sprawdzenie, czy dane auto nie figuruje na liście skradzionych pojazdów, czy nie ma przebitych numerów VIN lub silnika. Jak informuje asp. Zbigniew Paszkiewicz z poznańskiej policji, informacji tego typu nie udziela się przez telefon.

Kolejnym i chyba najskuteczniejszym sposobem sprawdzenia pochodzenia samochodu jest skorzystanie z usług jednej z wielu firm wyspecjalizowanych w tego typu działalności. Wiąże się to z wydatkiem około 200 - 400 zł, ale - zwłaszcza w wypadku aut droższych lub sprowadzonych z zagranicy - warto wydać te pieniądze. Za 200 zł profesjonaliści sprawdzą, czy pojazd był rzeczywiście rejestrowany w deklarowanym przez sprzedającego kraju, czy nie poszukuje go tamtejsza policja. Większość firm ma możliwość sprawdzenia pochodzenia auta sprowadzonego nie tylko z krajów UE, ale też np. z USA czy Kanady. Za kolejne 200 zł można zamówić badania mechanoskopijne numeru VIN. W razie pozytywnego wyniku otrzymujemy certyfikat legalności potwierdzający oryginalność pojazdu.

 

Gdy już kupiłeś kradziony

 

„Chytry dwa razy traci” - to kolejne przysłowie idealnie pasujące do tego tematu. W praktyce bowiem niewiele osób sprawdza pochodzenie kupowanego auta, zwłaszcza w ostatnich 2 latach, gdy do Polski sprowadzono tysiące samochodów o wartości rzadko przekraczającej 5 tys. zł.

Jeśli podczas policyjnej kontroli okaże się, że kupiliśmy trefny pojazd, zaczną się nasze prawdziwe kłopoty. Policjanci zatrzymają dowód rejestracyjny i samochód. Tak więc mimo wydania pieniędzy, nie będziemy mieli czym jeździć. I jeszcze czeka nas policyjne śledztwo, w trakcie którego będziemy musieli udowodnić, że nieświadomie kupiliśmy kradzione auto. Zgodnie z uchwałą Sądu Najwyższego (z 30 marca 1992 roku, sygn. Akt III CZP 18/92) sprawdzenie pochodzenia samochodu to obowiązek kupującego, zwłaszcza jeśli nabywa on auto od osoby niezajmującej się profesjonalnie takim handlem. Jeśli nie udowodnimy przed sądem, że sprawdzaliśmy pochodzenie samochodu, możemy zostać oskarżeni o paserstwo.

 

Jeżeli natomiast udokumentujemy nabycie samochodu w dobrej wierze i posiadanie go od co najmniej 3 lat, to nawet jeśli auto pochodzi z kradzieży, pozostanie naszą własnością, pod warunkiem oczywiście, że w tym czasie nie zgłosił się po nie prawowity właściciel.

Ogłoszenia motoryzacyjne pochodzą z serwisu Moto.Gratka.pl

Zobacz także

W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w poniedziałek.